niedziela, 6 kwietnia 2014

Egao - rozdział 9



Ciemność. Pustka. W powietrzu unosił się stęchły zapach rozkładających się martwych ciał, lecz Aoi szła dalej. Nie chciała iść do przodu, ale nie miała kontroli nad własnym ciałem. Jej nogi prowadziły ją wzdłuż ciemnego korytarza, na końcu którego widać było światło. Szła coraz szybciej i szybciej, a światełko zdawało się nie przybliżać, a jedynie oddalać. Zaczęła biec, ale wtedy wpadła w dziurę. Przestraszona zacisnęła mocno powieki. Chwilę później otworzyła oczy. Rozejrzała się wokół, lecz nigdzie nie było wyjścia. Małe ciasne pomieszczenie. Jedynym źródłem światła była niewielka szparka w ścianie. Kuroki kucnęła pod ścianą szeptając ciche „ pomocy”, ale nikt jej nie słyszał. Zaczęła się trząść. Nieprzyjemny zapach powoli się wzmacniał. Dziewczyna nagle poczuła, że siedzi w kałuży jakiejś cieczy. Mogła przysiąść, że jeszcze przed chwilą było tu sucho. Uniosła ręce na wysokości swojej twarzy. Obydwie dłonie były splamione krwią. Serce gwałtownie przyśpieszyło, a oddech stał się znacznie szybszy i cięższy. Zaczęła się dusić, gdy zrozumiała, że krew, w której siedziała, dosięgnęła już wysokości jej łydek. Wstała gwałtownie szukając wyjścia. Drżącymi rękami zaczęła obmacywać każdą ścianę, gdy natrafiła na pewną przeszkodę. Odsunęła się kawałek, gdy spostrzegła, iż nie jest sama. Ową przeszkodą okazało się być martwe ciało należące niegdyś do jej matki. Pisnęła, gwałtownie się cofając i potknęła się upadając na ciało swego ojca.
    Niebieskowłosa obudziła się zlana potem. Od czasu gdy została uwięziona w składziku zaczęły nawiedzać ją koszmary tego typu. Nie mówiła nic braciom bo nie chciała ich martwić. Szybkim ruchem złapała za telefon i zerknęła na wyświetlacz. Dochodziła siódma. W całym domu panowała cisza, więc albo starsze rodzeństwo Aoi jeszcze spało, albo zachowywało się bardzo cicho. Kuroki podniosła się z łóżka wpatrując się w papugę, która niespokojnie chodziła po klatce, a gdy tylko uchwyciła spojrzenie niebieskowłosej zaczęła trzepotać skrzydłami skrzecząc przy tym najgłośniej jak potrafiła.
- Już cię wypuszczam! Co w ciebie wstąpiło? – powiedziała zmęczona i zirytowana otwierając klatkę. Kin od razu wyleciał z niej jak strzała zaczynając latać w kółko, skrzecząc przy tym jak opętany dopóki nie uczepił się zasłony. Szarooka patrzyła jak zwierze ciężko dycha trzymając się dziobem materiału. – Chyba wezmę cię do weterynarza.. – zmarszczyła lekko brwi. Zaraz potem wyszła po cichu z pokoju i podreptała po schodach w dół. Zatrzymała się dopiero wtedy gdy na końcu korytarza przy drzwiach ujrzała zakapturzoną osobę stojącą do niej tyłem.
- Sho..? To ty..? Już wychodzisz? – spojrzała podejrzliwie powoli podchodząc. Owa postać nie odpowiedziała. Stała w bezruchu szepcząc coś niezrozumiałego pod nosem. Kiedy Aoi znalazła się kilka cm od osoby, delikatnie położyła dłoń na jej ramieniu chcąc odwrócić ją w swoją stronę. Nagle postać chwyciła dziewczynę za dłoń krzycząc przy tym jakby skonała, sprawiając, że niebieskowłosej przyśpieszył puls. Postać odwróciła się w jej stronę. Pod kapturem znajdywała się przerażająca maska spod której wydobywał się czarny dym. Dziewczyna wyrwała gwałtownie rękę i zaczęła się cofać dopóki nie natrafiła na ścianę. Czarna zjawa powoli zaczęła zmierzać w jej kierunku.
- To twoja wina. Przez ciebie zginęli. To ty powinnaś zginąć. Nikt cię tu nie chce. Nikt cię nie potrzebuje. – mówiło widmo. – Przynosisz ludziom pecha. Wszyscy, którzy mają z tobą styczność albo giną, albo są nieszczęśliwi. Najlepszym rozwiązaniem jest twoja śmierć. – ostatnie słowa upiór wyszeptał do ucha szarookiej i zamachnął kosą wbijając ją w pierś Kuroki. Ostatnim co zdołała usłyszeć był głos Sho „ Nienawidzę cię! Jesteś najgorszą siostrą jaką mogłem w ogóle mieć! Już wolałbym, żebyś umarła!”
    Dziewczyna obudziła się przerażona, krzycząc i szarpiąc się gdy poczuła, że coś trzyma ją za ramiona. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, iż tą osobą jest Ryo. Roztrzęsiona, z otwartymi szeroko oczami wtuliła się w brata ciężko dysząc.
- Już dobrze, już dobrze – powtarzał cicho blondyn głaszcząc siostrę po głowie. Siedzieli tak dobre 10 minut, aż Aoi się nie uspokoiła.
- Co się z tobą dzieje? – spytał po dłuższym zastanowieniu. Niebieskowłosa nie odpowiadała. Przez chwilę zastanawiała się czy ma mu o wszystkim powiedzieć czy raczej nic nie mówić i czekać aż koszmary same przejdą.
- To tylko zły sen. – odpowiedziała w końcu, unikając wzroku starszego brata.
- Aoi! Krzyczałaś, bałaś się! Coś jest nie tak. Myślisz, że nie wiem, że to już kolejna noc, kiedy budzisz się z krzykiem? – powiedział zdenerwowany patrząc siostrze w oczy, lecz ta milczała. Wpatrywała się lekko przerażona w szare oczy brata, po czym zraniona spuściła swój wzrok. Ryo przytulił ją z czułością. – Przepraszam. Martwię się o ciebie. To samo działo się po śmierci rodziców.. – zamilkł na chwilę, ale zaraz dodał - Ochłoń trochę, a ja przygotuję ci śniadanie. – pocałował ją w czoło i wyszedł zostawiając szarooką samą. Dziewczyna skuliła się na łóżku obejmując ramionami kolana. Ryo miał rację. Po śmierci rodziców, przez ponad 2 miesiące każdej nocy Aoi budziła się z krzykiem, przerażona, zlana potem. Twierdziła, że to przez nią rodzice nie żyją. Dopiero kiedy zaprzyjaźniła się z Murasaki, koszmary minęły.
   Po 20 minutach niebieskowłosa otrząsnęła się. Wyszła zmęczona z pokoju i zeszła po schodach. Na końcu korytarza, przy drzwiach ujrzała postać z naciągniętym na głowę kapturem.
- N-Nie.. – szepnęła przerażona i zrobiła krok do tyłu potykając się i przewracając na podłogę. Osoba przy drzwiach odwróciła się.
- Aoi? Wszystko w porządku? – spytał Sho ściągając z głowy kaptur i podbiegł do siostry pomagając jej wstać.
- Tak, wszystko dobrze, tylko.. – zagryzła dolną wargę odwracając wzrok – trochę mi się w głowie kręci..
- Może nie powinnaś iść dzisiaj do szkoły? – zmartwił się niebieskooki przykładając dłoń do jej czoła.
- Dam sobie radę. – uśmiechnęła się sztucznie, a Sho zmarszczył lekko brwi, ale nic nie powiedział. – Err.. Gdzie byłeś? Pada? – spytała widząc jak z kurtki brata ścieka woda.
- Leje jak z cebra. – zaśmiał się cicho – Byłem w sklepie. – odpowiedział chowając za siebie torbę.
- Taak? A co kupiłeś? – wychyliła się zaciekawiona chowanym przedmiotem.
- Eee.. Na przykład gumy? – zaśmiał się nerwowo sięgając do kieszeni kurtki po to by wyciągnąć z niej paczkę gum. Niestety podczas gdy niebieskooki ją wyciągał, z kieszeni wypadło również małe opakowanie prezerwatyw.
- Hehee.. – Aoi uśmiechnęła się szeroko i tym razem nie był to sztuczny uśmiech – widzę, że nie ograniczałeś się do tylko jednego rodzaju gum..
- Ostatnio dużo się dzieje, więc one są tak na wszelki wypadek. – powiedział speszony ignorując komentarz siostry i podniósł opakowanie.
- Rozumiem. Zawsze ‘ubezpieczony’, co? – zaśmiała się przyglądając lekko czerwonej twarzy brata.
- Aoi, bo nie ręczę za siebie. – zagroził.
- Wiem, wiem. Tylko chronisz swój tyłek. – parsknęła śmiechem uciekając do kuchni.
- AOI! – krzyknął za nią, ale zostawił ją w spokoju. Pobiegł do pokoju się ogarnąć.
     O siódmej cała trójka usiadła przy stole, na którym czekało na nich śniadanie. Przez dłuższy czas nikt się nie odzywał. Bracia niebieskowłosej wpatrywali się zmartwieni w swoją siostrę, gdy ta co jakiś czas odwracała się niespokojnie. Sho skończył jeść jako pierwszy, więc z nudów zaczął rozmowę.
- Aoi, słyszałem, że masz festiwal kulturowy za tydzień? – oparł policzek o dłoń wpatrując się w dziewczynę.
- Mhm – pokiwała mu głową przełykając to, co miała w ustach. – Ale ja nie biorę w tym udziału. – rzuciła obojętnie.
- Jak to? A miałem przyjść.. – zasmucił się spuszczając lekko głowę.
- Po co niby?
- Chciałem zobaczyć jak tam moja siostrzyczka radzi sobie w szkole. Może przy okazji poznałbym twoich znajomych ze szkoły. – uśmiechnął się lekko – A może poznałbym też twojego chło..
- SHO! – krzyknęła nagle przestraszając siedzącego obok Ryo. – Mam wspomnieć o twoich prezer…
- DOBRA! Cicho bądź już! – przerwał szybko niebieskooki, a blondyn patrzył na nich nie rozumiejąc ani jednego słowa, które wymienili.- Mam nadzieję, że jednak weźmiesz udział w tym festiwalu bo chciałbym cię tam zobaczyć – uśmiechnął się.
- Dobra.. – odpowiedziała niechętnie. Z kolei nie chciała, żeby pod jej nieobecność Sho rozmawiał z kimkolwiek z jej klasy. Wolałaby tego uniknąć.
- To nie fair! Ja wtedy będę w pracy – załamał się blondyn zbierając naczynia.
- Takie życie – zaśmiała się Aoi i wstała od stołu – To ja już wychodzę. – oznajmiła łapiąc za torbę i kierując się w stronę drzwi.
- Tak wcześnie? – spytał Ryo spoglądając na zegar, który wskazywał 7:12 – Nie przeczekasz tej ulewy? Może cię podwieźć?
- Ryo, ile razy trzeba ci powtarzać, że nie masz prawa jazdy?! – krzyknął zirytowany niebieskowłosy opierając się o framugę.
- Yuriko czuje się urażona, gdy nikt jej nie używa! – odkrzyknął z kuchni. Sho nawet nie miał zamiaru tego komentować.
- Wychodzę, pa! – pożegnała się Aoi łapiąc za swój błękitny parasol i wyszła. Wyjątkowo dzisiaj ruszyła do szkoły szybkim tempem. Dzisiejsza ulewa była naprawdę silna, ale nie to martwiło dziewczynę. Przez cały czas miała wrażenie jakby ktoś szedł za nią.
    Wreszcie dotarła do szkoły. Włożyła parasol do stojaka i zmieniła obuwie. Ruszyła szybkim krokiem do klasy. Gdy tylko znalazła się w środku poczuła się odrobinkę bezpieczniej widząc, że nie będzie tu sama. Na swoim miejscu siedział znudzony Nijimura czytając notatki z poprzednich lekcji. Słysząc jak ktoś wchodzi uniósł swoje znudzone spojrzenie i uśmiechnął się lekko do szarookiej zaraz po tym wracając do poprzedniej czynności. Kuroki przeszła powoli do swojej ławki i spojrzała za okno.
- Zawsze tak wcześnie przychodzisz? – rzuciła znudzona nawet się nie odwracając. Toshiaki zaśmiał się pod nosem.
- Nie spodziewałem się, że pierwsza zaczniesz rozmowę – odpowiedział rozbawiony nie przerywając czynności.
~ Uwierz, ja też nie.. – powiedziała w myślach i przymknęła oczy, po czym odwróciła się w jego stronę. – Chciałam jednak pomóc w tym całym festiwalu. – skrzywiła się mówiąc te słowa. To co powiedziała zdziwiło chłopaka siedzącego obok bo niemal od razu podniósł na nią swój wzrok sprawdzając czy niebieskowłosa zaraz nie zacznie się śmiać krzycząc „ Ha, ha dałeś się nabrać!”, ale to raczej nie byłoby w stylu Kuroki. Aoi wpatrywała się w niego oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi, więc czarnowłosy uśmiechnął się do niej szeroko, wstał i usiadł naprzeciwko.
- Kto cię do tego zmusił? – wypalił od razu.
- Aż tak to widać? – zirytowała się kładąc policzek na dłoni – Powiedzmy, że zostałam ‘zachęcona’ przez brata.
- Hmm.. Mogę zadać ci pytanie? – spytał uprzejmie, a szarooka nabrała głośno powietrza i przewróciła oczami sugerując tym, że dla niej rozmowa skończyła się po jej ostatnich słowach, mimo to odpowiedziała.
- Śmiało.
- Miałaś kiedykolwiek przyjaciół? – spytał bez owijania w bawełnę. Pytanie zaskoczyło niebieskowłosą.
- Co cię to obchodzi?
- Po prostu odpowiedz. – uparł się chłopak. Kuroki spojrzała na niego złowrogo, ale widząc, że Toshiaki nie przyjmuje sprzeciwu wykrzywiła usta w grymasie.
- Miałam. Dwie przyjaciółki. – odparła niechętnie wpatrując się w splecione dłonie czarnowłosego spoczywające na jej ławce.
- Hm.. Gdy spotkałem cię w wesołym miasteczku mówiłaś, że „prawdziwa” przyjaźń nie istnieje. Mam rozumieć, że to przez nie tak uważasz? – szarooka spojrzała na niego zaskoczona.
- Powiedzmy. Jedna z nich wyprowadziła się nic mi o tym nie mówiąc, a druga.. tylko udawała moją przyjaciółkę.. – opowiedziała ze smutkiem. – Nawet nie wiem czemu ci o tym mówię..
- Ja wiem. Po prostu potrzebujesz przyjaciela, któremu będziesz mogła o wszystkim powiedzieć. – uśmiechnął się przyjaźnie. Aoi wpatrywała się w niego niepewnie. Miał rację, brakowało jej przyjaciół, ale zawsze się ich obawiała. Obawiała się, że po raz kolejny zostanie zraniona. Zawsze polegała tylko na braciach, ale kiedyś przecież Ryo znajdzie sobie żonę, Sho wyprowadzi się ze swoim facetem, a ona zostanie sama. Ryo z całej ich trójki był najbardziej otwarty na innych. Sho był skryty trochę bardziej, ale jak on potrafił sobie z tym poradzić, tak Aoi się w tym gubiła. To ona miała najgorsze wspomnienia o przyjaźni.
- Mogę zadać jeszcze jedno pytanie? – uśmiechnął się ciepło czarnowłosy, a Kuroki skinęła niepewnie głową, domyślając się o co Nijimura chce spytać – Chciałabyś być moją przyjaciółką? – wyciągnął w jej stronę rękę. Szarooka nic nie odpowiedziała, jedynie uścisnęła jego dłoń. Nagle nad głowami usłyszeli jak ktoś głośno klaszcze.
- Brawo, wspaniałe przedstawienie. – powiedziała sarkastycznie Ayame przestając klaskać i spojrzała chłodno na Aoi, a zaraz potem na Nijimurę – siedzisz na moim miejscu – rzuciła oschle.
- Przecież lekcja się jeszcze nie zaczęła.. możesz usiąść np. w mojej ławce. – odpowiedział z ciepłym uśmiechem.
- Powiedziałam: SIEDZISZ NA MOIM MIEJSCU. Teraz zrozumiałeś co chcę ci w ten sposób powiedzieć, czy mam jeszcze przeliterować? – uniosła głos patrząc na niego z wyższością. Chłopak zmarszczył lekko brwi.
- Już wstaję – odpowiedział, niechętnie wstając i przesiadając się do swojej ławki. Masami zaraz usiadła na krześle i wyjęła z torby książkę, którą zaczęła czytać. Niebieskowłosa rozejrzała się po klasie. W sali było już całkiem sporo osób. Zobaczyła też, że Nijimura się do niej uśmiecha więc i ona posłała mu leciutki uśmiech, co zaskoczyło nie tylko szarookiego, ale i ją samą. To był pierwszy od wielu lat uśmiech, skierowany do kogoś nie należącego do jej rodziny. Szybko odwróciła twarz w innym kierunku i ujrzała jak Aiko wpatruje się w nią ze złością.
~ O co jej chodzi..? – pomyślała. Nie przypominała sobie, żeby zrobiła jej cokolwiek w końcu starała się unikać ludzi ze szkoły tak bardzo, na ile dawała radę.
- Dzień doberek, Aiko-chan~! – krzyknął nagle Kazuhiro łapiąc szatynkę za ramiona. Dziewczyna podskoczyła przestraszona i spojrzała na złotookiego marszcząc brwi.
- Możesz przestać mnie straszyć? – spytała zirytowana.
- Nie przywitasz się ze mną? – wygiął usta w podkówkę ignorując jej wcześniejsze pytanie. – Kogo dziś maltretujesz spojrzeniem? – zaśmiał się od razu podnosząc wzrok na Kuroki. Wyszczerzył się jak głupi i zaczął do niej machać, ale ta posłała mu tylko chłodne spojrzenie, i odwróciła się w stronę okna. – Ehhh. – westchnął, nadal opierając się na ramionach Haichiro. – Nie rozumiem jej. Ta to może nawet gapić się godzinami w deszcz byle by tylko mnie nie widzieć.
- Nie dziwie jej się – odparła, po czym się zaśmiała.
- Okrutnaś~! – zawołał udając obrażenie, ale zaraz puścił ramiona Aiko i usiadł w swojej ławce. – Doberek Masami-chan~! – pomachał dziewczynie niezmiernie szczęśliwy.
- Cześć – odpowiedziała beznamiętnie nie odrywając się od czytania.
- Ależ ty tryskasz energią. – wtrącił Toshiaki, kiedy Kazuhiro odwrócił się do niego.
- Chyba lepiej żebym tryskał energią niż.. – zaczął ze zboczonym uśmieszkiem, ale przyjaciel szybko mu przerwał.
- Zboczeniec. – zaśmiał się, wyjmując zeszyt.
- Chciałem powiedzieć „tryskał krwią”, ale skoro ty tylko o jednym myślisz.. – wzruszył ramionami patrząc na szarookiego lekceważąco.
- Już ja dobrze wiem co ty chciałeś powiedzieć i nie zaprzeczaj. – złotooki parsknął śmiechem i położył się na ławce Toshiakiego.
- Właściwie to ty też jesteś dzisiaj dziwnie szczęśliwy. Podejrzaane~. – zauważył, a ten przeniósł swój wzrok na niebieskowłosą dziewczynę siedzącą w ławce obok, która dalej wpatrywała się w przestrzeń za oknem.
- Po prostu dzisiaj zaprzyjaźniłem się z Kuroki-san. 1:1, Kazu. Mamy remis – uśmiechnął się szeroko do chłopaka.
   Po tym rozległ się dzwonek na lekcje. Sakai nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel zaprzyjaźnił się z Aoi! Przecież to graniczyło z cudem. W końcu nie rozmawiali ze sobą aż tak dużo! W sumie Kazuhiro z Ayame też dużo przedtem nie rozmawiali, a zaprzyjaźnili się.
- Kazuhiro Sakai. Do odpowiedzi – wyrwał go z rozmyślań głos ich wychowawcy. Złotooki wstał i podszedł do biurka, a nauczyciel westchnął ciężko. – Dobrze zacznijmy od czegoś łatwego.
- Zapewne będzie to coś bardzo trudnego.. – powiedział pod nosem czarnowłosy.
- Kiedy rozpoczął się okres Edo? – zadał pierwsze pytanie
- Dawno – odpowiedział bez wahania, uśmiechając się szeroko.
- Brawo panie Sakai, widzę, że humor dopisuje. W którym roku? – nie przestawał nauczyciel.
- Każdy idiota to wie! – prychnął zamyślił się na krótko i odpowiedział ponownie – 1560!
- Tego roku rozpoczęła się epoka Azuchi-Momoyama. – odrzekł spokojnie- Następne, opisz mi okres trwający od 1333- 1560 roku.
- Był krwisty – zażartował zanim zdążył się ugryźć w język.
- Czy to miała być jakaś aluzja? – Masao złapał się za czoło i pokręcił głową ze zrezygnowaniem. – Mam kontynuować pytania, czy nic nie umiesz?
- Wie pan - zaczął Kazu - niby mógłbym teraz dać wykład jak bardzo byłem zajęty wczorajszej nocy, co spowodowało tym, iż nie nauczyłem się na dzisiejszą lekcję oraz jak często właśnie JA idę do odpowiedzi.. ale nie sądzę, żeby pana to interesowało - zaśmiał się, na co nauczyciel westchnął ciężko i głęboko.
- Kazuhiro Sakai.. czy ty nie potrafisz odpowiedzieć krótko i zwięźle na dane pytanie?
- Nie - wyszczerzył się perfidnie.
- A jednak potrafisz.
- Hah.. zagiął mnie pan, cwany z pana człowiek.
Nauczyciel westchnął ponownie i machnął na niego ręką sugerując, że może usiąść, a następnie wpisał w dzienniku jedynkę dla Kazuhiro. Potem przepytał jeszcze dwie przypadkowe osoby, którym poszło znacznie lepiej niż czarnowłosemu.
    Lekcje mijały powoli, ale deszcz jak lał tak nie zamierzał przestać. Gdy przyszedł czas na lekcję w-f’u nauczyciel na wstępie oświadczył, że dzisiaj będą ćwiczyć na sali. Na samym początku chłopcy i dziewczęta zrobili sobie szybką rozgrzewkę, a następnie wf-ista gwizdnął przywołując uczniów do siebie.
- Dobra. Dzisiaj zagramy w zbijaka. – oznajmił wartko nauczyciel. Aoi poruszyła się niespokojnie. Czuła, że to się źle skończy, a tajemniczy i złowrogi uśmiech Masami nie ułatwiał jej pozbyć się tych myśli. – Hirasawa, Toshiaki, wybieracie drużyny. Dziewczyny mają pierwszeństwo, więc proszę zaczynaj – zwrócił się do Miki, a ta z ogromnym uśmiechem na twarzy wybrała pierwszą osobę – Aoi. Nijimura bez wahania wybrał Kazuhiro, a zaraz potem Ayame. Gdy drużyny zostały ustalone, nauczyciel dał im piłkę i wyznaczył boiska upominając przy tym, że to tylko gra i żeby się przy tym nie pozabijali. Na początku wszyscy sprawnie omijali piłki lub po prostu zręcznie je łapali i kontratakowali. Po 5 minutach zbijaka odpadły pierwsze osoby. Gra toczyła się bardzo szybko. Piłka prawie cały czas była w ruchu. Kuroki nie angażowała się zbytnio w tą zabawę. Stała nikomu nie zawadzając, co jakiś czas unikając lecącej w jej stronę piłki. Była wyjątkowo zmęczona po dzisiejszych koszmarach, więc świat dla niej działał w nieco zwolnionym tempie. Ocknęła się z tego dopiero gdy zauważyła, iż piłkę przejęła Ayame i patrzyła w jej kierunku z ogromnym, wrednym uśmiechem. Ostatnim co zdążyła zarejestrować było to jak piłka leci w jej stronę z zawrotną prędkością i uderza ją w twarz roznosząc niesamowity ból po jej buźce, a potem już tylko upadła nieprzytomna na ziemię. Wszyscy przerwali grę przerażeni tym zjawiskiem. Wf-ista od razu podbiegł do niebieskowłosej, a zaraz potem dołączyli Kazuhiro i Nijimura.
- Kuroki! Kuroki, słyszysz mnie? – potrząsnął nią lekko nauczyciel, ale Aoi dalej leżała nieprzytomna z krwawiącym nosem.
- Czemu tak mocno rzuciłaś tą piłką?! – krzyknął Toshiaki na Ayame, a ta posłała mu chłodne spojrzenie.
- To był TYLKO wypadek. Nie masz prawa mnie osądzać. – odpysknęła.
- Czemu celowałaś w twarz?! – uniósł się jeszcze bardziej.
- Gdybyś to był ty byłoby 2x mocniej. – odpowiedziała lodowym tonem.
- Przestańcie! Masami już powiedziała, że to był wypadek. – przerwał ich kłótnię nauczyciel, a białowłosa uśmiechnęła się z wyższością i pogardą do szarookiego. – Sakai zanieś ją do pielęgniarki.
- Hai! – odpowiedział szybko i wziął niebieskowłosą na ręce. Szedł powoli, aby przypadkiem jej nie upuścić. Gdy schodził ze schodów, Aoi zaczęła odzyskiwać przytomność, a kiedy zdała sobie sprawę, że jest trzymana przez Kazuhiro krzyknęła.
- Co ty wyprawiasz?! – złotooki podskoczył przestraszony i upuścił dziewczynę, ale ta szybko złapała się jego koszuli dzięki czemu nie spadła ze schodów. – Pogięło cię?! Chcesz mnie zabić?! – zdenerwowała się jeszcze bardziej i zabrała od niego swoje ręce.
- Nigdy w życiu! Ciebie nigdy bym nie zabił. Nie chcę cię zranić. – bronił się czarnowłosy. Kuroki już otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, ale spasowała gdy dotarł do niej sens słów chłopaka. Zaraz po tym na jej policzki weszły delikatne rumieńce, a ona sama odwróciła się w przeciwną stronę, lecz szybko pożałowała gdyż zakręciło jej się w głowie. Kazuhiro nawet nie zauważył zawstydzenia dziewczyny. Nie zauważył nawet, że jego zdanie zabrzmiało nie tak jak powinno. Aoi osunęła się na schodek i złapała za głowę.
- Wszystko w porządku? – zmartwił się kucając schodek niżej twarzą do szarookiej.
- Poradzę sobie. – odpowiedziała kryjąc twarz.
- Na pewno? – Sakai wykrzywił usta i dotknął dłonią czoła Aoi – Chyba masz lekką gorączkę.
- Nie dotykaj mnie! – warknęła, gwałtownie odtrącając jego rękę, przez co Kazu zachwiał się do tyłu od razu łapiąc się czegoś w zasięgu ręki. Nieszczęśliwym trafem padło na spódniczkę niebieskowłosej. Wymieniona część garderoby zsunęła się do kolan, a Kuroki razem ze  złotookim spadli ze schodów tak, że to niebieskowłosa wylądowała na chłopaku. Od razu po upadku Aoi podniosła się do siadu, a Sakai myśląc, że jego życie było naprawdę piękne, przypomniał sobie o tym, iż dzisiaj są urodziny szarookiej.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin- wypalił bez zastanowienia i dopiero po chwili dotarło do niego jak głupio to brzmi w tej sytuacji. Kuroki spojrzała na niego jak na idiotę kipiąc ze złości i zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć usłyszeli czyjś głos kawałek przed nimi.
- Dzieci błagam nie na korytarzu.. – spojrzeli na korytarz, gdzie z gabinetu pielęgniarki wyglądała higienistka. Aoi wymierzyła czarnowłosemu siarczysty policzek, po czym wstała od razu podciągając spódniczkę i ignorując jęki chłopaka przeszła do gabinetu. Pielęgniarka szybko opatrzyła dziewczynę, zakładając jej na nos ogromny opatrunek. Ostatnią lekcję niebieskowłosa przesiedziała u higienistki.
   Gdy lekcje się skończyły, a Kuroki otwierała swoją szafkę by zmienić buty, wypadły z niej dwa listy i breloczek. W obydwu listach znajdowały się życzenia urodzinowe. Jeden z nich plus breloczek z niebieską gwiazdką były od Kazuhiro, a drugi było od Miki i Jun’a, gdzie szatyn oprócz życzeń napisał, iż niebawem przyśle prezent. Aoi schowała wszystko do torby i zabierając po drodze parasol ruszyła do domu.
***
Po kilkunastu minutach była już pod domem. Chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi.
- Wszystkiego najlepszego! – krzyknęli równocześnie Sho i Ryo, gdy tylko ujrzeli ją w drzwiach, a Aoi mimowolnie uśmiechnęła się widząc udekorowany balonami i serpentynami korytarz.
- Co ci się stało?! – pisnął przerażony blondyn i podbiegł od razu do niej.– Błagam powiedz, że nie jest złamany! – przeraził się.
- Nie.. tylko dostałam piłką w twarz od Ayame i zemdlałam..
- Ayame..? Znowu ta sama dziewczyna, tak? – spytał Sho, a Kuroki pokiwała na tak.
- Potem jeszcze ze schodów spadłam przez idiotę, który mi zdjął spódniczkę – skrzywiła się, a Ryo złapał ją za ramiona przyciskając do ściany.
- KTÓ-RY-TO?! ZABIJĘ DRANIA!– spytał z mordem w oczach, a wokół niego pojawiła się dziwna, mroczna aura.
- Taki.. jeden.. nie ważne. – powiedziała cicho, a Sho odciągnął od niej szarookiego.
- Ryo idź się uspokój.. a ty – wskazał na Aoi i uśmiechnął się ciepło. – W pokoju czeka na ciebie niespodzianka. – dziewczyna spojrzała na niego nie pewnie, ale pobiegła do swojego pokoju. Gdy otworzyła drzwi spojrzała na Kin’a, który skrzeczał chodząc niespokojnie po klatce, a następnie skierowała swój wzrok na łóżko, gdzie na pościeli zobaczyła ogromną, mokrą plamę.
- Dzięki Sho, że zsikałeś mi się do łóżka! Myślałam, że z tego wyrosłeś! – zaśmiała się ściągając kołdrę.
- CO?! – pisnął chłopak i zaraz przybiegł do siostry – A gdzie twój prezent..? – rozejrzał się niespokojnie.
- Może dostał nóżek i się schował. – parsknęła otwierając klatkę papugi, a Kin zaraz usadowił się na ramieniu swojej właścicielki fukając w stronę uchylonej szafy.
- A żebyś wiedziała, że tak właśnie było. - Sho jakby podążając za wzrokiem papugi, otworzył drzwi szafy i wyjął z niej małego, puszystego, białego kotka o dwukolorowych oczkach. – Jeszcze raz : wszystkiego najlepszego, siostrzyczko. – wyciągnął w jej stronę kociaka, który słodko zamruczał.
- To kot.. – powiedziała do siebie lekko załamana, a zarazem zafascynowana.
- Nie. Pies. Hau, hau. – odpowiedział sarkastycznie, poruszając kociakiem, który wgryzł się w jego palce.
- Chodzi mi o to, że to kot, a ja mam uczulenie na sierść. – powiedziała przygryzając dolną wargę, lecz niebieskooki uśmiechnął się szeroko.
- Ale to kot brytyjski długowłosy. On nie ma sierści. – wytłumaczył wciskając Aoi kociaka. – To dziewczynka. Jak ją nazwiesz?
- Hmm.. Myślę, że ‘Ayame’. Pasuje do niej. – zaśmiała się widząc jak ‘Ayame’ wymachuje pazurkami w stronę Kin’a. – W każdym razie.. Ja tego nie sprzątam. – powiedziała poważnym tonem wskazując na plamę na kołdrze. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w ciszy, aż wreszcie zawołali równocześnie:
- RYO!
***
Leżąc w łóżku, Aoi rozmyślała o dzisiejszym dniu. Tyle się dziś wydarzyło. Mnóstwo złych i całkiem miłych rzeczy. Wiedziała, że tej nocy nie będzie miała koszmarów. Czuła to. Myślała o Nijimurze i o ich ‘przyjaźni’. Nie była pewna co do tego czy on przypadkiem nie udaje, czy jej nie wykorzysta. Bała się, że znowu zostanie zraniona, ale wiedziała jedno – Nie będzie już samotna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bleeeee..~ Matko.. już myślałam, że nie dotrwam  do końca.. geez! Ciągnęło się to i ciągnęło. Niepodoba mi się ta nota. Jest robiona na siłę i wgl. Co prawda mnie samą bawiło kilka momentów z tej notki, ale mhm.. to nie to... Lepiej jest pisać z wenką, która eghm.. umawia się właśnie na randki z natchnieniem. Tak więc zdawałam się na moją <nie> silną wolę. Uf.. W następnej wreszcie festiwal! Łuuuhu~! °˖✧◝(⁰▿⁰)◜✧˖°

2 komentarze:

  1. To było epickie <3 Ah ta Ayame i jej sarkazmy <3 Ale ta kłótnia NijAya :c ' mam nadzieje, że w następnej notce się pogodzą <3 c:

    OdpowiedzUsuń