niedziela, 2 sierpnia 2015

Egao - rozdział 11


13 lat wcześniej
26 Kwiecień
 Ten dzień był jednym z najgorszych dla Aoi dni. Bowiem tego właśnie dnia, straciła coś dla niej bardzo cennego - przyjaciółkę. Słońce zaczęło powoli schodzić coraz niżej, malując niebo w pomarańczowe barwy, a dwie dziewczynki nie przejmując się, że niebawem nastanie zmrok, bawiły się nad rzeką. 
- Aoi? - Zaczęła jasnowłosa przypatrując się jak dziewczyna rysuje patykiem ich podobizny na pisaku. - Co byś zrobiła.. jakbym miała się wyprowadzić?
- Hmm.. - wydała z siebie przyglądając się swojemu dziełu. - Chyba bym cię znienawidziła. - Zaśmiała się. - Ale nie zrobię tego, bo nigdy mnie nie zostawisz, prawda? - Odwróciła się do niej obdarzając ją swoim uśmiechem. Jasnowłosa wpatrywała się przez chwilę w milczeniu w szarooką z miną jakby łzy zaraz miały spływać po jej policzkach potokami, jednak po chwili wzięła głęboki wdech i odpowiedziała.
- No jasne - odwzajemniła uśmiech. - Właściwie, to chciałam dzisiaj coś z tobą zrobić..
- Tak? - spytała wesoło, patrząc jak jej przyjaciółka sięga do swojej torby. Dziewczyna nic nie odpowiadając wyciągnęła z niej szklaną butelkę, kawałek kartki i długopis. Szybko napisała coś na kartce i zawiązała ją wstążką, po czym wstała kierując się w stronę wody.
- Chodź - poleciła niebieskowłosej, a ta bez żadnych sprzeciwów ruszyła za nią. Jasnowłosa kucnęła tuż przy brzegu rzeki. Aoi zrobiła to samo w skupieniu przyglądając się poczynaniom przyjaciółki.
- " Pergamin z życzeniem do tej butelki włóż.. - dziewczyna zaczęła cicho śpiewać, wkładając do butelki związaną karteczkę, po czym zatkała ją korkiem. - .. i szczelnie zakorkuj ją. Na falę ją złóż.. - nie przerywając piosenki, delikatnie wrzuciła butelkę do wody. - .. bowiem gdy powróci już, to życzenie twoje spełni się". 
 Dziewczynki jeszcze przez jakiś czas wpatrywały się w dryfującą butelkę, dopóki ta nie zniknęła im z oczu. 
- Tam było twoje życzenie? Czego sobie życzyłaś? Spełni się? - zalała od razu pytaniami jasnowłosą.
- Tajemnica. - Uśmiechnęła się do niej lekko i spojrzała na wodę. - A czy się spełni.. Nie wiem. Mam nadzieję, że tak.
- Też chcę zrobić coś takiego! Jutro znowu tutaj przyjdziemy, dobrze? - poprosiła Aoi. Po raz kolejny przez chwilę między dziewczynkami trwała cisza. Jasnowłosa otworzyła usta jakby chcąc coś powiedzieć, ale zaraz potem zamknęła je i odwróciła się do przyjaciółki tyłem.
- Um - przytaknęła. - Wracamy?
- Tak! - krzyknęła uradowana, podbiegając do dziewczyny. Przez dłuższy czas szły razem, aż nie rozeszły się do swoich domów.
   Następnego dnia Aoi wstała niesamowicie podekscytowana. Wszystkie niezbędne rzeczy spakowała jeszcze poprzedniego wieczoru i z niecierpliwością wyczekiwała południa, gdyż wtedy miała spotkać się z jasnowłosą. Jednak matka nie chciała jej puścić przed obiadem, toteż dziewczynka spóźniała się 2 godziny. Gdy dotarła na miejsce jej przyjaciółki jeszcze nie było. Postanowiła więc poczekać. I czekała tak długo, bardzo długo, lecz nikt nie przychodził. Gdy słońce powoli zaczynało zachodzić, niebieskowłosa skierowała się do domu. Pomyślała, że może przez to, iż Aoi tak długo nie przychodziła, jasnowłosa znudziła się i wróciła do domu. Następnego dnia w przedszkolu dziewczyna też się nie pokazała. To samo było kolejnego dnia i trzeciego to samo. Szarooka starała się nie martwić. Wmawiała sobie, że jej przyjaciółka jest chora i lada dzień znów ją zobaczy. Jednak i następnego tygodnia dziewczyna się nie pojawiła. W końcu Aoi postanowiła, że spyta opiekunki co się stało z jasnowłosą i wtedy dowiedziała się o tym, że dziewczyna przeprowadziła się dwa tygodnie temu. Te informacje niesamowicie wstrząsnęły niebieskowłosą. Przez kilkanaście dni wracała do domu smutna i otępiała. Jadła nie wiele, za to dużo płakała. Zamykała się w pokoju i płakała, aż nie znużył ją sen. Nikt nie był w stanie jej rozweselić, nawet Sho, który pod przymusem miał ją rozbawić, nie dał rady. Dni płynęły dla niej powoli, były szare i ponure. Dopiero po 2 tygodniach, gdy mniej-więcej się otrząsnęła, udała się nad rzekę, na którą puściła butelkę z życzeniem.
" Mówiłaś, że mnie nie zostawisz. Proszę wróć, Ayame"

13 lat wcześniej
 05 Kwiecień
Sho nie był typem osoby, która izolowała się od innych. W przeciwieństwie do swojej siostry, on akceptował fakt, że jego kolor włosów jest co najmniej dziwny. Nie obchodziło go, że to mogło przerażać innych. Szczerze miał to gdzieś. Właściwie miał znajomych czy nawet 'przyjaciół', ale jakoś nie specjalnie lubił się z nimi bawić. Być może przyczyną było to, że chciał wyglądać na poważnego i odpowiedzialnego w oczach swoje brata, którego wręcz ubóstwiał. Jego brat miał 16 lat i był w liceum toteż nie miał aż tak wiele czasu by bawić się ze swoim rodzeństwem, więc niebieskowłosy przeważnie spędzał czas na dworze. Tego jednak dnia, chłopak czytał jakąś książkę, siedząc na murku odgradzającym park od boiska, gdzie grupka gimnazjalistów grała w piłkę nożną. Czasami spoglądał w ich stronę, kiedy ci krzyczeli podczas gdy, któraś z drużyn strzeliła gola. Przez długi czas było w miarę cicho, dopóki jeden z kolesi nie krzyknął - Hej, uważaj!! - lecz zanim Sho zdążył się odwrócić, piłka szybująca w jego stronę strzeliła go w twarz tak, że biedak spadł z murku na drugą stronę. Po chwili podniósł się lekko na łokciach i złapał za głowę. Gdy spojrzał w górę, ujrzał nad sobą jednego z tych kolesi, którzy grali w piłkę.
- Hej, mały, wszystko w porządku? - spytał zmartwiony chłopak kucając przy Kurokim.
- Nie jestem mały - oburzył się marszcząc uroczo brwi.
- Jasne, jasne - zaśmiał się czochrając go po włosach. Sho oczywiście starał się jakoś odepchnąć od siebie natręta, ale nijak mu to szło. - Jakie ty masz mięciutkie włoski, mały.
- Makoto ogarnij się i naucz trafiać do bramki, a nie w ludzi! To już 4 osoba w tym tygodniu! - zganił go koleś, który dopiero teraz do nich podszedł. 
- Tak, tak - zbył przyjaciela przytulając, a wręcz zgniatając niebieskowłosego.
- Biedne dziecko.. nie dość, że niemal go nie zabiłeś piłką, to teraz go jeszcze chcesz udusić.. I to niby ja jestem tym całym "lolicon'em", tak? - Zaśmiał się. - Nie no serio, puść go. Jeszcze mu coś zrobisz.
- No ale spójrz jaki z niego mały słodziak - powiedział 'Makoto' odsuwając od siebie niebieskowłosego.
- Nie jestem mały.. - powtórzył Sho nadymając zabawnie policzki. 
- Jaki uroczy! - krzyknął drugi z chłopaków i sam się do niego przykleił uprzednio odpychając swojego przyjaciela. 
- Haha! A nie mówiłem?
- Ryo, pomocy.. - wydał z siebie Kuroki, a po chwili chłopak odkleił się od niego.
- A tak poważnie, na pewno nic ci nie jest? Nie boli cię nic?
- Nie.. Chyba nic – odpowiedział, oglądając się czy na pewno nic mu nie jest.
- W ogóle to nie przedstawiliśmy się jeszcze. Ja jestem Makoto Sano, a on to Yuji Masami – zabrał głos Makoto. Dopiero teraz Sho przyjrzał im się uważniej. Sano był wysokim brunetem o piwnych oczach, zaś Yuji był niewiele niższy i miał białe włosy oraz niebieskie oczy. – A ty, mały, jak się nazywasz?
- Sho Kuroki..
- A ten nietypowy kolorek – poczochrał go po włosach – to skąd?
- Taki jest od urodzenia – powiedział odpychając od siebie jego rękę.
- No nie gadaj! Masz niebieskie włosy od urodzenia?! Tak się w ogóle da?
- Moja mama i siostra też mają niebieskie włosy. Z resztę praktycznie wszystkie dziewczyny ze strony mamy je mają. Podobno to jakaś choroba genetyczna. – Wzruszył beznamiętnie ramionami.
- „ Wszystkie dziewczyny”? – zauważył Yuji, a Sho zawstydził się lekko.
- Ja jestem wyjątkiem.. W mojej rodzinie jestem jedynym chłopakiem z niebieskimi włosami.
- Podejrzewam, że i na świecie jesteś jedynym chłopakiem z takimi włosami – zaśmiał się białowłosy.
- To znaczy, że masz jakby kobiece geny, nie? – wtrącił się z powrotem Makoto. – To by wyjaśniało czemu taki mały jesteś!
- Nie jestem mały! – oburzył się po raz kolejny tego dnia i nadymał policzki.
- Haha, a jaki uroczy! – zaśmiał się. Wtedy Kuroki odwrócił się obrażony i odszedł w kierunku swojego domu odprowadzany śmiechem Makoto.
   Przez kolejne kilka dni za każdym razem, gdy chłopcy widzieli Sho gdzieś niedaleko, podchodzili do niego zaczynając z nim rozmowę. Niedługo potem niebieskowłosy zaprzyjaźnił się z resztą przyjaciół Sano i Masamiego, jednak to z tą dwójką dogadywał się najlepiej. Zaczął z nimi grać w piłkę nożną i inne gry. Niebieskowłosy już dawno zauważył, że dziewczyny go wcale nie interesują, a sam zakochany jest w Yujim. Chłopak zawsze się o niego troszczył, pomagał mu i właśnie takim zachowaniem trochę mu przypomniał Ryo, kiedy jeszcze nie chodził do liceum.

26 Kwiecień
Tego dnia jak zwykle chłopcy spotkali się w parku. Ostatnim razem przypadkiem przebili piłkę, więc uznali, że zagrają w coś innego, a w co, zastanowią się na miejscu. Ostatecznie padło na zabawę w ‘króla’, która polegała na losowaniu patyczków z numerkami, a ten kto wyciągnął patyczek z tzw. ‘ królem’, decydował co dany numerek ma zrobić. Do tego wymyślili zasadę głoszącą, że za nie wykonanie polecenia, dana osoba będzie musiała przyjść do szkoły w ubraniach swojej siostry. Tak też dziwnych zadań nie było końca, od przytulania się po rzucanie kamykami w obce osoby i uciekanie przed nimi przez cały park. Sho bawił się z nimi niesamowicie dobrze, mimo całkiem dużej różnicy wiekowej.
- Okej, wszystkie patyczki do mnie! – zawołał Makoto i chłopcy oddali mu patyczki. Gdy wszystkie znalazły się w jego rękach, potarł nimi trochę, aby je nieco zmieszać. Po tym zaczął podchodzić do każdego z osobna, dając im wyciągnąć numerek.
- Co wylosowałeś? – spytał Yuji z uśmiechem, spoglądając na Sho. Ten odwzajemniając uśmiech pokazał patyczek z numerem 4 – Oh, ulubiona cyfra Makoto. Jeśli będzie królem to możesz być pewnym, że cię wybierze – wyszeptał uśmiechając się jeszcze szerzej.
- No nareszcie! Jestem królem! Przygotujcie się na hardcore~! – zawołał Sano mierząc we wszystkich patyczkiem. – Tak więc numerek 4 hmm.. co może zrobić..? – zamyślił się próbując domyślić się na kogo trafił, co nie było trudne, gdyż Kuroki nerwowo spoglądał to na swój patyczek, to z powrotem na Makoto. – Dobra, już wiem. Numerek 4 ma pocałować się z numerkiem 1. W usta, żeby nie było!
- C-co..? – jęknął Yuji, który okazał się być numerem 1. – Nie będę całował dziecka! Bez przesady!
- A-Ale ja mogę to zrobić.. – powiedział cicho Sho.
-Więc chcesz przyjść w ubraniach swojej siostry?
- Tak, Sho zgadzasz się ze mną, czyż nie? – Zwrócił się w jego stronę.
- Nie.. ja nie chcę.. Mogę zrobić to zadanie – odpowiedział nieśmiało, czerwieniąc się.
- I to jest facet z jajami! Nie to co ty Yuji! – wtrącił się Makoto. Białowłosy posłał mu złowrogie spojrzenie, po czym znowu spojrzał na młodszego od siebie chłopaka.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? To będzie twój pierwszy pocałunek.. Nie chcesz zachować go dla osoby, którą będziesz kochał?
- Nie chojrakuj. Dla ciebie też to będzie pierwszy raz – powiedział Sano, na co niebieskowłosy poczerwieniał bardziej.
- Zamknij się wreszcie! – krzyknął Masami na śmiejącego się przyjaciela, a na jego policzkach również zagościły rumieńce. – Dobra! Chodź tu – kontynuował wzburzony łapiąc Sho za ramiona. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w niezręcznej ciszy, aż Yuji nie zbliżył się do niego delikatnie muskając wargi chłopaka. Cała ta scena nie trwała długo, zaledwie kilka sekund, po tym białowłosy odwrócił się plecami do Kurokiego.
- Eeh. Dosyć mało spektakularnie – zaczął od razu Makoto.
- Nie określiłeś jak ma być, więc ciesz się tym co było.
- Niech ci będzie.
Później już zarówno Yuji jak i Sho unikali swoich spojrzeń. Byli zbyt zażenowani zaistniałą sytuacją. Jednak niebieskowłosemu podobało się to. Kiedy tylko myślał o tym co jeszcze chwilę temu zrobili, czuł jakby w jego brzuchu motyle postanowiły zrobić porządną imprezę. Coraz bardziej nabierał przekonania, że kocha Masamiego. Jedynym czego się obawiał to brak akceptacji z jego strony. Zabawa trwała jakieś 30 minut dopóki nie została przerwana przez białowłosego, który musiał już wracać do domu. Po pożegnaniu się z chłopakiem kontynuowali grę.
- Makoto? Czemu Yuji musi dzisiaj tak wcześnie wracać? – zapytał Kuroki przyglądając się coraz bardziej oddalającej się sylwetce Masamiego.
- To ty nie wiesz? – zdziwił się, unosząc brwi. – Yuji jutro się wyprowadza.
- J-Jak to..?
- Sam nie znam szczegółów.. Jeśli się nie mylę to chodzi o jego siostrę.
- Hej, Makoto! Sho! Gracie jeszcze czy nie? – krzyknął do nich jeden z chłopaków. Sano spojrzał smutno na niebieskookiego, a zaraz potem zwrócił swój wzrok w kierunku grupki chłopaków.
- Już idę, ale Sho-chan musi już wracać! – odkrzyknął i klepnął go lekko w plecy - Leć.
   Kuroki wpatrywał się w niego zaskoczony, jednak po chwili otrząsnął się, szybko pożegnał ze wszystkimi i pobiegł szukać Yujiego. Na szczęście białowłosy nie odszedł tak daleko.
- Yuji! - krzyknął z daleka, a Masami odwrócił się zaskoczony. Widząc jednak chłopaka biegnącego w jego stronę uśmiechnął się. Gdy Sho odetchnął chwilę, podniósł swój wzrok. - Czemu nie powiedziałeś, że się wyprowadzasz? - zapytał, a na jego twarzy zagościł smutek.
- Uh.. Nie chciałem cię widzieć takiego jakim teraz jesteś.
- To żaden argument - burknął, na co chłopak zaśmiał się drapiąc po policzku. - W-Właściwie ja.. My nie zobaczymy się już, prawda? - spytał z goryczą.
- Nie.. raczej nie. Chyba, że kiedyś jak już będę starszy to wrócę do was. - Uśmiechnął się smutno. - Tylko to chciałeś wiedzieć?
- N-Nie tylko.. Chciałem ci powiedzieć, że.. lubię cię. To znaczy, bardzo lubię! Nie jak przyjaciela! Kocham cię.. Yuji - wyznał spuszczając głowę, czerwony po same uszy. Miał ochotę teraz zapaść się pod ziemię. Już jakiś czas zbierał się, żeby to powiedzieć, ale nie sądził, że ten czas nadejdzie tak szybko. Teraz pozostało mu tylko jedno, czekać na odpowiedź białowłosego. Po niedługiej chwili milczenia, Masami roześmiał się.
- Makoto naprawdę jest idiotą. Nie powinien tak bawić się uczuciami innych.
- Co..?
- To było twoje zadanie od niego, prawda? Znowu był 'królem'? Powiedz temu idiocie, że nie dałem się nabrać. - Uśmiechnął się smutno odwracając i ruszając przed siebie. - Trzymaj się Sho. Może kiedyś się jeszcze spotkamy..
- Ale.. Ja naprawdę cię kocham.. - wyszeptał przez łzy.
   Następnego dnia Yuji już się nie pojawił. Naprawdę się wyprowadził. W głębi duszy Sho liczył, że może ta cała przeprowadzka to jedno wielkie kłamstwo. Kuroki nadal przychodził bawić się z grupką swoich starszych przyjaciół, jednak nie dawało mu to tyle frajdy jak wcześniej. Z czasem przychodził coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu chłopcy praktycznie wcale się nie spotykali. Każdy miał swoje problemy i swoje życie oraz mniej czasu na zabawę.

10 Lat wcześniej
Luty
Pewien czarnowłosy chłopiec jechał pociągiem wraz ze swoimi rodzicami. Jego ojciec - Kohaku Sakai - był psychologiem i dostał specjalnego pacjenta, co spowodowało, że musiał przeprowadzić się do Osaki. Chłopiec niedawno skończył 6 lat, a na imię miał Kazuhiro. Nie był zadowolony z przeprowadzki. W Tokio miał całe mnóstwo przyjaciół, a teraz ze względu na odległość ich kontakt się urwie. W jego szkole był dosyć popularną osobą, gdyż większość dziewczyn uważała go za niesamowicie fajnego i uroczego kolesia. Chłopiec siedział obruszony, opierając policzek na dłoni i wpatrywał się w ocean za oknem. Ignorował wszystkie komentarze rodziców, którzy starali się załagodzić jego gniew. „ Zobaczysz znajdziesz sobie nowych przyjaciół”, „ Nasi nowi sąsiedzi mają syna, na pewno się z nim zaprzyjaźnisz”, „Wszystko będzie dobrze”. Wiedział to, ale nie chciał mieć nowych przyjaciół, nie chciał zaczynać od nowa. Jego przyjaciele byli w Tokio, a nie w Osace. Nie minęło 5 minut, a pociąg się zatrzymał. Rodzina Sakai wyszła z niego pośpiesznie i udała się na parking niedaleko stacji, gdzie już czekał na nich samochód ojca Kazuhiro. Droga do nowego domu nie była daleka. Gdy wjeżdżali na podjazd, złotooki dostrzegł bawiącą się trójkę dzieciaków – jednego chłopca i dwie dziewczynki – przed domem ich sąsiada. Czarnowłosy wysiadł z auta i podszedł do bagażnika, czekając aż jego ojciec wyciągnie jego walizkę. Spojrzał jeszcze raz na dzieciaki, które teraz także się w niego wpatrywały. Kazuhiro od razu posłał im złowrogie spojrzenie i zabierając swój bagaż podreptał w kierunku swojego nowego domu.
- To twój nowy sąsiad? – spytała jedna z dziewczyn.
- Ta.. Ale chyba nie jest do nas przyjaźnie nastawiony – zaśmiał się chłopak.
- Za to wydaje się naprawdę uroczy – dodała swoje 5 groszy druga dziewczyna, uśmiechając się do siebie.
   Sakai po rozpakowaniu swoich rzeczy w pokoju, usiadł na krzesełku pod oknem i patrzył na paczkę dzieciaków, która dalej bawiła się pod jego domem. Wcześniej nie zwrócił na to uwagi, więc dopiero teraz uświadomił sobie, że jedna z dziewczynek miała niezwykły kolor włosów – niebieski. Naprawdę go zaintrygowała. Mimo to, nie miał zamiaru się z nimi spoufalać. Dalej twierdził, że jego prawdziwi przyjaciele pozostali w Tokio.
   Kazuhiro stracił niemal cały dzień gapiąc się przez okno. Pod wieczór trójka wcześniej wspomnianych dzieciaków rozeszła się do domów. Wtedy też czarnowłosy udał się na kolację, a po tym znowu uciekł do pokoju i wyszedł na balkon, gdzie usiadł pod ścianą, myślami krążąc wokół swoich przyjaciół. Siedział tam naprawdę długo. Jego ręce i policzki stały się wręcz lodowate, ale i to nie zmusiło go do powrotu do środka. 
- Nie zimno ci? – Z rozmyślań wyrwał go czyjś głos. Podniósł lekko zaczerwienioną od zimna twarz i na balkonie obok ujrzał twarz chłopaka z wcześniej. Miał on kruczo-czarne włosy i szare oczy. – Siedzisz tu już dobre 30 minut, a wcale nie jest tak ciepło.
- Tch.. – wydał jedynie z siebie odwracając twarz.
- Żadne „tch”. Przeziębisz się.
- Nie twoja sprawa – odpysknął złotooki, wstając z zimnej posadzki.
- Jestem Toshiaki Nijimura, a ty? Jak się nazywasz? – spytał chłopak z wielkim uśmiechem, ale Kazuhiro nic nie odpowiadając wszedł do pokoju i zamknął drzwi balkonowe. – Widzimy się jutro!
   Następnego dnia Sakai poszedł do nowej szkoły. Nauczyciel tuż po przywitaniu się z klasą wywołał złotookiego na środek, by ten się przedstawił. Gdy tylko wyszedł na wskazane miejsce po sali przeszedł cichy szmer, w którym dało się słyszeć szepty ze strony dziewcząt. Jednak Kazuhiro udał, że tego nawet nie zauważył. Tego typu rzeczy działy się za każdym razem. Dziewczyny zawsze podziwiały i wychwalały jego wygląd. Chłopak rozejrzał się po klasie, zauważając, że w pierwszej ławce w drugim rzędzie siedzi jego sąsiad – Toshiaki. Czarnowłosy posłał mu zirytowane spojrzenie i odwrócił się, żeby napisać swoje imię i nazwisko na tablicy. Po tym odwrócił twarzą do klasy.
- Jestem Sakai Kazuhiro. Miło mi was poznać – powiedział głośno i ukłonił się lekko.
- Sakai-kun będzie teraz chodził do naszej klasy, więc przyjmijcie go ciepło – dodał nauczyciel i pozwolił złotookiemu usiąść w ławce. Tak też więc zrobił. Na jego szczęście jego ławka stała na samym końcu w trzecim rzędzie.
***
   Po lekcji większość uczniów zebrało się wokół Kazuhiro. Pytań typu „ skąd jesteś?", „ masz rodzeństwo?” czy „ gdzie mieszkasz?” nie było końca. Jak zwykle chłopak cieszył się ogromną popularnością. Był tylko jeden fakt, który go smucił – w jego klasie nie było tajemniczej, niebieskowłosej dziewczyny z wczoraj. Ją jako jedyną chciał poznać bliżej. Nigdy jeszcze nie spotkał kogoś kto miałby równie dziwne włosy. Odkąd pamiętał zawsze interesowały go tego typu rzeczy, które odbiegają od normy. Gdy tak rozmawiał z grupką dzieciaków zainteresowanych jego osobą, do klasy weszła owa dziewczyna, o której tak rozmyślał. Spojrzała na niego, posyłając mu ciepły uśmiech, a zaraz potem podeszła do Nijimury.
- Kto to? – spytał jednej z dziewczyn wskazując głową w stronę nowo przybyłej.
- Hm? Ah, ona.. – powiedziała z jakby obrzydzeniem. – To Akiko Iijime z klasy B. Zadaje się z Toshiakim i Haichiro-chan. Nawet nie wiem czemu w ogóle oni to dla niej robią?
   Kazuhiro jeszcze raz spojrzał w stronę Akiko, która razem z Nijimurą wpatrywała się w niego. Instynktownie odwrócił się od nich z obrażoną miną. Sam nie wiedział czemu akurat padło na nich. Może dlatego, że byli pierwszymi osobami, których widział tuż po utracie przyjaciół? Nie był pewien, ale wiedział, że łatwo nie zmieni do nich swojego nastawienia.
   Po skończonych lekcjach, które dłużyły się chłopakowi nieznacznie, Kazuhiro opuścił szkołę mijając inne dzieciaki śmiejące się w grupkach. Słońce powoli zaczynało zachodzić, ale on nie śpieszył się. Nawet jeśli miał spory kawał drogi do domu i tak szedł po woli. Osaka bardzo różniła się od Tokio. Tam nie zależnie od dnia i godziny zawsze tętniło życiem. Tutaj było inaczej. Osaka również jest dużym miastem, ale dzielnica w której mieszkają jest po prostu spokojna. Czarnowłosy już zdążył się przyzwyczaić do tego nieustannego hałasu i tabunów ludzi w każdym zakamarku.
   Rozmyślając tak nad ‘wadami’ Osaki, Kazuhiro spostrzegł, że zboczył z drogi i zmierzał podejrzaną ścieżką. Wokół nie było nikogo. Tylko on i przytłaczający go spokój. Postanowił jednak, że pójdzie nią dalej. Niedługo potem jego oczom ukazał się ocean malowany pomarańczowymi barwami zachodzącego słońca.
- Wooah! Jak pięknie! – zachwycił się widząc ten widok.
- Tak.. Też lubię to miejsce – dobiegł go cichy, dziewczęcy głos. Momentalnie zwrócił wzrok w kierunku niebieskowłosej dziewczyny siedzącej obok i opierającej się o barierkę. Gdy zaszczyciła go swoim spojrzeniem, Kazu posłał jej groźną minę, lecz ta uśmiechnęła się lekko i z powrotem zwróciła oczy w kierunku oceanu. Przez chwile czekali tak w milczeniu, aż ciszę przerwał śmiech dziewczyny. – Zgubiłeś się, prawda?
- Wcale, że nie! – oburzył się, czerwieniąc na twarzy.
- Tak? Przyjechałeś wczoraj i siedziałeś resztę dnia w domu. Na pewno nie znałeś tej drogi. Z resztą nie wielu z niej korzysta.
Kazuhiro zaniemówił. Nie mógł znaleźć dobrego argumentu na to stwierdzenie, więc po prostu się nie odezwał. Niebieskowłosa wpatrywała się w niego z wrednym uśmieszkiem dopóki nie odwróciła się. Wtedy Sakai po krótkim zastanowieniu dosiadł się do niej i złapał rękami za barierkę.
- Więc nazywasz się Iijime Akiko? Dziwne nazwisko.
- Skąd znasz moje imię i nazwisko? Szpiegujesz mnie, czy co? – zażartowała. – Po za tym to strasznie nieuprzejme mówić komuś, że dziwnie się nazywa! ‘Sakai’ też jest dziwne.
- Jest normalne! – Zmarszczył groźnie brwi wywołując tym śmiech u Akiko.
- Widzisz? Nie uprzejme i nie miłe, prawda? – Uśmiechnęła się do niego szeroko. Ponownie zapanowała cisza, w której Kazu przyglądał się w skupieniu swojej towarzyszce.
- Czemu siedzisz tu sama?
- Hmm dobre pytanie – zamyśliła się patrząc przed siebie. – Przychodzę tu kiedy jestem smutna.. Albo czuję się samotna, tak myślę.
- To znaczy, że jesteś teraz smutna? Czemu? – spytał, lecz jako odpowiedź dostał jedynie sztuczny, krzywy uśmiech niebieskowłosej. – Tak ładna dziewczyna jak ty nie powinna się smucić.
- „Ładna”?
- Tak! Twoje włosy są przepiękne! Przypominają niebo! – uśmiechnął się szczerze, a Akiko otworzyła szeroko oczy, ogromnie zdziwiona. Po chwili jednak wybuchnęła śmiechem, wywołując zawstydzenie u czarnowłosego. – O.. O co ci chodzi?!
- Po prostu jesteś pierwszą osobą, która twierdzi, że moje włosy są „ przepiękne”. – Uśmiechnęła się do niego ciepło – Pomóc ci znaleźć drogę do domu?
- Nie zgubiłem się! – krzyknął oburzony.
- W takim razie, co powiesz na to, że będę ci towarzyszyć w drodze do domu? – zaśmiała się wstając na nogi.
- N-Niech ci będzie – odpowiedział czerwony na policzkach. Następnie podniósł się do pionu i razem z Akiko ruszył w odpowiednim kierunku.
    Po powrocie do domu, Kazuhiro nie mógł przestać myśleć o niebieskowłosej. Pierwszy raz czuł coś tak niezwykłego do dziewczyny. Jego myśli tak zawirowały mu w głowie, że postanowił dać im upust na świeżym powietrzu. Chłopak szybko skierował swe kroki w stronę balkonu. Było już późno, tak też powietrze było chłodne, mimo wszystko czarnowłosy nie wrócił się do środka. Bosymi stopami stąpał po zimnej posadzce, zmierzając w kierunku barierki. Gdy miał ją już pod swoimi rękoma zadarł głowę w stronę nieba, podziwiając gwiazdy. Uwielbiał na nie patrzeć. Zawsze uwielbiał rzeczy, które są nie do końca zbadane i piękne.
- Jesteś masochistą, czy co? – Dobiegł go głos z balkonu obok. – A może jesteś odporny na zimno? – zaśmiał się. Nastała chwila milczenia. Nijimura wyraźnie czekał na jakiś odzew ze strony Kazuhiro, jednak on postawił nie odwracać się i ignorować sąsiada. Zepsuł mu humor, a już był taki dobry. Za nim zdążył znowu zanurzyć się w gwiazdach, usłyszał ciche tuptanie w jego kierunku. Odwrócił się ze złością i podskoczył przestraszony widząc obok twarz Niijimury, który przeskoczył na balkon złotookiego.
- Hej, co ty--! – zaczął, gdy ten złapał go za dłonie.
- Woah! Lodowate! Jak nic się przeziębisz.
- Tch! – Sakai wyrwał swoje ręce i ruszył w kierunku pokoju.
- Podobno się dzisiaj zgubiłeś? – Szarooki nie poddawał się w próbie nawiązania kontaktu.
- Wcale się nie zgubiłem! – Odwrócił się natychmiastowo.
- Sugerujesz, że Aki kłamie? Aki to dobra dziewczyna i nigdy by mnie nie okłamała. – Wyszczerzył się, widząc, że rozmowa o niebieskowłosej była strzałem w dziesiątkę. – Mówiła też, że naśmiewałeś się z jej nazwiska i nazwałeś ją ‘piękną’.
Kazuhiro poczerwieniał na twarzy, patrząc ze złością na cwaniacki uśmieszek sąsiada. Jednak zaraz potem zawrócił się w kierunku pokoju.
- Powiedziała też, że jesteś słodki! – Nie poddawał się i widząc, że chłopak zatrzymał się, rozpromieniał, lecz Kazuhiro dosłownie po sekundzie ruszył dalej i zniknął w pokoju. – Czyli koniec rozmowy.. Do zobaczenia jutro! – krzyknął, stając przed wejściem i zaśmiał się, kiedy chłopak zasunął zasłony.
***
Następnego dnia chłopak obudził się po ósmej. Cały spanikowany zaczął się szykować. Zazwyczaj to rodzice go budzili i podwozili do szkoły, jednak w Tokio, aby zdążyć musiałby dojeżdżać pociągiem, a jego matka nie wyrażała na to zgody, twierdząc, że to zbyt niebezpieczne. Tak też Kazuhiro zawsze był odwożony do szkoły przez ojca, jednak tutaj jego rodzice ustalili, iż ich syn będzie chodził samodzielnie, w końcu aż tak daleko nie miał. Mimo wszystko droga na pieszo zajmowała około 40 minut. Sakai dobrze wiedział, że jego mama już dawno jest w pracy, więc bez zastanowienia pobiegł pod gabinet ojca. Po głosach dobiegających zza drzwi stwierdził, że w środku musi być jakiś pacjent, więc nie przeszkadzając, od razu wybiegł z domu, nie tykając nawet swojego śniadania.
Drugi dzień w szkole, a ja już się spóźniam.. - pomyślał spanikowany i wtedy zauważył Nijimurę wsiadającego na rower. - Tylko jego brakowało. Nie zauważy mnie, nie zauważy..
- Sakai-kun! Też zaspałeś? - krzyknął uradowany Nijimura, gdy tylko zauważył złotookiego.
- Biegnij Kazu, biegnij. Ignoruj go. Nas ne dogoniat~
- Może cię podwieźć? Będzie szybciej - spytał, jadąc tuż obok czarnowłosego.
- Nie dzięki.
- Ależ nalegam. - Uśmiechnął się szeroko, a Kazuhiro zawrócił się i zaczął biec w przeciwną stronę, wywołując tym śmiech u Toshiakiego, który pojechał za nim.
- Ta droga nie prowadzi do szkoły.
- Odwal się ode mnie! - Stanął zdenerwowany, a Nijimura zaczął go okrążać.
- Oj no weź, będzie fajnie, a i może nie opuścimy pierwszej lekcji.
- Co ja ci takiego zrobiłem, żeś się na mnie uwziął? - spytał załamany Sakai.
- Nic. Po prostu chcę się zaprzyjaźnić. W końcu nikogo tu nie znasz.
- A ja nie chcę się z tobą przyjaźnić.
- Chcesz tylko jeszcze o tym nie wiesz, a teraz wskakuj, bo naprawdę nie zdążymy na pierwszą lekcję - powiedział bardziej stanowczym tonem. Kazuhiro westchnął ciężko, oglądając rower z lekko sfrustrowaną miną.
- .. Gdzie mam siadać?
- No z tyłu, a gdzie.
- Ale tu jest tylko rama..? - powiedział zmieszany.
- Nom, będziesz musiał stać.
- Powaliło cię?! Przecież spadnę!
- Przecież będziesz się mnie trzymał, chyba oczywiste. - Westchnął spoglądając na zdezorientowaną minę chłopaka. - Zachowujesz się jakbyś nigdy na rowerze nie jeździł.
- Bo nigdy tego nie robiłem.. - powiedział cicho, odwracając zarumienioną twarz.
- Huuh?! To co ty robiłeś w Tokio? - spytał zaskoczony.
- Grałem.. w piłkę nożną..
- Ooh! To musisz być w nią niezły, co? Musisz kiedyś z nami zagrać!
- .. Na komputerze.. - dokończył.
- Zmarnowałeś swój cenny czas, żeby grać na komputerze?! Idiota.
- Sam jesteś idiotą! W okolicy, w której mieszkałem nie było żadnego boiska, więc nie miałem jak w to grać - tłumaczył się oburzony.
- Kiedyś muszę cię nauczyć. I jeździć na rowerze też. - Uśmiechnął się ciepło. - A mówiąc o rowerze, wsiadaj, bo nigdy tam nie pojedziemy.
- Przecież spadnę.
- Mówiłem już, że się mnie będziesz trzymał.
- Fuuuj, nie! - cofnął się kilka kroków.
- Oj daj spokój! Nie jestem jakąś zarazą! - oburzył się. Kazuhiro patrzył jeszcze przez chwile z niepewnością na rower, aż w końcu ustał na wystających częściach roweru i złapał się dłońmi ramion Nijimury. Chłopak odwrócił się do niego uśmiechając szeroko.
- Wygodnie?
- Nie - warknął, marszcząc groźnie brwi.
- Przyzwyczajaj się. - Po tych słowach ruszył. Sakai zachwiał się lekko do tyłu, zaciskając mocniej palce na ramionach chłopaka, wywołując tym cichy chichot ze strony Toshiakiego. Przez jakiś czas jechali w ciszy. Kazuhiro zaczął zastanawiać się, czy  przyjaźnienie się z tą trójką nie jest dobrym pomysłem. Nijimura właściwie nie był złym chłopakiem. Wrednym, tak, ale przynajmniej szczerym z samym sobą. No i jeszcze przyjaźnił się z Akiko, co było według Kazuhiro kolejnym plusem. Sakai zwrócił swoje spojrzenie na rzeczkę przepływającą niedaleko drogi, którą jechali.
- Łączy się z oceanem - powiedział nagle Nijimura i zaśmiał się. Czarnowłosy spojrzał na niego, czekając w milczeniu aż kontynuuje. - Aiko kiedyś się prawie tu utopiła.
- To nie jest powód do śmiechu..
- Gdybyś znał całą historię też byś się śmiał - odpowiedział uśmiechając się szeroko. Sakai chwilę wpatrywał się w zwróconą twarz szarookiego w stronę rzeki. Po chwili również zrobił to samo i jechali tak chwile wpatrując się w płynącą wodę, aż nie najechali na jakiś większy kamień, a rower podskoczył razem z nimi. Nijimura nie mogąc złapać równowagi zboczył z drogi wywalając się razem z Kazuhiro z roweru i turlając w dół wzgórza. Zatrzymali się dopiero przy brzegu.
- Ałaaa.. - stęknął złotooki podnosząc się do siadu. Spojrzał w stronę towarzyszącego mu chłopaka ze złością w oczach. Jednak Nijimura leżał z rozłożonymi rękami, śmiejąc się głośno. - Jesteś chory. Albo tylko udajesz, ale obstawiam pierwszą opcję.
Toshiaki śmiał się jeszcze jakiś czas dopóki nie wstał podając towarzyszącemu mu chłopakowi dłoni.
- Wstawaj księżniczko, bo nigdy nie pójdziemy do szkoły - zaśmiał się.
- Jak mnie nazwałeś?! - krzyknął zdenerwowany z rumianymi policzkami. Od razu odtrącił jego dłoń, wstając samodzielnie, jednak zachwiał się lekko, wydając z siebie cichy syk przez ból w stopie . Nijimura zmartwiony takim zachowaniem skierował spojrzenie na nogę wymijającego go Kazuhiro.
- Hej, Sakai, noga ci spuchła.. - powiedział zaniepokojonym głosem. - Jesteś pewny, że dasz radę iść?
- Daj mi spokój, to twoja wina!
- Poczekaj tu chwilę. Niedaleko mieszka Aki, więc zostawię tam rower i pomogę ci dojść do szkoły - zadeklarował czarnowłosy i wsiadł na rower skręcając w stronę domów. Złotooki jednak nie chciał jego pomocy. Wszystkie jego dobre myśli o Nijimurze prysnęły w jednej chwili jak bańka mydlana. Bez zastanowienia ruszył w kierunku szkoły kuśtykając i krzywiąc się przy każdym kroku. Jednak z tym powolnym tempem nie zdołał zajść daleko, gdy Toshiaki go dogonił.
- Mówiłem, żebyś zaczekał! - skrzyczał go, łapiąc pod ramie.
- Odczep się ode mnie. Nie potrzebuję pomocy od ciebie - warknął, jednak nie próbował się wyrwać. Mimo wszystko pomoc chłopaka była dla niego ułatwieniem w chodzeniu.
- Przepraszam serio, nie chciałem cię wtedy urazić. 
- Daruj sobie.
Resztę drogi przeszli w ciszy.  Do szkoły zdążyli dojść, akurat podczas dzwonka na drugą lekcję. Jeden z nauczycieli zmierzający do klasy na lekcje, zauważył tą dwójką i od razu zaprowadził ich do gabinetu pielęgniarza. Ten opatrzył niewielkie rany u Nijimury i odesłał go na lekcje, po tym jego wzrok spoczął na spuchniętej stopie Kazuhiro.
- Co my tu mamy, hm? Coś ty sobie zrobił już drugiego dnia w nowej szkole – zaśmiał się zdejmując delikatnie jego but. Sakai skrzywił się z bólu przypatrując się poczynaniom mężczyzny.
- Przewróciłem się.. – opowiedział, spoglądając w bok.
- Jakim idiotą trzeba być, żeby zbić sobie stopę przewracając się? – parsknął śmiechem, smarując obolałe miejsca maścią. Policzki Kazuhiro zabarwiły się na różowo z zawstydzenia.
- Spadłem z roweru razem z Toshiakim i sturlaliśmy się z wału.
- Oh? Jednak aż tak nie kłamałeś z tym przewróceniem – powiedział zaskoczony. – Myślałem, że się pobiliście.
Przez dłuższy czas siedzieli w spokoju. Mężczyzna nieśpiesznie założył młodszemu chłopcu bandaż, po czym podniósł się z uśmiechem.
- Gotowe. Za dwa, trzy dni powinno przejść. – Na te słowa czarnowłosy kiwnął lekko głową.
- Um.. sensei? Mam wracać na lekcję?
- Teraz się prześpij. Później jeśli będziesz się czuł na siłach, możesz pójść, tylko wcześniej mi o tym powiedz. I nie mów do mnie „sensei”, jestem Takashi. Czuję się staro jak dzieciaki się tak do mnie zwracają.
- Ale jesteś stary.
- Jaki z ciebie pyskaty dzieciak jest. 27 lat to nie jest dużo. W moim wieku też będziesz robił wszystko, żeby być nadal „młodym”.
- … Dziwak.
- Już, już. Kładź się spać – powiedział, dając mu pstryczka w czoło, po czym usiadł przy swoim biurku, wypełniając jakieś papiery. Sakai nie myśląc długo położył się wygodnie, wgapiając w sufit, aż nie znużył go sen.
***
- ..kai. ..akai – delikatny, dziewczęcy głos odbijał się echem w jego głowie. Głos ten jednak był zbyt cichy, żeby mógł zrozumieć wypowiadane słowo. Nagle poczuł jakby ziemia zaczęła się lekko trząść. – Sakai!
Kazuhiro powoli otworzył swoje oczy i dosłownie nad sobą ujrzał twarz Akiko. Dziewczyna wpatrywała się w niego zaskoczona, by po chwili obdarzyć go ciepłym uśmiechem.
~ Sen?- pomyślał chłopak, wyciągając przed siebie rękę i dotknął policzka niebieskowłosej. Nie trzeba było długo czekać, aż z krzykiem odskoczył na koniec łóżka, zdając sobie sprawę z własnych poczynań.
- Jaka urocza reakcja – powiedziała przez śmiech.
- C-Co ty tu robisz?!
- Budzę cię. Lekcje się już skończyły, więc Takashi zadzwonił po twojego tatę.
- O-oh..
- Hej Sakai, słyszałam, że obraziłeś się na Nijimure.. – zaczęła Iijime. Kazuhiro posłał jej lekko zirytowane spojrzenie, ale nie odezwał się. – Wiesz, on naprawdę nie chciał nic złego – powiedziała, uśmiechając się szeroko na końcu. Chłopiec patrzył chwilę na nią, a twarz zrobiła się delikatnie czerwona z zazdrości.
- Czemu się tak o nie--
- Kazuhiro! – krzyknął ojciec chłopaka, wchodząc szybkim krokiem do gabinetu z widocznym zmartwieniem na twarzy. Jego ojciec był wysokim mężczyzną o czarnych włosach i brązowych oczach, oraz niewielkim zaroście na twarzy. Kiedy tylko ujrzał swojego syna, podszedł do niego, mocno go przytulając. – Jak się czujesz? Boli cię gdzieś?
- Tato.. puść.
- Poczekaj tutaj chwilę, ja załatwię coś z panem Takashim i zabiorę cię do domu – powiedział mężczyzna, czochrając po włosach złotookiego. Po tym podszedł do biurka pielęgniarza, wypełniając jakieś papiery.
- Twój tata naprawdę się o ciebie troszczy. Jak miło – zaśmiała się Akiko, opierając swoją głowę na dłoniach.
- Twój tata się o ciebie nie troszczy..?
- Nie, nie o to chodzi. Mój tata dużo podróżuje, więc rzadko jest w domu – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, spuszczając swój wzrok. Sakai wpatrywał się ze spokojem w jej twarz. Zlustrował dokładnie każdy szczegół jej twarzy, dopóki nie napotkał oczu dziewczyny. Te były szczególnie piękne. Szare z dodatkiem niebieskiego. Wpatrywali się w siebie chwilę, dopóki dziewczyna nie uśmiechnęła się do niego, wywołując tym samym kolejny przypływ gorąca na twarzy chłopaka. Zanim jednak zdołał się odwrócić, coś podciągnęło go do góry, a chwilę potem znajdował się już na rękach ojca.
- TATO! Mogę sam iść! – krzyknął wpierw zaskoczony, słysząc jednak cichy śmiech niebieskowłosej, schował czerwoną ze wstydu twarz w dłonie.
- Nie możesz, jeszcze ci się pogorszy – odpowiedział stanowczo ojciec. Po tym pożegnali się i udali do samochodu, wracając do domu.
Kolejne dni Sakai przeleżał w łóżku. Jego mama stwierdziła, że w takim stanie nawet nie ma mowy, żeby szedł do szkoły. Tak też przez trzy dni nawet nie wychodził z łóżka, chyba, że do toalety. Całe dnie spędzał na oglądaniu telewizji, czy czytaniu mang. Dopiero trzeciego dnia opuchlizna zeszła, a ból nie przeszkadzał zbyt bardzo w chodzeniu. Toteż postanowił, że następnego dnia zaraz po śniadaniu, przejdzie się na tą ukrytą ścieżkę.
***
W sobotę jak zawsze jego rodzice mieli wolne od pracy, więc śniadania jadali razem. Tak też było i tym razem. Chłopiec usiadł na krześle obok ojca, czekając aż matka poda jedzenie.
- Kazuhiro – zaczął mężczyzna patrząc na swojego syna – mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Chciałbyś może poznać moją pacjentkę?
- Nie – odpowiedział bez zastanowienia. Kohaku zaśmiał się lekko.
- Domyślałem się, że to powiesz, ale uwierz, na pewno cię zainteresuje. Jest w twoim wieku i nie ma nikogo z kim mogłaby się zaprzyjaźnić. Ktoś taki jak ona nie powinien być sam, bo życie dla niej będzie zbyt trudne, więc wierzę, że mógłbyś się z nią zaprzyjaźnić. Może i twierdzi, że samej jej będzie lepiej, ale to nie prawda. Więc jak będzie?
- Nic nie obiecuję, ale mogę ją poznać – odpowiedział z grymasem.
- Dobry z ciebie chłopak, Kazuhiro – uśmiechnął się do niego, mierzwiąc mu włosy.
Potem zmienili temat czekając na śniadanie, a po nim złotooki oznajmił rodzicom, że idzie się przejść. W sumie nie znał jeszcze zbyt dobrze tego miasta, tak też postanowił trochę poznać lepiej okolicę. Wpierw obszedł kilka uliczek, zwiedzając domy jego wszystkich sąsiadów, czytając wszystkie nazwiska na tabliczkach. Gdy zwiedził te najbliższe postanowił przejść się w stronę szkoły. Obszedł kilka niewielkich lasków, zatrzymał się na trochę przy miejscu jego pierwszego wypadku w Osace, rzucał kamienie do wody. Po dłuższej chwili spędzonej przy rzeczce ruszył dalej. Za cel obrał sobie znalezienie domu Akiko, przypominając sobie słowa Nijimury, iż dziewczyna mieszka niedaleko. Szukał dobre 15 minut, aż wreszcie ujrzał tabliczkę z nazwiskiem „Iijime”. Niewielki uśmieszek wkradł się na jego twarz, gdy uniósł głowę, żeby zobaczyć jej dom. Zastanawiał się, które z okien jest częścią jej pokoju i jak sam pokój może wyglądać. Szczytem jego najskrytszych marzeń było zobaczyć pokój dziewczyny, a co dopiero dziewczyny, która mu się podoba. Stał tak rozmarzony, dopóki ktoś nie otworzył drzwi, żeby wyjść, a sam Kazuhiro spłoszony nagłą sytuacją pędem rzucił się w ucieczkę, byle nikt go nie zobaczył. Mimo wszystko zwiedzanie tej okolicy zakończyło się sukcesem. Jego następnym kierunkiem było miasto, w którym między innymi znajdowała się jego szkoła. Ostatnim razem szedł przez nie z Nijimurą, więc jako tako się odnajdywał w nim. Zwiedził pobliski park i kilka niedalekich sklepów, które w przyszłości mogłyby mu się jakoś przysłużyć. Gdy uznał, że miasto jest już zaliczone, było już po 13, tak też żeby zdążyć przed obiadem chciał odwiedzić jeszcze jedno ostatnie miejsce, które w założeniu było jego głównym celem – tajemniczą ścieżkę. Natychmiast skierował swoje kroki w jej stronę. Gdy tylko jego oczy spotkały niekończący się ocean, uśmiechnął się szeroko, podbiegając do barierki. Naprawdę podobał mu się ten ocean. Oprócz Akiko, to był jedyny plus Osaki. Chłopiec wpatrywał się błogo w horyzont dopóki nie zauważył siedzącej na brzegu dziewczynki grzebiącej patykiem w piasku. Od razu do jego głowy przyszła genialna myśl przestraszenia jej. Zwinnie przeszedł przez barierkę, cicho i bezszelestnie zakradając się za dziewczynę. Gdy tylko znalazł się tuż za jej plecami, wyszczerzył się jak szalony.
- Buu! – krzyknął, szturchając dziewczynę w ramię. Ta przestraszona pisnęła od razu celnie trafiając swoją dłonią w policzek Kazuhiro. – Ałaaa! – jęknął chłopak, łapiąc się za bolące miejsce. Brązowo włosa dziewczyna o identycznym kolorze oczu wpatrywała się wrogo w czarnowłosego, pełna w gotowości by zadać kolejny cios napastnikowi, jednak jej twarz w ułamku sekundy złagodniała lekko.
- Ty jesteś… tym nowym sąsiadem Nijimury, nie? – spytała posyłając mu niepewne spojrzenie.
- Ano jestem.
- A… - odpowiedziała, patrząc na niego wyczekująco, lecz ten tylko przechylił na bok głowę, robiąc dość głupawą minę. – Teraz powinieneś się przedstawić, bo cię nie znam. Co z tobą jest nie tak?
- Ah! Sakai Kazuhiro jestem, a ty?
- Aiko Haichiro. Dla ciebie Haichiro – uśmiechnęła się do niego wrednie.
- A więc Aiko-chan – odwzajemnił uśmiech.
- Mówił ci ktoś, że jesteś wkurzający?
- Masz zaszczyt być tą pierwszą – mrugnął do niej, na co Aiko skrzywiła się jakby po raz pierwszy zobaczyła coś naprawdę paskudnego. – Nie krzyw się tak, bo ci zostanie.
- Dobrze, że mówisz. Patrząc na twoją twarz, mam wrażenie, że wiesz przed czym mnie uprzedzasz.
- Haha, ale zabawne. Jestem piękny i po prostu zazdrościsz, że nie możesz mnie mieć. – Po tych słowach dziewczyna roześmiała się tak bardzo, że prawdopodobnie i na mieście było ją słychać.
- Teraz to naprawdę dowaliłeś – powiedziała, wycierając łzy rozbawienia. Jednak Kazu postanowił udać, że to przed chwilą wcale nie miało miejsca i zaciekawiony spojrzał na narysowaną na pisaku parasolkę i imiona pod nią napisane. Aiko prowadzona jego wzrokiem również spojrzała na parasolkę przez nią nabazgraną. Od razu wpadając w panikę roztarła rysunek, rumieniąc się obficie.
- Podoba ci się Toshiaki? – uśmiechnął się wrednie.
- N..nnie pff. Nie masz dowodów.
- Twoje zachowanie jest wystarczającym dowodem. Idę mu to powiedzieć! – zaśmiał się, odwracając w stronę ścieżki.
- Nie! Sakai, nie bądź wredny! – przeraziła się, wstając i łapiąc go za rękę.
- Dobra, ale mów mi „Kazuhiro” – uśmiechnął się do niej szeroko.
- Nie.
- No to idę!
- Mogę się zgodzić na ‘Saki’!
- Saki? – powtórzył chłopak. – Brzmi lamersko.
- I dlatego ci pasuje – odpowiedziała z poważną miną. Kazu patrzył chwilę na nią przymrużonymi oczami, po czym wypiął się dumnie, składając ręce za głową.
- W sumie jakby się tak zastanowić, to nie jest takie złe.
- Wmawiaj sobie – wypięła mu język.
- I to niby ja jestem wredny? – naburmuszył się, wywołując śmiech dziewczyny. Wtedy też dostrzegł błyszczącą w słońcu, szklaną butelkę owiniętą w przemoczoną, czerwoną wstążkę na brzegu oceanu. Zaciekawiony podszedł do niej zostawiając zdziwioną Aiko w tyle. Kucnął tuż przy wodzie, wyciągając butelkę. Nie spodziewał się, że coś mogło w niej być, a jednak. W środku zdawał się być jakiś dziwny liścik. Otworzył natychmiast butelkę wydobywając z niej skrawek papieru i od razu wziął się za czytanie.
~ „Mówiłaś, że mnie nie zostawisz. Proszę wróć”…? – przeczytał w myślach Kazu i zwrócił swój wzrok na ostanie słowo. Spojrzał przez ramię na Aiko, która zaciekawiona stała nad nim.
- Jak się czyta te znaki? – spytał, wskazując ostatni wyraz.
- Nie wiem – odpowiedziała, odwracając głowę. Sakai patrzył jeszcze chwilę na liścik dopóki nie schował go do kieszeni. Niedługo potem pożegnał się z Haichiro, wracając do domu, gdzie czekali na niego zmartwieni rodzice.
***
Dosłownie chwilę po obiedzie do Kohaku przyszła jego pacjentka, więc zabrał ją od razu do gabinetu. Tak też Kazuhiro postanowił, że pomoże swojej matce – Yuzuru, przy zmywaniu, co też zdziwiło samą kobietę, gdyż jej syn rzadko kiedy oferował pomoc sam z siebie. Oczywiście ze szczerym, ciepłym uśmiechem przyjęła jego ofertę i razem udali się do kuchni, żeby zająć się brudnymi naczyniami. Zmywali jakiś czas rozmawiając i śmiejąc się, dopóki Kazu nie zaczął nowego tematu.
- Mamo – powiedział, przerywając wycieranie talerza i spojrzał na swoją matkę. Jego mama była naprawdę piękną kobietą. Szczupłą, wysoką o bladej cerze, która świetnie komponowała się z czarnymi, zawsze ładnie spiętymi włosami. Również jej złote oczy były piękne, zwykle podkreślone delikatnym makijażem. Zdecydowanie urodę odziedziczył po matce, chociaż jego ojciec również nie miał niczego do zarzucenia. – Czemu tata musi dzisiaj pracować? Przecież jest sobota..
- No cóż, wiesz jak twój ojciec uwielbia pomagać ludziom. Tym bardziej, że teraz jego główną pacjentką jest dziewczynka. Tatuś wspominał ci o niej, czyż nie? – spojrzała na niego, uśmiechając się delikatnie i podała kolejny talerz do wytarcia. Kazuhiro wziął od niej talerz marszcząc delikatnie brwi.
- No tak, ale to ja jestem jego synem, nie ona, i to mi powinien poświęcać więcej czasu.
- Oh. Jesteś zazdrosny? – zaśmiała się. – Nie martw się, zawsze będziesz naszym najdroższym synem, nawet jeśli ta dziewczynka jest dwa razy bardziej posłuszna niż ty.
- Hmpf! – odwrócił głowę obrażony.
- W sumie to jest też od ciebie mądrzejsza. Może powinniśmy się zastanowić nad adoptowaniem jej? – zamyśliła się. Kazuhiro od razu posłał jej złowrogie spojrzenie. – Spokojnie, żartuje. Ty nam wystarczasz – pocałowała go w czoło, a złotooki od razu wytarł to miejsce rękawem.
- Kazuhrio! – dobiegł ich głos Kohaku z gabinetu.
- Idź, tata cię woła. Tylko nie rób niczego głupiego – powiedziała ze spokojem.
- Yhym.. – wymruczał odkładając ścierkę na blat i kierując swoje kroki w stronę gabinetu.
Patrzył chwilę na drzwi, aż w końcu chwycił za klamkę i wszedł do środka prawie zderzając się z ojcem.
- Oh, więc jednak słyszałeś jak cię wołałem – uśmiechnął się do niego, prowadząc w głąb swojego gabinetu, gdzie czekała na niego białowłosa dziewczynka o dwukolorowych oczach. Kazuhiro wpatrywał się chwilę zachwycony, niecodziennym wyglądem dziewczyny. Ta jednak stała lekko zestresowana, splatając swoje palce ze sobą.
- Ale masz śmieszne oczy – wypalił bez zastanowienia, jednak widząc powstające łzy w oczach białowłosej, przestraszył się. Wtedy też jego ojciec trzepnął go w głowę, przez co chłopak złapał się za łepek mówiąc ciche „ała”. Kohaku podszedł do dziewczynki kucając przy niej.
- Wybacz Ayame, mój syn jest trochę tępy – zaśmiał się, kładąc dłoń na jej głowie – ale wcale nie jest złym chłopakiem. Na pewno cię nie skrzywdzi. Tak mi się wydaje – posłał synowi ostrzegawcze spojrzenie.
- Przecież jest dziewczyną! Na pewno jej nic nie zrobię!
- Widzisz? Przyjął sobie zasadę, że dziewczyny są święte.
- Tato! – krzyknął oburzony, na co Ayame zaśmiała się lekko, co wywołało u Kazuhrio rumieńce. Dziewczyna miała naprawdę uroczy śmiech, chociaż nie miał pojęcia, że to był pierwszy raz od bardzo dawna kiedy białowłosa się chociażby uśmiechnęła. – No to ten… Jestem Kazuhiro Sakai – powiedział, wyciągając w jej stronę dłoń. Ayame spojrzała niepewnie na niego, po czym przeniosła swój wzrok na swojego psychologa, który uśmiechał się do niej ciepło, a wtedy uścisnęła lekko rękę chłopaka.
- Masami Ayame.
-  Um.. Miło cię poznać Masami-chan – odpowiedział nadal lekko czerwony, drapiąc się po policzku.
- Ayame – zwrócił się do niej ojciec złotookiego. – Od teraz Kazuhiro będzie czasami przychodził na nasze spotkania, dobrze? – spytał z delikatnym uśmiechem. Dziewczyna niepewnie przytaknęła mu. Jednak widząc, że Masami była zestresowana obecnością jego syna, pozwolił mu iść do siebie, sam zostając z dziewczynką.
***
Resztę dnia Kazuhiro spędził praktycznie w swoim pokoju. Dopiero wieczorem odwiedził go niespodziewany, niechciany gość.
- Co ty tu robisz? Czego chcesz?! – krzyczał, widząc Nijimurę wchodzącego do jego pokoju.
- Nadal jesteś na mnie zły? – westchnął, zamykając za sobą drzwi. – Twoja mama mnie wpuściła. Przyniosłem ci zeszyty.
- Nie potrzebuję ich, idź stąd! – upierał się złotooki.
- Ale nie masz notatek z lekcji, czyż nie?
- To pożyczę od kogoś zeszyty.
- Na przykład ode mnie.
- Nie, na pewno nie od ciebie. Wynoś się stąd i udław tymi swoimi zeszytami! – krzyknął, rzucając w niego książką, która znalazła się w zasięgu jego ręki. Toshiaki ledwo ominął nadlatujący przedmiot.
- Dobra, jak chcesz – odpowiedział już trochę bardziej wkurzony, jednak wyszedł spokojnie z jego pokoju.
Tym też sposobem po powrocie do szkoły kolejnym celem Kazuhiro zostało znalezienie kolegi, od którego mógłby pożyczać zeszyty i który nie był Nijimurą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
14 stron worda łuhu, a to dopiero pierwsza część ;-; Bo wyszło by za długie lol. No i taaak, jej notka po roku xD Specjalne dedykacje dla najlepszego motywatora a.k.a Klaudii, która jako jedyna to czyta, jej <3 Kolejna część będzie bardziej traumatyczna ;-; I pewnie nie pojawi się szybko, chyba, że motywator znowu zdziała cuda xD Ale na pewno nie w przeciągu 2 tygodni.