13 lat wcześniej
26 Kwiecień
Ten
dzień był jednym z najgorszych dla Aoi dni. Bowiem tego właśnie dnia, straciła
coś dla niej bardzo cennego - przyjaciółkę. Słońce zaczęło powoli schodzić
coraz niżej, malując niebo w pomarańczowe barwy, a dwie dziewczynki nie
przejmując się, że niebawem nastanie zmrok, bawiły się nad rzeką.
- Aoi? -
Zaczęła jasnowłosa przypatrując się jak dziewczyna rysuje patykiem ich
podobizny na pisaku. - Co byś zrobiła.. jakbym miała się wyprowadzić?
- Hmm.. -
wydała z siebie przyglądając się swojemu dziełu. - Chyba bym cię znienawidziła.
- Zaśmiała się. - Ale nie zrobię tego, bo nigdy mnie nie zostawisz, prawda? -
Odwróciła się do niej obdarzając ją swoim uśmiechem. Jasnowłosa wpatrywała się
przez chwilę w milczeniu w szarooką z miną jakby łzy zaraz miały spływać po jej
policzkach potokami, jednak po chwili wzięła głęboki wdech i odpowiedziała.
- No
jasne - odwzajemniła uśmiech. - Właściwie, to chciałam dzisiaj coś z tobą
zrobić..
- Tak? -
spytała wesoło, patrząc jak jej przyjaciółka sięga do swojej torby. Dziewczyna
nic nie odpowiadając wyciągnęła z niej szklaną butelkę, kawałek kartki i
długopis. Szybko napisała coś na kartce i zawiązała ją wstążką, po czym wstała
kierując się w stronę wody.
- Chodź -
poleciła niebieskowłosej, a ta bez żadnych sprzeciwów ruszyła za nią.
Jasnowłosa kucnęła tuż przy brzegu rzeki. Aoi zrobiła to samo w skupieniu
przyglądając się poczynaniom przyjaciółki.
- "
Pergamin z życzeniem do tej butelki włóż.. - dziewczyna zaczęła cicho śpiewać,
wkładając do butelki związaną karteczkę, po czym zatkała ją korkiem. - .. i
szczelnie zakorkuj ją. Na falę ją złóż.. - nie przerywając piosenki, delikatnie
wrzuciła butelkę do wody. - .. bowiem gdy powróci już, to życzenie twoje spełni
się".
Dziewczynki
jeszcze przez jakiś czas wpatrywały się w dryfującą butelkę, dopóki ta nie
zniknęła im z oczu.
- Tam
było twoje życzenie? Czego sobie życzyłaś? Spełni się? - zalała od razu
pytaniami jasnowłosą.
-
Tajemnica. - Uśmiechnęła się do niej lekko i spojrzała na wodę. - A czy się spełni..
Nie wiem. Mam nadzieję, że tak.
- Też
chcę zrobić coś takiego! Jutro znowu tutaj przyjdziemy, dobrze? - poprosiła
Aoi. Po raz kolejny przez chwilę między dziewczynkami trwała cisza. Jasnowłosa
otworzyła usta jakby chcąc coś powiedzieć, ale zaraz potem zamknęła je i
odwróciła się do przyjaciółki tyłem.
- Um -
przytaknęła. - Wracamy?
- Tak! -
krzyknęła uradowana, podbiegając do dziewczyny. Przez dłuższy czas szły razem,
aż nie rozeszły się do swoich domów.
Następnego dnia Aoi wstała niesamowicie podekscytowana. Wszystkie
niezbędne rzeczy spakowała jeszcze poprzedniego wieczoru i z niecierpliwością
wyczekiwała południa, gdyż wtedy miała spotkać się z jasnowłosą. Jednak matka
nie chciała jej puścić przed obiadem, toteż dziewczynka spóźniała się 2 godziny.
Gdy dotarła na miejsce jej przyjaciółki jeszcze nie było. Postanowiła więc
poczekać. I czekała tak długo, bardzo długo, lecz nikt nie przychodził. Gdy
słońce powoli zaczynało zachodzić, niebieskowłosa skierowała się do domu.
Pomyślała, że może przez to, iż Aoi tak długo nie przychodziła, jasnowłosa
znudziła się i wróciła do domu. Następnego dnia w przedszkolu dziewczyna też
się nie pokazała. To samo było kolejnego dnia i trzeciego to samo. Szarooka
starała się nie martwić. Wmawiała sobie, że jej przyjaciółka jest chora i lada
dzień znów ją zobaczy. Jednak i następnego tygodnia dziewczyna się nie
pojawiła. W końcu Aoi postanowiła, że spyta opiekunki co się stało z jasnowłosą
i wtedy dowiedziała się o tym, że dziewczyna przeprowadziła się dwa tygodnie temu.
Te informacje niesamowicie wstrząsnęły niebieskowłosą. Przez kilkanaście dni
wracała do domu smutna i otępiała. Jadła nie wiele, za to dużo płakała.
Zamykała się w pokoju i płakała, aż nie znużył ją sen. Nikt nie był w stanie
jej rozweselić, nawet Sho, który pod przymusem miał ją rozbawić, nie dał rady.
Dni płynęły dla niej powoli, były szare i ponure. Dopiero po 2 tygodniach, gdy
mniej-więcej się otrząsnęła, udała się nad rzekę, na którą puściła butelkę z
życzeniem.
" Mówiłaś, że mnie nie zostawisz. Proszę wróć,
Ayame"
13 lat wcześniej
05 Kwiecień
Sho nie
był typem osoby, która izolowała się od innych. W przeciwieństwie do swojej
siostry, on akceptował fakt, że jego kolor włosów jest co najmniej dziwny. Nie
obchodziło go, że to mogło przerażać innych. Szczerze miał to gdzieś. Właściwie
miał znajomych czy nawet 'przyjaciół', ale jakoś nie specjalnie lubił się z
nimi bawić. Być może przyczyną było to, że chciał wyglądać na poważnego i
odpowiedzialnego w oczach swoje brata, którego wręcz ubóstwiał. Jego brat miał
16 lat i był w liceum toteż nie miał aż tak wiele czasu by bawić się ze swoim
rodzeństwem, więc niebieskowłosy przeważnie spędzał czas na dworze. Tego jednak
dnia, chłopak czytał jakąś książkę, siedząc na murku odgradzającym park od
boiska, gdzie grupka gimnazjalistów grała w piłkę nożną. Czasami spoglądał w
ich stronę, kiedy ci krzyczeli podczas gdy, któraś z drużyn strzeliła gola.
Przez długi czas było w miarę cicho, dopóki jeden z kolesi nie krzyknął -
Hej, uważaj!! - lecz zanim Sho zdążył się odwrócić, piłka szybująca w jego
stronę strzeliła go w twarz tak, że biedak spadł z murku na drugą stronę. Po
chwili podniósł się lekko na łokciach i złapał za głowę. Gdy spojrzał w górę,
ujrzał nad sobą jednego z tych kolesi, którzy grali w piłkę.
- Hej,
mały, wszystko w porządku? - spytał zmartwiony chłopak kucając przy Kurokim.
- Nie
jestem mały - oburzył się marszcząc uroczo brwi.
- Jasne,
jasne - zaśmiał się czochrając go po włosach. Sho oczywiście starał się jakoś
odepchnąć od siebie natręta, ale nijak mu to szło. - Jakie ty masz mięciutkie
włoski, mały.
- Makoto
ogarnij się i naucz trafiać do bramki, a nie w ludzi! To już 4 osoba w tym
tygodniu! - zganił go koleś, który dopiero teraz do nich podszedł.
- Tak,
tak - zbył przyjaciela przytulając, a wręcz zgniatając niebieskowłosego.
- Biedne
dziecko.. nie dość, że niemal go nie zabiłeś piłką, to teraz go jeszcze chcesz
udusić.. I to niby ja jestem tym całym "lolicon'em", tak? - Zaśmiał
się. - Nie no serio, puść go. Jeszcze mu coś zrobisz.
- No ale
spójrz jaki z niego mały słodziak - powiedział 'Makoto' odsuwając od siebie
niebieskowłosego.
- Nie
jestem mały.. - powtórzył Sho nadymając zabawnie policzki.
- Jaki
uroczy! - krzyknął drugi z chłopaków i sam się do niego przykleił uprzednio
odpychając swojego przyjaciela.
- Haha! A
nie mówiłem?
- Ryo,
pomocy.. - wydał z siebie Kuroki, a po chwili chłopak odkleił się od niego.
- A tak
poważnie, na pewno nic ci nie jest? Nie boli cię nic?
- Nie..
Chyba nic – odpowiedział, oglądając się czy na pewno nic mu nie jest.
- W ogóle
to nie przedstawiliśmy się jeszcze. Ja jestem Makoto Sano, a on to Yuji Masami
– zabrał głos Makoto. Dopiero teraz Sho przyjrzał im się uważniej. Sano był
wysokim brunetem o piwnych oczach, zaś Yuji był niewiele niższy i miał białe
włosy oraz niebieskie oczy. – A ty, mały, jak się nazywasz?
- Sho
Kuroki..
- A ten
nietypowy kolorek – poczochrał go po włosach – to skąd?
- Taki
jest od urodzenia – powiedział odpychając od siebie jego rękę.
- No nie
gadaj! Masz niebieskie włosy od urodzenia?! Tak się w ogóle da?
- Moja
mama i siostra też mają niebieskie włosy. Z resztę praktycznie wszystkie
dziewczyny ze strony mamy je mają. Podobno to jakaś choroba genetyczna. –
Wzruszył beznamiętnie ramionami.
- „
Wszystkie dziewczyny”? – zauważył Yuji, a Sho zawstydził się lekko.
- Ja
jestem wyjątkiem.. W mojej rodzinie jestem jedynym chłopakiem z niebieskimi
włosami.
-
Podejrzewam, że i na świecie jesteś jedynym chłopakiem z takimi włosami –
zaśmiał się białowłosy.
- To
znaczy, że masz jakby kobiece geny, nie? – wtrącił się z powrotem Makoto. – To
by wyjaśniało czemu taki mały jesteś!
- Nie
jestem mały! – oburzył się po raz kolejny tego dnia i nadymał policzki.
- Haha, a
jaki uroczy! – zaśmiał się. Wtedy Kuroki odwrócił się obrażony i odszedł w
kierunku swojego domu odprowadzany śmiechem Makoto.
Przez kolejne kilka dni za każdym
razem, gdy chłopcy widzieli Sho gdzieś niedaleko, podchodzili do niego
zaczynając z nim rozmowę. Niedługo potem niebieskowłosy zaprzyjaźnił się z
resztą przyjaciół Sano i Masamiego, jednak to z tą dwójką dogadywał się
najlepiej. Zaczął z nimi grać w piłkę nożną i inne gry. Niebieskowłosy już
dawno zauważył, że dziewczyny go wcale nie interesują, a sam zakochany jest w
Yujim. Chłopak zawsze się o niego troszczył, pomagał mu i właśnie takim zachowaniem
trochę mu przypomniał Ryo, kiedy jeszcze nie chodził do liceum.
26 Kwiecień
Tego dnia
jak zwykle chłopcy spotkali się w parku. Ostatnim razem przypadkiem przebili
piłkę, więc uznali, że zagrają w coś innego, a w co, zastanowią się na miejscu.
Ostatecznie padło na zabawę w ‘króla’, która polegała na losowaniu patyczków z
numerkami, a ten kto wyciągnął patyczek z tzw. ‘ królem’, decydował co dany
numerek ma zrobić. Do tego wymyślili zasadę głoszącą, że za nie wykonanie
polecenia, dana osoba będzie musiała przyjść do szkoły w ubraniach swojej
siostry. Tak też dziwnych zadań nie było końca, od przytulania się po rzucanie
kamykami w obce osoby i uciekanie przed nimi przez cały park. Sho bawił się z
nimi niesamowicie dobrze, mimo całkiem dużej różnicy wiekowej.
- Okej,
wszystkie patyczki do mnie! – zawołał Makoto i chłopcy oddali mu patyczki. Gdy
wszystkie znalazły się w jego rękach, potarł nimi trochę, aby je nieco
zmieszać. Po tym zaczął podchodzić do każdego z osobna, dając im wyciągnąć
numerek.
- Co
wylosowałeś? – spytał Yuji z uśmiechem, spoglądając na Sho. Ten odwzajemniając
uśmiech pokazał patyczek z numerem 4 – Oh, ulubiona cyfra Makoto. Jeśli będzie
królem to możesz być pewnym, że cię wybierze – wyszeptał uśmiechając się
jeszcze szerzej.
- No nareszcie!
Jestem królem! Przygotujcie się na hardcore~! – zawołał Sano mierząc we
wszystkich patyczkiem. – Tak więc numerek 4 hmm.. co może zrobić..? – zamyślił
się próbując domyślić się na kogo trafił, co nie było trudne, gdyż Kuroki
nerwowo spoglądał to na swój patyczek, to z powrotem na Makoto. – Dobra, już
wiem. Numerek 4 ma pocałować się z numerkiem 1. W usta, żeby nie było!
- C-co..?
– jęknął Yuji, który okazał się być numerem 1. – Nie będę całował dziecka! Bez
przesady!
- A-Ale
ja mogę to zrobić.. – powiedział cicho Sho.
-Więc
chcesz przyjść w ubraniach swojej siostry?
- Tak,
Sho zgadzasz się ze mną, czyż nie? – Zwrócił się w jego stronę.
- Nie..
ja nie chcę.. Mogę zrobić to zadanie – odpowiedział nieśmiało, czerwieniąc się.
- I to
jest facet z jajami! Nie to co ty Yuji! – wtrącił się Makoto. Białowłosy posłał
mu złowrogie spojrzenie, po czym znowu spojrzał na młodszego od siebie
chłopaka.
- Jesteś
pewny, że chcesz to zrobić? To będzie twój pierwszy pocałunek.. Nie chcesz
zachować go dla osoby, którą będziesz kochał?
- Nie
chojrakuj. Dla ciebie też to będzie pierwszy raz – powiedział Sano, na co
niebieskowłosy poczerwieniał bardziej.
- Zamknij
się wreszcie! – krzyknął Masami na śmiejącego się przyjaciela, a na jego
policzkach również zagościły rumieńce. – Dobra! Chodź tu – kontynuował
wzburzony łapiąc Sho za ramiona. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w
niezręcznej ciszy, aż Yuji nie zbliżył się do niego delikatnie muskając wargi
chłopaka. Cała ta scena nie trwała długo, zaledwie kilka sekund, po tym białowłosy
odwrócił się plecami do Kurokiego.
- Eeh.
Dosyć mało spektakularnie – zaczął od razu Makoto.
- Nie
określiłeś jak ma być, więc ciesz się tym co było.
- Niech
ci będzie.
Później
już zarówno Yuji jak i Sho unikali swoich spojrzeń. Byli zbyt zażenowani
zaistniałą sytuacją. Jednak niebieskowłosemu podobało się to. Kiedy tylko
myślał o tym co jeszcze chwilę temu zrobili, czuł jakby w jego brzuchu motyle
postanowiły zrobić porządną imprezę. Coraz bardziej nabierał przekonania, że
kocha Masamiego. Jedynym czego się obawiał to brak akceptacji z jego strony.
Zabawa trwała jakieś 30 minut dopóki nie została przerwana przez białowłosego,
który musiał już wracać do domu. Po pożegnaniu się z chłopakiem kontynuowali
grę.
- Makoto?
Czemu Yuji musi dzisiaj tak wcześnie wracać? – zapytał Kuroki przyglądając się
coraz bardziej oddalającej się sylwetce Masamiego.
- To ty
nie wiesz? – zdziwił się, unosząc brwi. – Yuji jutro się wyprowadza.
- J-Jak
to..?
- Sam nie
znam szczegółów.. Jeśli się nie mylę to chodzi o jego siostrę.
- Hej,
Makoto! Sho! Gracie jeszcze czy nie? – krzyknął do nich jeden z chłopaków. Sano
spojrzał smutno na niebieskookiego, a zaraz potem zwrócił swój wzrok w kierunku
grupki chłopaków.
- Już
idę, ale Sho-chan musi już wracać! – odkrzyknął i klepnął go lekko w plecy -
Leć.
Kuroki wpatrywał się w niego
zaskoczony, jednak po chwili otrząsnął się, szybko pożegnał ze wszystkimi i
pobiegł szukać Yujiego. Na szczęście białowłosy nie odszedł tak daleko.
- Yuji! -
krzyknął z daleka, a Masami odwrócił się zaskoczony. Widząc jednak chłopaka
biegnącego w jego stronę uśmiechnął się. Gdy Sho odetchnął chwilę, podniósł
swój wzrok. - Czemu nie powiedziałeś, że się wyprowadzasz? - zapytał, a na jego
twarzy zagościł smutek.
- Uh..
Nie chciałem cię widzieć takiego jakim teraz jesteś.
- To
żaden argument - burknął, na co chłopak zaśmiał się drapiąc po policzku. -
W-Właściwie ja.. My nie zobaczymy się już, prawda? - spytał z goryczą.
- Nie..
raczej nie. Chyba, że kiedyś jak już będę starszy to wrócę do was. - Uśmiechnął
się smutno. - Tylko to chciałeś wiedzieć?
- N-Nie
tylko.. Chciałem ci powiedzieć, że.. lubię cię. To znaczy, bardzo lubię! Nie
jak przyjaciela! Kocham cię.. Yuji - wyznał spuszczając głowę, czerwony po same
uszy. Miał ochotę teraz zapaść się pod ziemię. Już jakiś czas zbierał się, żeby
to powiedzieć, ale nie sądził, że ten czas nadejdzie tak szybko. Teraz
pozostało mu tylko jedno, czekać na odpowiedź białowłosego. Po niedługiej
chwili milczenia, Masami roześmiał się.
- Makoto
naprawdę jest idiotą. Nie powinien tak bawić się uczuciami innych.
- Co..?
- To było
twoje zadanie od niego, prawda? Znowu był 'królem'? Powiedz temu idiocie, że
nie dałem się nabrać. - Uśmiechnął się smutno odwracając i ruszając przed
siebie. - Trzymaj się Sho. Może kiedyś się jeszcze spotkamy..
- Ale..
Ja naprawdę cię kocham.. - wyszeptał przez łzy.
Następnego dnia Yuji już się nie
pojawił. Naprawdę się wyprowadził. W głębi duszy Sho liczył, że może ta cała
przeprowadzka to jedno wielkie kłamstwo. Kuroki nadal przychodził bawić się z
grupką swoich starszych przyjaciół, jednak nie dawało mu to tyle frajdy jak
wcześniej. Z czasem przychodził coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu chłopcy
praktycznie wcale się nie spotykali. Każdy miał swoje problemy i swoje życie
oraz mniej czasu na zabawę.
10 Lat wcześniej
Luty
Pewien
czarnowłosy chłopiec jechał pociągiem wraz ze swoimi rodzicami. Jego ojciec -
Kohaku Sakai - był psychologiem i dostał specjalnego pacjenta, co spowodowało,
że musiał przeprowadzić się do Osaki. Chłopiec niedawno skończył 6 lat, a na
imię miał Kazuhiro. Nie był zadowolony z przeprowadzki. W Tokio miał całe
mnóstwo przyjaciół, a teraz ze względu na odległość ich kontakt się urwie. W
jego szkole był dosyć popularną osobą, gdyż większość dziewczyn uważała go za
niesamowicie fajnego i uroczego kolesia. Chłopiec siedział obruszony, opierając
policzek na dłoni i wpatrywał się w ocean za oknem. Ignorował wszystkie
komentarze rodziców, którzy starali się załagodzić jego gniew. „ Zobaczysz
znajdziesz sobie nowych przyjaciół”, „ Nasi nowi sąsiedzi mają syna, na pewno
się z nim zaprzyjaźnisz”, „Wszystko będzie dobrze”. Wiedział to, ale nie chciał
mieć nowych przyjaciół, nie chciał zaczynać od nowa. Jego przyjaciele byli w
Tokio, a nie w Osace. Nie minęło 5 minut, a pociąg się zatrzymał. Rodzina Sakai
wyszła z niego pośpiesznie i udała się na parking niedaleko stacji, gdzie już
czekał na nich samochód ojca Kazuhiro. Droga do nowego domu nie była daleka.
Gdy wjeżdżali na podjazd, złotooki dostrzegł bawiącą się trójkę dzieciaków –
jednego chłopca i dwie dziewczynki – przed domem ich sąsiada. Czarnowłosy
wysiadł z auta i podszedł do bagażnika, czekając aż jego ojciec wyciągnie jego
walizkę. Spojrzał jeszcze raz na dzieciaki, które teraz także się w niego
wpatrywały. Kazuhiro od razu posłał im złowrogie spojrzenie i zabierając swój
bagaż podreptał w kierunku swojego nowego domu.
- To twój
nowy sąsiad? – spytała jedna z dziewczyn.
- Ta..
Ale chyba nie jest do nas przyjaźnie nastawiony – zaśmiał się chłopak.
- Za to
wydaje się naprawdę uroczy – dodała swoje 5 groszy druga dziewczyna,
uśmiechając się do siebie.
Sakai po rozpakowaniu swoich rzeczy w pokoju, usiadł na krzesełku pod oknem i
patrzył na paczkę dzieciaków, która dalej bawiła się pod jego domem. Wcześniej
nie zwrócił na to uwagi, więc dopiero teraz uświadomił sobie, że jedna z
dziewczynek miała niezwykły kolor włosów – niebieski. Naprawdę go
zaintrygowała. Mimo to, nie miał zamiaru się z nimi spoufalać. Dalej twierdził,
że jego prawdziwi przyjaciele pozostali w Tokio.
Kazuhiro stracił niemal cały dzień gapiąc się przez okno. Pod wieczór trójka
wcześniej wspomnianych dzieciaków rozeszła się do domów. Wtedy też czarnowłosy
udał się na kolację, a po tym znowu uciekł do pokoju i wyszedł na balkon, gdzie
usiadł pod ścianą, myślami krążąc wokół swoich przyjaciół. Siedział tam
naprawdę długo. Jego ręce i policzki stały się wręcz lodowate, ale i to nie
zmusiło go do powrotu do środka.
- Nie
zimno ci? – Z rozmyślań wyrwał go czyjś głos. Podniósł lekko zaczerwienioną od
zimna twarz i na balkonie obok ujrzał twarz chłopaka z wcześniej. Miał on
kruczo-czarne włosy i szare oczy. – Siedzisz tu już dobre 30 minut, a wcale nie
jest tak ciepło.
- Tch.. –
wydał jedynie z siebie odwracając twarz.
- Żadne
„tch”. Przeziębisz się.
- Nie
twoja sprawa – odpysknął złotooki, wstając z zimnej posadzki.
- Jestem
Toshiaki Nijimura, a ty? Jak się nazywasz? – spytał chłopak z wielkim
uśmiechem, ale Kazuhiro nic nie odpowiadając wszedł do pokoju i zamknął drzwi
balkonowe. – Widzimy się jutro!
Następnego dnia Sakai poszedł do nowej szkoły. Nauczyciel tuż po przywitaniu
się z klasą wywołał złotookiego na środek, by ten się przedstawił. Gdy tylko
wyszedł na wskazane miejsce po sali przeszedł cichy szmer, w którym dało się
słyszeć szepty ze strony dziewcząt. Jednak Kazuhiro udał, że tego nawet nie
zauważył. Tego typu rzeczy działy się za każdym razem. Dziewczyny zawsze
podziwiały i wychwalały jego wygląd. Chłopak rozejrzał się po klasie,
zauważając, że w pierwszej ławce w drugim rzędzie siedzi jego sąsiad –
Toshiaki. Czarnowłosy posłał mu zirytowane spojrzenie i odwrócił się, żeby
napisać swoje imię i nazwisko na tablicy. Po tym odwrócił twarzą do klasy.
- Jestem
Sakai Kazuhiro. Miło mi was poznać – powiedział głośno i ukłonił się lekko.
-
Sakai-kun będzie teraz chodził do naszej klasy, więc przyjmijcie go ciepło –
dodał nauczyciel i pozwolił złotookiemu usiąść w ławce. Tak też więc zrobił. Na
jego szczęście jego ławka stała na samym końcu w trzecim rzędzie.
***
Po lekcji większość uczniów zebrało się wokół Kazuhiro. Pytań typu „ skąd
jesteś?", „ masz rodzeństwo?” czy „ gdzie mieszkasz?” nie było końca. Jak
zwykle chłopak cieszył się ogromną popularnością. Był tylko jeden fakt, który
go smucił – w jego klasie nie było tajemniczej, niebieskowłosej dziewczyny z
wczoraj. Ją jako jedyną chciał poznać bliżej. Nigdy jeszcze nie
spotkał kogoś kto miałby równie dziwne włosy. Odkąd pamiętał zawsze
interesowały go tego typu rzeczy, które odbiegają od normy. Gdy tak rozmawiał z
grupką dzieciaków zainteresowanych jego osobą, do klasy weszła owa dziewczyna,
o której tak rozmyślał. Spojrzała na niego, posyłając mu ciepły uśmiech, a
zaraz potem podeszła do Nijimury.
- Kto to?
– spytał jednej z dziewczyn wskazując głową w stronę nowo przybyłej.
- Hm? Ah,
ona.. – powiedziała z jakby obrzydzeniem. – To Akiko Iijime z klasy B. Zadaje
się z Toshiakim i Haichiro-chan. Nawet nie wiem czemu w ogóle oni to dla niej
robią?
Kazuhiro jeszcze raz spojrzał w stronę
Akiko, która razem z Nijimurą wpatrywała się w niego. Instynktownie odwrócił
się od nich z obrażoną miną. Sam nie wiedział czemu akurat padło na nich. Może
dlatego, że byli pierwszymi osobami, których widział tuż po utracie przyjaciół?
Nie był pewien, ale wiedział, że łatwo nie zmieni do nich swojego nastawienia.
Po skończonych lekcjach, które dłużyły
się chłopakowi nieznacznie, Kazuhiro opuścił szkołę mijając inne dzieciaki
śmiejące się w grupkach. Słońce powoli zaczynało zachodzić, ale on nie śpieszył
się. Nawet jeśli miał spory kawał drogi do domu i tak szedł po woli. Osaka
bardzo różniła się od Tokio. Tam nie zależnie od dnia i godziny zawsze tętniło
życiem. Tutaj było inaczej. Osaka również jest dużym miastem, ale dzielnica w
której mieszkają jest po prostu spokojna. Czarnowłosy już zdążył się
przyzwyczaić do tego nieustannego hałasu i tabunów ludzi w każdym zakamarku.
Rozmyślając tak nad ‘wadami’ Osaki,
Kazuhiro spostrzegł, że zboczył z drogi i zmierzał podejrzaną ścieżką. Wokół
nie było nikogo. Tylko on i przytłaczający go spokój. Postanowił jednak, że
pójdzie nią dalej. Niedługo potem jego oczom ukazał się ocean malowany
pomarańczowymi barwami zachodzącego słońca.
- Wooah!
Jak pięknie! – zachwycił się widząc ten widok.
- Tak..
Też lubię to miejsce – dobiegł go cichy, dziewczęcy głos. Momentalnie zwrócił
wzrok w kierunku niebieskowłosej dziewczyny siedzącej obok i opierającej się o
barierkę. Gdy zaszczyciła go swoim spojrzeniem, Kazu posłał jej groźną minę,
lecz ta uśmiechnęła się lekko i z powrotem zwróciła oczy w kierunku oceanu.
Przez chwile czekali tak w milczeniu, aż ciszę przerwał śmiech dziewczyny. –
Zgubiłeś się, prawda?
- Wcale,
że nie! – oburzył się, czerwieniąc na twarzy.
- Tak?
Przyjechałeś wczoraj i siedziałeś resztę dnia w domu. Na pewno nie znałeś tej
drogi. Z resztą nie wielu z niej korzysta.
Kazuhiro
zaniemówił. Nie mógł znaleźć dobrego argumentu na to stwierdzenie, więc po
prostu się nie odezwał. Niebieskowłosa wpatrywała się w niego z wrednym
uśmieszkiem dopóki nie odwróciła się. Wtedy Sakai po krótkim zastanowieniu
dosiadł się do niej i złapał rękami za barierkę.
- Więc
nazywasz się Iijime Akiko? Dziwne nazwisko.
- Skąd
znasz moje imię i nazwisko? Szpiegujesz mnie, czy co? – zażartowała. – Po za
tym to strasznie nieuprzejme mówić komuś, że dziwnie się nazywa! ‘Sakai’ też
jest dziwne.
- Jest
normalne! – Zmarszczył groźnie brwi wywołując tym śmiech u Akiko.
-
Widzisz? Nie uprzejme i nie miłe, prawda? – Uśmiechnęła się do niego szeroko.
Ponownie zapanowała cisza, w której Kazu przyglądał się w skupieniu swojej
towarzyszce.
- Czemu
siedzisz tu sama?
- Hmm
dobre pytanie – zamyśliła się patrząc przed siebie. – Przychodzę tu kiedy
jestem smutna.. Albo czuję się samotna, tak myślę.
- To
znaczy, że jesteś teraz smutna? Czemu? – spytał, lecz jako odpowiedź dostał
jedynie sztuczny, krzywy uśmiech niebieskowłosej. – Tak ładna dziewczyna jak ty
nie powinna się smucić.
-
„Ładna”?
- Tak!
Twoje włosy są przepiękne! Przypominają niebo! – uśmiechnął się szczerze, a
Akiko otworzyła szeroko oczy, ogromnie zdziwiona. Po chwili jednak wybuchnęła
śmiechem, wywołując zawstydzenie u czarnowłosego. – O.. O co ci chodzi?!
- Po
prostu jesteś pierwszą osobą, która twierdzi, że moje włosy są „ przepiękne”. –
Uśmiechnęła się do niego ciepło – Pomóc ci znaleźć drogę do domu?
- Nie
zgubiłem się! – krzyknął oburzony.
- W takim
razie, co powiesz na to, że będę ci towarzyszyć w drodze do domu? – zaśmiała
się wstając na nogi.
- N-Niech
ci będzie – odpowiedział czerwony na policzkach. Następnie podniósł się do
pionu i razem z Akiko ruszył w odpowiednim kierunku.
Po powrocie do domu, Kazuhiro nie mógł
przestać myśleć o niebieskowłosej. Pierwszy raz czuł coś tak niezwykłego do
dziewczyny. Jego myśli tak zawirowały mu w głowie, że postanowił dać im upust
na świeżym powietrzu. Chłopak szybko skierował swe kroki w stronę balkonu. Było
już późno, tak też powietrze było chłodne, mimo wszystko czarnowłosy nie wrócił
się do środka. Bosymi stopami stąpał po zimnej posadzce, zmierzając w kierunku
barierki. Gdy miał ją już pod swoimi rękoma zadarł głowę w stronę nieba,
podziwiając gwiazdy. Uwielbiał na nie patrzeć. Zawsze uwielbiał rzeczy, które
są nie do końca zbadane i piękne.
- Jesteś
masochistą, czy co? – Dobiegł go głos z balkonu obok. – A może jesteś odporny
na zimno? – zaśmiał się. Nastała chwila milczenia. Nijimura wyraźnie czekał na
jakiś odzew ze strony Kazuhiro, jednak on postawił nie odwracać się i ignorować
sąsiada. Zepsuł mu humor, a już był taki dobry. Za nim zdążył znowu zanurzyć
się w gwiazdach, usłyszał ciche tuptanie w jego kierunku. Odwrócił się ze
złością i podskoczył przestraszony widząc obok twarz Niijimury, który
przeskoczył na balkon złotookiego.
- Hej, co
ty--! – zaczął, gdy ten złapał go za dłonie.
- Woah!
Lodowate! Jak nic się przeziębisz.
- Tch! –
Sakai wyrwał swoje ręce i ruszył w kierunku pokoju.
- Podobno
się dzisiaj zgubiłeś? – Szarooki nie poddawał się w próbie nawiązania kontaktu.
- Wcale
się nie zgubiłem! – Odwrócił się natychmiastowo.
-
Sugerujesz, że Aki kłamie? Aki to dobra dziewczyna i nigdy by mnie nie
okłamała. – Wyszczerzył się, widząc, że rozmowa o niebieskowłosej była strzałem
w dziesiątkę. – Mówiła też, że naśmiewałeś się z jej nazwiska i nazwałeś ją
‘piękną’.
Kazuhiro
poczerwieniał na twarzy, patrząc ze złością na cwaniacki uśmieszek sąsiada.
Jednak zaraz potem zawrócił się w kierunku pokoju.
-
Powiedziała też, że jesteś słodki! – Nie poddawał się i widząc, że chłopak
zatrzymał się, rozpromieniał, lecz Kazuhiro dosłownie po sekundzie ruszył dalej
i zniknął w pokoju. – Czyli koniec rozmowy.. Do zobaczenia jutro! – krzyknął,
stając przed wejściem i zaśmiał się, kiedy chłopak zasunął zasłony.
***
Następnego
dnia chłopak obudził się po ósmej. Cały spanikowany zaczął się szykować.
Zazwyczaj to rodzice go budzili i podwozili do szkoły, jednak w Tokio, aby
zdążyć musiałby dojeżdżać pociągiem, a jego matka nie wyrażała na to zgody,
twierdząc, że to zbyt niebezpieczne. Tak też Kazuhiro zawsze był odwożony do
szkoły przez ojca, jednak tutaj jego rodzice ustalili, iż ich syn będzie
chodził samodzielnie, w końcu aż tak daleko nie miał. Mimo wszystko droga na
pieszo zajmowała około 40 minut. Sakai dobrze wiedział, że jego mama już dawno
jest w pracy, więc bez zastanowienia pobiegł pod gabinet ojca. Po głosach
dobiegających zza drzwi stwierdził, że w środku musi być jakiś pacjent, więc
nie przeszkadzając, od razu wybiegł z domu, nie tykając nawet swojego
śniadania.
~ Drugi dzień w szkole, a ja już się
spóźniam.. - pomyślał
spanikowany i wtedy zauważył Nijimurę wsiadającego na rower. - Tylko jego
brakowało. Nie zauważy mnie, nie zauważy..
-
Sakai-kun! Też zaspałeś? - krzyknął uradowany Nijimura, gdy tylko zauważył
złotookiego.
- Biegnij Kazu, biegnij. Ignoruj go.
Nas ne dogoniat~
- Może
cię podwieźć? Będzie szybciej - spytał, jadąc tuż obok czarnowłosego.
- Nie
dzięki.
- Ależ
nalegam. - Uśmiechnął się szeroko, a Kazuhiro zawrócił się i zaczął biec w
przeciwną stronę, wywołując tym śmiech u Toshiakiego, który pojechał za nim.
- Ta
droga nie prowadzi do szkoły.
- Odwal
się ode mnie! - Stanął zdenerwowany, a Nijimura zaczął go okrążać.
- Oj no
weź, będzie fajnie, a i może nie opuścimy pierwszej lekcji.
- Co ja
ci takiego zrobiłem, żeś się na mnie uwziął? - spytał załamany Sakai.
- Nic. Po
prostu chcę się zaprzyjaźnić. W końcu nikogo tu nie znasz.
- A ja
nie chcę się z tobą przyjaźnić.
- Chcesz
tylko jeszcze o tym nie wiesz, a teraz wskakuj, bo naprawdę nie zdążymy na
pierwszą lekcję - powiedział bardziej stanowczym tonem. Kazuhiro westchnął
ciężko, oglądając rower z lekko sfrustrowaną miną.
- ..
Gdzie mam siadać?
- No z
tyłu, a gdzie.
- Ale tu
jest tylko rama..? - powiedział zmieszany.
- Nom,
będziesz musiał stać.
-
Powaliło cię?! Przecież spadnę!
-
Przecież będziesz się mnie trzymał, chyba oczywiste. - Westchnął spoglądając na
zdezorientowaną minę chłopaka. - Zachowujesz się jakbyś nigdy na rowerze nie
jeździł.
- Bo
nigdy tego nie robiłem.. - powiedział cicho, odwracając zarumienioną twarz.
- Huuh?!
To co ty robiłeś w Tokio? - spytał zaskoczony.
-
Grałem.. w piłkę nożną..
- Ooh! To
musisz być w nią niezły, co? Musisz kiedyś z nami zagrać!
- .. Na
komputerze.. - dokończył.
-
Zmarnowałeś swój cenny czas, żeby grać na komputerze?! Idiota.
- Sam
jesteś idiotą! W okolicy, w której mieszkałem nie było żadnego boiska, więc nie
miałem jak w to grać - tłumaczył się oburzony.
- Kiedyś
muszę cię nauczyć. I jeździć na rowerze też. - Uśmiechnął się ciepło. - A
mówiąc o rowerze, wsiadaj, bo nigdy tam nie pojedziemy.
-
Przecież spadnę.
- Mówiłem
już, że się mnie będziesz trzymał.
- Fuuuj,
nie! - cofnął się kilka kroków.
- Oj daj
spokój! Nie jestem jakąś zarazą! - oburzył się. Kazuhiro patrzył jeszcze przez
chwile z niepewnością na rower, aż w końcu ustał na wystających częściach
roweru i złapał się dłońmi ramion Nijimury. Chłopak odwrócił się do niego
uśmiechając szeroko.
-
Wygodnie?
- Nie -
warknął, marszcząc groźnie brwi.
-
Przyzwyczajaj się. - Po tych słowach ruszył. Sakai zachwiał się lekko do tyłu,
zaciskając mocniej palce na ramionach chłopaka, wywołując tym cichy chichot ze
strony Toshiakiego. Przez jakiś czas jechali w ciszy. Kazuhiro zaczął
zastanawiać się, czy przyjaźnienie się z tą trójką nie jest dobrym
pomysłem. Nijimura właściwie nie był złym chłopakiem. Wrednym, tak, ale
przynajmniej szczerym z samym sobą. No i jeszcze przyjaźnił się z Akiko, co
było według Kazuhiro kolejnym plusem. Sakai zwrócił swoje spojrzenie na rzeczkę
przepływającą niedaleko drogi, którą jechali.
- Łączy
się z oceanem - powiedział nagle Nijimura i zaśmiał się. Czarnowłosy spojrzał
na niego, czekając w milczeniu aż kontynuuje. - Aiko kiedyś się prawie tu
utopiła.
- To nie
jest powód do śmiechu..
- Gdybyś
znał całą historię też byś się śmiał - odpowiedział uśmiechając się szeroko.
Sakai chwilę wpatrywał się w zwróconą twarz szarookiego w stronę rzeki. Po
chwili również zrobił to samo i jechali tak chwile wpatrując się w płynącą
wodę, aż nie najechali na jakiś większy kamień, a rower podskoczył razem z
nimi. Nijimura nie mogąc złapać równowagi zboczył z drogi wywalając się razem z
Kazuhiro z roweru i turlając w dół wzgórza. Zatrzymali się dopiero przy brzegu.
- Ałaaa..
- stęknął złotooki podnosząc się do siadu. Spojrzał w stronę towarzyszącego mu
chłopaka ze złością w oczach. Jednak Nijimura leżał z rozłożonymi rękami,
śmiejąc się głośno. - Jesteś chory. Albo tylko udajesz, ale obstawiam pierwszą
opcję.
Toshiaki
śmiał się jeszcze jakiś czas dopóki nie wstał podając towarzyszącemu mu
chłopakowi dłoni.
- Wstawaj
księżniczko, bo nigdy nie pójdziemy do szkoły - zaśmiał się.
- Jak
mnie nazwałeś?! - krzyknął zdenerwowany z rumianymi policzkami. Od razu
odtrącił jego dłoń, wstając samodzielnie, jednak zachwiał się lekko, wydając z
siebie cichy syk przez ból w stopie . Nijimura zmartwiony takim zachowaniem
skierował spojrzenie na nogę wymijającego go Kazuhiro.
- Hej,
Sakai, noga ci spuchła.. - powiedział zaniepokojonym głosem. - Jesteś pewny, że
dasz radę iść?
- Daj mi
spokój, to twoja wina!
-
Poczekaj tu chwilę. Niedaleko mieszka Aki, więc zostawię tam rower i pomogę ci
dojść do szkoły - zadeklarował czarnowłosy i wsiadł na rower skręcając w stronę
domów. Złotooki jednak nie chciał jego pomocy. Wszystkie jego dobre myśli o
Nijimurze prysnęły w jednej chwili jak bańka mydlana. Bez zastanowienia ruszył
w kierunku szkoły kuśtykając i krzywiąc się przy każdym kroku. Jednak z tym
powolnym tempem nie zdołał zajść daleko, gdy Toshiaki go dogonił.
-
Mówiłem, żebyś zaczekał! - skrzyczał go, łapiąc pod ramie.
- Odczep
się ode mnie. Nie potrzebuję pomocy od ciebie - warknął, jednak nie próbował
się wyrwać. Mimo wszystko pomoc chłopaka była dla niego ułatwieniem w
chodzeniu.
-
Przepraszam serio, nie chciałem cię wtedy urazić.
- Daruj sobie.
Resztę drogi przeszli w ciszy. Do szkoły zdążyli dojść, akurat podczas
dzwonka na drugą lekcję. Jeden z nauczycieli zmierzający do klasy na lekcje,
zauważył tą dwójką i od razu zaprowadził ich do gabinetu pielęgniarza. Ten
opatrzył niewielkie rany u Nijimury i odesłał go na lekcje, po tym jego wzrok
spoczął na spuchniętej stopie Kazuhiro.
- Co my tu mamy, hm? Coś ty sobie zrobił już drugiego dnia w
nowej szkole – zaśmiał się zdejmując delikatnie jego but. Sakai skrzywił się z
bólu przypatrując się poczynaniom mężczyzny.
- Przewróciłem się.. – opowiedział, spoglądając w bok.
- Jakim idiotą trzeba być, żeby zbić sobie stopę
przewracając się? – parsknął śmiechem, smarując obolałe miejsca maścią.
Policzki Kazuhiro zabarwiły się na różowo z zawstydzenia.
- Spadłem z roweru razem z Toshiakim i sturlaliśmy się z
wału.
- Oh? Jednak aż tak nie kłamałeś z tym przewróceniem –
powiedział zaskoczony. – Myślałem, że się pobiliście.
Przez dłuższy czas siedzieli w spokoju. Mężczyzna
nieśpiesznie założył młodszemu chłopcu bandaż, po czym podniósł się z
uśmiechem.
- Gotowe. Za dwa, trzy dni powinno przejść. – Na te słowa
czarnowłosy kiwnął lekko głową.
- Um.. sensei? Mam wracać na lekcję?
- Teraz się prześpij. Później jeśli będziesz się czuł na
siłach, możesz pójść, tylko wcześniej mi o tym powiedz. I nie mów do mnie
„sensei”, jestem Takashi. Czuję się staro jak dzieciaki się tak do mnie
zwracają.
- Ale jesteś stary.
- Jaki z ciebie pyskaty dzieciak jest. 27 lat to nie jest
dużo. W moim wieku też będziesz robił wszystko, żeby być nadal „młodym”.
- … Dziwak.
- Już, już. Kładź się spać – powiedział, dając mu pstryczka
w czoło, po czym usiadł przy swoim biurku, wypełniając jakieś papiery. Sakai nie
myśląc długo położył się wygodnie, wgapiając w sufit, aż nie znużył go sen.
***
- ..kai. ..akai – delikatny, dziewczęcy głos odbijał się
echem w jego głowie. Głos ten jednak był zbyt cichy, żeby mógł zrozumieć
wypowiadane słowo. Nagle poczuł jakby ziemia zaczęła się lekko trząść. – Sakai!
Kazuhiro powoli otworzył swoje oczy i dosłownie nad sobą
ujrzał twarz Akiko. Dziewczyna wpatrywała się w niego zaskoczona, by po chwili
obdarzyć go ciepłym uśmiechem.
~ Sen?- pomyślał
chłopak, wyciągając przed siebie rękę i dotknął policzka niebieskowłosej. Nie
trzeba było długo czekać, aż z krzykiem odskoczył na koniec łóżka, zdając sobie
sprawę z własnych poczynań.
- Jaka urocza reakcja – powiedziała przez śmiech.
- C-Co ty tu robisz?!
- Budzę cię. Lekcje się już skończyły, więc Takashi
zadzwonił po twojego tatę.
- O-oh..
- Hej Sakai, słyszałam, że obraziłeś się na Nijimure.. –
zaczęła Iijime. Kazuhiro posłał jej lekko zirytowane spojrzenie, ale nie
odezwał się. – Wiesz, on naprawdę nie chciał nic złego – powiedziała,
uśmiechając się szeroko na końcu. Chłopiec patrzył chwilę na nią, a twarz
zrobiła się delikatnie czerwona z zazdrości.
- Czemu się tak o nie--
- Kazuhiro! – krzyknął ojciec chłopaka, wchodząc szybkim
krokiem do gabinetu z widocznym zmartwieniem na twarzy. Jego ojciec był wysokim
mężczyzną o czarnych włosach i brązowych oczach, oraz niewielkim zaroście na
twarzy. Kiedy tylko ujrzał swojego syna, podszedł do niego, mocno go
przytulając. – Jak się czujesz? Boli cię gdzieś?
- Tato.. puść.
- Poczekaj tutaj chwilę, ja załatwię coś z panem Takashim i
zabiorę cię do domu – powiedział mężczyzna, czochrając po włosach złotookiego.
Po tym podszedł do biurka pielęgniarza, wypełniając jakieś papiery.
- Twój tata naprawdę się o ciebie troszczy. Jak miło –
zaśmiała się Akiko, opierając swoją głowę na dłoniach.
- Twój tata się o ciebie nie troszczy..?
- Nie, nie o to chodzi. Mój tata dużo podróżuje, więc rzadko
jest w domu – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, spuszczając swój wzrok. Sakai
wpatrywał się ze spokojem w jej twarz. Zlustrował dokładnie każdy szczegół jej
twarzy, dopóki nie napotkał oczu dziewczyny. Te były szczególnie piękne. Szare
z dodatkiem niebieskiego. Wpatrywali się w siebie chwilę, dopóki dziewczyna nie
uśmiechnęła się do niego, wywołując tym samym kolejny przypływ gorąca na twarzy
chłopaka. Zanim jednak zdołał się odwrócić, coś podciągnęło go do góry, a
chwilę potem znajdował się już na rękach ojca.
- TATO! Mogę sam iść! – krzyknął wpierw zaskoczony, słysząc
jednak cichy śmiech niebieskowłosej, schował czerwoną ze wstydu twarz w dłonie.
- Nie możesz, jeszcze ci się pogorszy – odpowiedział
stanowczo ojciec. Po tym pożegnali się i udali do samochodu, wracając do domu.
Kolejne dni Sakai przeleżał w łóżku. Jego mama stwierdziła,
że w takim stanie nawet nie ma mowy, żeby szedł do szkoły. Tak też przez trzy
dni nawet nie wychodził z łóżka, chyba, że do toalety. Całe dnie spędzał na
oglądaniu telewizji, czy czytaniu mang. Dopiero trzeciego dnia opuchlizna
zeszła, a ból nie przeszkadzał zbyt bardzo w chodzeniu. Toteż postanowił, że
następnego dnia zaraz po śniadaniu, przejdzie się na tą ukrytą ścieżkę.
***
W sobotę jak zawsze jego rodzice mieli wolne od pracy, więc
śniadania jadali razem. Tak też było i tym razem. Chłopiec usiadł na krześle
obok ojca, czekając aż matka poda jedzenie.
- Kazuhiro – zaczął mężczyzna patrząc na swojego syna – mam
do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Chciałbyś może poznać moją pacjentkę?
- Nie – odpowiedział bez zastanowienia. Kohaku zaśmiał się
lekko.
- Domyślałem się, że to powiesz, ale uwierz, na pewno cię
zainteresuje. Jest w twoim wieku i nie ma nikogo z kim mogłaby się zaprzyjaźnić.
Ktoś taki jak ona nie powinien być sam, bo życie dla niej będzie zbyt trudne,
więc wierzę, że mógłbyś się z nią zaprzyjaźnić. Może i twierdzi, że samej jej
będzie lepiej, ale to nie prawda. Więc jak będzie?
- Nic nie obiecuję, ale mogę ją poznać – odpowiedział z
grymasem.
- Dobry z ciebie chłopak, Kazuhiro – uśmiechnął się do
niego, mierzwiąc mu włosy.
Potem zmienili temat czekając na śniadanie, a po nim
złotooki oznajmił rodzicom, że idzie się przejść. W sumie nie znał jeszcze zbyt
dobrze tego miasta, tak też postanowił trochę poznać lepiej okolicę. Wpierw
obszedł kilka uliczek, zwiedzając domy jego wszystkich sąsiadów, czytając
wszystkie nazwiska na tabliczkach. Gdy zwiedził te najbliższe postanowił
przejść się w stronę szkoły. Obszedł kilka niewielkich lasków, zatrzymał się na
trochę przy miejscu jego pierwszego wypadku w Osace, rzucał kamienie do wody.
Po dłuższej chwili spędzonej przy rzeczce ruszył dalej. Za cel obrał sobie
znalezienie domu Akiko, przypominając sobie słowa Nijimury, iż dziewczyna
mieszka niedaleko. Szukał dobre 15 minut, aż wreszcie ujrzał tabliczkę z
nazwiskiem „Iijime”. Niewielki uśmieszek wkradł się na jego twarz, gdy uniósł
głowę, żeby zobaczyć jej dom. Zastanawiał się, które z okien jest częścią jej
pokoju i jak sam pokój może wyglądać. Szczytem jego najskrytszych marzeń było
zobaczyć pokój dziewczyny, a co dopiero dziewczyny, która mu się podoba. Stał
tak rozmarzony, dopóki ktoś nie otworzył drzwi, żeby wyjść, a sam Kazuhiro
spłoszony nagłą sytuacją pędem rzucił się w ucieczkę, byle nikt go nie
zobaczył. Mimo wszystko zwiedzanie tej okolicy zakończyło się sukcesem. Jego
następnym kierunkiem było miasto, w którym między innymi znajdowała się jego
szkoła. Ostatnim razem szedł przez nie z Nijimurą, więc jako tako się odnajdywał
w nim. Zwiedził pobliski park i kilka niedalekich sklepów, które w przyszłości
mogłyby mu się jakoś przysłużyć. Gdy uznał, że miasto jest już zaliczone, było
już po 13, tak też żeby zdążyć przed obiadem chciał odwiedzić jeszcze jedno
ostatnie miejsce, które w założeniu było jego głównym celem – tajemniczą
ścieżkę. Natychmiast skierował swoje kroki w jej stronę. Gdy tylko jego oczy
spotkały niekończący się ocean, uśmiechnął się szeroko, podbiegając do barierki.
Naprawdę podobał mu się ten ocean. Oprócz Akiko, to był jedyny plus Osaki.
Chłopiec wpatrywał się błogo w horyzont dopóki nie zauważył siedzącej na brzegu
dziewczynki grzebiącej patykiem w piasku. Od razu do jego głowy przyszła
genialna myśl przestraszenia jej. Zwinnie przeszedł przez barierkę, cicho i
bezszelestnie zakradając się za dziewczynę. Gdy tylko znalazł się tuż za jej
plecami, wyszczerzył się jak szalony.
- Buu! – krzyknął, szturchając dziewczynę w ramię. Ta
przestraszona pisnęła od razu celnie trafiając swoją dłonią w policzek
Kazuhiro. – Ałaaa! – jęknął chłopak, łapiąc się za bolące miejsce. Brązowo
włosa dziewczyna o identycznym kolorze oczu wpatrywała się wrogo w
czarnowłosego, pełna w gotowości by zadać kolejny cios napastnikowi, jednak jej
twarz w ułamku sekundy złagodniała lekko.
- Ty jesteś… tym nowym sąsiadem Nijimury, nie? – spytała
posyłając mu niepewne spojrzenie.
- Ano jestem.
- A… - odpowiedziała, patrząc na niego wyczekująco, lecz ten
tylko przechylił na bok głowę, robiąc dość głupawą minę. – Teraz powinieneś się
przedstawić, bo cię nie znam. Co z tobą jest nie tak?
- Ah! Sakai Kazuhiro jestem, a ty?
- Aiko Haichiro. Dla ciebie Haichiro – uśmiechnęła się do
niego wrednie.
- A więc Aiko-chan – odwzajemnił uśmiech.
- Mówił ci ktoś, że jesteś wkurzający?
- Masz zaszczyt być tą pierwszą – mrugnął do niej, na co
Aiko skrzywiła się jakby po raz pierwszy zobaczyła coś naprawdę paskudnego. –
Nie krzyw się tak, bo ci zostanie.
- Dobrze, że mówisz. Patrząc na twoją twarz, mam wrażenie,
że wiesz przed czym mnie uprzedzasz.
- Haha, ale zabawne. Jestem piękny i po prostu zazdrościsz,
że nie możesz mnie mieć. – Po tych słowach dziewczyna roześmiała się tak
bardzo, że prawdopodobnie i na mieście było ją słychać.
- Teraz to naprawdę dowaliłeś – powiedziała, wycierając łzy
rozbawienia. Jednak Kazu postanowił udać, że to przed chwilą wcale nie miało
miejsca i zaciekawiony spojrzał na narysowaną na pisaku parasolkę i imiona pod
nią napisane. Aiko prowadzona jego wzrokiem również spojrzała na parasolkę
przez nią nabazgraną. Od razu wpadając w panikę roztarła rysunek, rumieniąc się
obficie.
- Podoba ci się Toshiaki? – uśmiechnął się wrednie.
- N..nnie pff. Nie masz dowodów.
- Twoje zachowanie jest wystarczającym dowodem. Idę mu to
powiedzieć! – zaśmiał się, odwracając w stronę ścieżki.
- Nie! Sakai, nie bądź wredny! – przeraziła się, wstając i
łapiąc go za rękę.
- Dobra, ale mów mi „Kazuhiro” – uśmiechnął się do niej
szeroko.
- Nie.
- No to idę!
- Mogę się zgodzić na ‘Saki’!
- Saki? – powtórzył chłopak. – Brzmi lamersko.
- I dlatego ci pasuje – odpowiedziała z poważną miną. Kazu
patrzył chwilę na nią przymrużonymi oczami, po czym wypiął się dumnie,
składając ręce za głową.
- W sumie jakby się tak zastanowić, to nie jest takie złe.
- Wmawiaj sobie – wypięła mu język.
- I to niby ja jestem wredny? – naburmuszył się, wywołując
śmiech dziewczyny. Wtedy też dostrzegł błyszczącą w słońcu, szklaną butelkę
owiniętą w przemoczoną, czerwoną wstążkę na brzegu oceanu. Zaciekawiony
podszedł do niej zostawiając zdziwioną Aiko w tyle. Kucnął tuż przy wodzie,
wyciągając butelkę. Nie spodziewał się, że coś mogło w niej być, a jednak. W
środku zdawał się być jakiś dziwny liścik. Otworzył natychmiast butelkę
wydobywając z niej skrawek papieru i od razu wziął się za czytanie.
~ „Mówiłaś, że mnie nie zostawisz. Proszę wróć”…? – przeczytał w myślach Kazu i zwrócił swój wzrok na
ostanie słowo. Spojrzał przez ramię na Aiko, która zaciekawiona stała nad nim.
- Jak się czyta te znaki? – spytał,
wskazując ostatni wyraz.
- Nie wiem – odpowiedziała, odwracając
głowę. Sakai patrzył jeszcze chwilę na liścik dopóki nie schował go do
kieszeni. Niedługo potem pożegnał się z Haichiro, wracając do domu, gdzie
czekali na niego zmartwieni rodzice.
***
Dosłownie chwilę po obiedzie do Kohaku przyszła jego
pacjentka, więc zabrał ją od razu do gabinetu. Tak też Kazuhiro postanowił, że
pomoże swojej matce – Yuzuru, przy zmywaniu, co też zdziwiło samą kobietę, gdyż
jej syn rzadko kiedy oferował pomoc sam z siebie. Oczywiście ze szczerym,
ciepłym uśmiechem przyjęła jego ofertę i razem udali się do kuchni, żeby zająć
się brudnymi naczyniami. Zmywali jakiś czas rozmawiając i śmiejąc się, dopóki
Kazu nie zaczął nowego tematu.
- Mamo – powiedział, przerywając wycieranie talerza i
spojrzał na swoją matkę. Jego mama była naprawdę piękną kobietą. Szczupłą,
wysoką o bladej cerze, która świetnie komponowała się z czarnymi, zawsze ładnie
spiętymi włosami. Również jej złote oczy były piękne, zwykle podkreślone
delikatnym makijażem. Zdecydowanie urodę odziedziczył po matce, chociaż jego
ojciec również nie miał niczego do zarzucenia. – Czemu tata musi dzisiaj
pracować? Przecież jest sobota..
- No cóż, wiesz jak twój ojciec uwielbia pomagać ludziom.
Tym bardziej, że teraz jego główną pacjentką jest dziewczynka. Tatuś wspominał
ci o niej, czyż nie? – spojrzała na niego, uśmiechając się delikatnie i podała
kolejny talerz do wytarcia. Kazuhiro wziął od niej talerz marszcząc delikatnie
brwi.
- No tak, ale to ja jestem jego synem, nie ona, i to mi
powinien poświęcać więcej czasu.
- Oh. Jesteś zazdrosny? – zaśmiała się. – Nie martw się,
zawsze będziesz naszym najdroższym synem, nawet jeśli ta dziewczynka jest dwa
razy bardziej posłuszna niż ty.
- Hmpf! – odwrócił głowę obrażony.
- W sumie to jest też od ciebie mądrzejsza. Może powinniśmy
się zastanowić nad adoptowaniem jej? – zamyśliła się. Kazuhiro od razu posłał
jej złowrogie spojrzenie. – Spokojnie, żartuje. Ty nam wystarczasz – pocałowała
go w czoło, a złotooki od razu wytarł to miejsce rękawem.
- Kazuhrio! – dobiegł ich głos Kohaku z gabinetu.
- Idź, tata cię woła. Tylko nie rób niczego głupiego –
powiedziała ze spokojem.
- Yhym.. – wymruczał odkładając ścierkę na blat i kierując
swoje kroki w stronę gabinetu.
Patrzył chwilę na drzwi, aż w końcu chwycił za klamkę i
wszedł do środka prawie zderzając się z ojcem.
- Oh, więc jednak słyszałeś jak cię wołałem – uśmiechnął się
do niego, prowadząc w głąb swojego gabinetu, gdzie czekała na niego białowłosa
dziewczynka o dwukolorowych oczach. Kazuhiro wpatrywał się chwilę zachwycony,
niecodziennym wyglądem dziewczyny. Ta jednak stała lekko zestresowana,
splatając swoje palce ze sobą.
- Ale masz śmieszne oczy – wypalił bez zastanowienia, jednak
widząc powstające łzy w oczach białowłosej, przestraszył się. Wtedy też jego
ojciec trzepnął go w głowę, przez co chłopak złapał się za łepek mówiąc ciche
„ała”. Kohaku podszedł do dziewczynki kucając przy niej.
- Wybacz Ayame, mój syn jest trochę tępy – zaśmiał się,
kładąc dłoń na jej głowie – ale wcale nie jest złym chłopakiem. Na pewno cię nie
skrzywdzi. Tak mi się wydaje – posłał synowi ostrzegawcze spojrzenie.
- Przecież jest dziewczyną! Na pewno jej nic nie zrobię!
- Widzisz? Przyjął sobie zasadę, że dziewczyny są święte.
- Tato! – krzyknął oburzony, na co Ayame zaśmiała się lekko,
co wywołało u Kazuhrio rumieńce. Dziewczyna miała naprawdę uroczy śmiech,
chociaż nie miał pojęcia, że to był pierwszy raz od bardzo dawna kiedy
białowłosa się chociażby uśmiechnęła. – No to ten… Jestem Kazuhiro Sakai –
powiedział, wyciągając w jej stronę dłoń. Ayame spojrzała niepewnie na niego,
po czym przeniosła swój wzrok na swojego psychologa, który uśmiechał się do
niej ciepło, a wtedy uścisnęła lekko rękę chłopaka.
- Masami Ayame.
- Um.. Miło cię
poznać Masami-chan – odpowiedział nadal lekko czerwony, drapiąc się po
policzku.
- Ayame – zwrócił się do niej ojciec złotookiego. – Od teraz
Kazuhiro będzie czasami przychodził na nasze spotkania, dobrze? – spytał z
delikatnym uśmiechem. Dziewczyna niepewnie przytaknęła mu. Jednak widząc, że
Masami była zestresowana obecnością jego syna, pozwolił mu iść do siebie, sam
zostając z dziewczynką.
***
Resztę dnia Kazuhiro spędził praktycznie w swoim pokoju.
Dopiero wieczorem odwiedził go niespodziewany, niechciany gość.
- Co ty tu robisz? Czego chcesz?! – krzyczał, widząc
Nijimurę wchodzącego do jego pokoju.
- Nadal jesteś na mnie zły? – westchnął, zamykając za sobą
drzwi. – Twoja mama mnie wpuściła. Przyniosłem ci zeszyty.
- Nie potrzebuję ich, idź stąd! – upierał się złotooki.
- Ale nie masz notatek z lekcji, czyż nie?
- To pożyczę od kogoś zeszyty.
- Na przykład ode mnie.
- Nie, na pewno nie od ciebie. Wynoś się stąd i udław tymi
swoimi zeszytami! – krzyknął, rzucając w niego książką, która znalazła się w
zasięgu jego ręki. Toshiaki ledwo ominął nadlatujący przedmiot.
- Dobra, jak chcesz – odpowiedział już trochę bardziej
wkurzony, jednak wyszedł spokojnie z jego pokoju.
Tym też sposobem po powrocie do szkoły kolejnym celem
Kazuhiro zostało znalezienie kolegi, od którego mógłby pożyczać zeszyty i który
nie był Nijimurą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
14 stron worda łuhu, a to dopiero pierwsza część ;-; Bo wyszło by za długie lol. No i taaak, jej notka po roku xD Specjalne dedykacje dla najlepszego motywatora a.k.a Klaudii, która jako jedyna to czyta, jej <3 Kolejna część będzie bardziej traumatyczna ;-; I pewnie nie pojawi się szybko, chyba, że motywator znowu zdziała cuda xD Ale na pewno nie w przeciągu 2 tygodni.