21.03 - Pierwszy dzień wiosny. Pora roku, w której wszystko
budzi się do życia. Tego właśnie dnia narodziłam się ja - Murasaki Fuse.
Wychowywała mnie matka, gdyż mój ojciec zostawił ją gdy tylko dowiedział się,
że jest w ciąży. Z tego co wiem nie był Japończykiem, mieszkał za granicą. Stąd
też odziedziczyłam po nim blond włosy i błękitne oczy. Kiedy się urodziłam moja
matka była w 'fazie' wielbienia koloru fioletowego. Naprawdę miała obsesje na
jego punkcie. Gdy tylko dowiedziała się, że będzie miała córkę, od razu
wiedziała, że nazwie ją Murasaki. Chodziła przeważnie w fioletowych ubraniach,
nosiła fioletowe soczewki lub okulary w fioletowych oprawkach, niestety jednak
największym siedliskiem tego koloru był mój pokój. Począwszy od ścian, aż po
meble. Chciała też przefarbować włosy na ten kolor, lecz w jej pracy musiała
wyglądać na spokojną i wiarygodną osobę, tak też po raz kolejny ja stałam się
jej ofiarą. Gdy miałam 4 lata, zaczęła farbować mi włosy, a wszystkim wokół
wmawiała, że jest to mój naturalny kolor. Kiedyś chciała też zamówić fioletowe
soczewki dla mnie, ale udało mi się ją przechytrzyć i zmieniłam kolor z
fioletowego na różowy. Gdy po raz pierwszy poszłam do przedszkola, nauczyciele
byli zaskoczeni moim kolorem włosów i oczu. Oczywiście moja matka zaczęła
wciskać im tą samą bujdę co wszystkim. " Jej ojciec nie jest Japończykiem,
stąd ten kolor włosów. Z całą pewnością jest naturalny", " Ma słaby
wzrok, dlatego nosi soczewki" i inne podobne bzdury. Z biegiem czasu
myślę, że ci nauczyciele to naprawdę idioci, żeby dać się nabrać na coś
takiego. Niestety jak oni zaakceptowali ten fakt, wmawiając sobie, że to jest
dziwny odcień brązu lub czerni, tak dzieciaki z przedszkola miały na ten temat
przeróżne opinie. Jedni uważali mnie za dziwadło, inni wręcz przeciwnie -
podziwiali mnie.
Moje dzieciństwo
jednak nie było smutne, wręcz przeciwnie, miałam sporo przyjaciół.
- Fuse-chan! - dobiegł mnie głos jakiejś dziewczyny. Znudzona
oderwałam wzrok od rybek w akwarium i spojrzałam na trzy dziewczyny stojące za
mną.
- Hm?
- Czemu nigdy nie bawisz się z innymi?- odezwała się druga.
- A czemu miałabym? Oni mnie nie chcą. - wzruszyłam
ramionami odwracając się w stronę akwarium.
- Nie czujesz się samotna?
- Jest dobrze tak jak jest.
- Wcale nie jest dobrze! - oburzyła się ta pierwsza. Gdy
odwróciłam się do nich z powrotem ta kontynuowała - Nie będziesz szczęśliwa,
jak będziesz samotna, więc to nie jest dobrze! Co ty na to żeby pobawić się z
nami? - Wyszczerzyła się wyciągając rękę w moją stronę.
- .. Jasne, ale nawet nie znam waszych imion..
- Ja jestem Yumi! To jest Mami, a tutaj jest Kaoru. Jest
trochę nieśmiała, ale polubisz ją! - powiedziała przytulając dziewczynę do
siebie. - W zamian możemy mówić do ciebie po imieniu, Murasaki-chan?
- Nie! - krzyknęłam niespodziewanie - N-nienawidzę swojego
imienia.. Ale jeśli chcecie możecie do mnie mówić "Saki".
To był pierwszy radosny dla mnie dzień. Z dnia przeszło na
tydzień, a z tygodnia na miesiąc. Codziennie przychodziłam do przedszkola
szczęśliwa, wiedząc, że czekają tam na mnie przyjaciele. Z czasem inne
dzieciaki zaczęły dołączać się do naszych zabaw, a po kilku miesiącach już nie
byłam postrzegana za "dziwadło". Dzięki tej trójce moje życie się
odmieniło. Niestety do czasu. Niecałe 3 lata później do ciotki Fujiko wprowadziła
się trójka dzieciaków. Fujiko Miyazawe była naszą sąsiadką, więc kiedy owe
rodzeństwo się wprowadzało, ja patrzyłam na nich z okna. Było dwóch chłopców i
jedna dziewczyna, w tym jeden blondyn, a pozostali z rodziny mieli niebieskie
włosy. Jeszcze przed ich przyjazdem
matka opowiadała mi o tym, że jakaś dziewczyna w moim wieku wprowadzi się do
ciotki Fujiko. Gdy zobaczyłam jej włosy, pomyślałam, że jest taka jak ja. Że
być może ma podobną przeszłość co ja- z jakiegoś powodu ma farbowane włosy i przez
to jest nie lubiana, nie akceptowana i powinnam jej pomóc, tak samo jak tamta
trójka pomogła mi. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo się myliłam.
Dopiero po dwóch tygodniach od jej przyjazdu Fujiko-san
przedstawiła nas sobie. Wtedy też zaprosiłam ją do siebie.
- Woah... - zaniemówiła wchodząc do mojego pokoju. No tak..
Całkowicie fioletowy pokój może kogoś zaskoczyć - Aż tak lubisz fioletowy..?
- Nie, nienawidzę - odpowiedziałam najnormalniej, a Kuroki
spojrzała na mnie pytająco - Po prostu kiedy się urodziłam moja mama naprawdę
uwielbiała ten kolor, więc postanowiła urządzić mi pokój gdzie, jak widzisz,
jedynym kolorem jest fioletowy.
- Oh..
- Nazwała mnie też
'Murasaki', zaczęła farbować mi włosy na fioletowo, a nawet chciała dla mnie
kupić soczewki w tym kolorze! - wyrzuciłam z siebie.
- Więc to nie jest twój naturalny kolor?
- Jasne, że nie! Przecież to nienormalne urodzić się z takim
kolorem! Z tobą przecież jest podobnie, prawda? - Aoi przez dłuższa chwilę nie
odpowiadała. Wyglądała na lekko przybitą moimi słowami.
- To.. jest mój naturalny kolor.. - odpowiedziała w końcu
spuszczając wzrok w dół. Hahahahaha! " Naturalny kolor". Naprawdę
musiała mieć żenujące wspomnienia, skoro tak bardzo chce je ukryć.
- Kłamiesz. To nie możliwe.
- Ale to praw..
- Twój brat też farbuje włosy? - nie dałam jej skończyć. Zabawne, że dalej
się upierała. Po tym pytaniu nic nie odpowiedziała. Stała cicho i chyba się
lekko trzęsła. Być może trochę za bardzo ją zestresowałam - Zamierzasz mnie
teraz ignorować? Nie musisz tego ukrywać, możesz mi się wyżalić. - napierałam
dalej.
- Nie są farbowane - wyszeptała, niemal niedosłyszalnie.
- Tch - nie wytrzymałam. Podeszłam do niej i uderzyłam ją w
policzek, a Aoi złapała się za niego zaskoczona. To był pierwszy raz kiedy
kogoś uderzyłam. Po prostu nie wytrzymałam. Powiedziałam jej jak to było ze
mną, a ona nie chciała zdradzić mi nic o sobie. - Skoro są 'prawdziwe' to
znaczy, że jesteś dziwadłem! Tak jak wszyscy niesłusznie osądzali mnie o bycie
odmienną, tak ty naprawdę taka jesteś! - wykrzyczałam, a Kuroki milczała.
Irytowała mnie jeszcze bardziej. Wyminęłam ją i zbiegłam na dół do salonu.
- Murasaki? A gdzie Aoi? Co się stało? - spytała matka
przerywając odkurzanie regału.
- Nic się nie stało, Kuroki jest w pokoju.
- Niegrzecznie jest zostawiać gości samych! - pouczała mama
kiwając palcem - Tym bardziej, że Aoi-chan potrzebuje teraz przyjaciół, więc
zaopiekuj się nią, dobrze?
- Niby czemu
'potrzebuje'?
- Och, nie mówiłam ci? Rodzice Aoi-chan i jej braci niedawno
zmarli i kilka tygodni temu był ich pogrzeb, dlatego tutaj się wprowadzili.
Dzieci w takim stanie nie powinny być same, więc bądź jej przyjaciółką,
przynajmniej dopóki nie zaaklimatyzuje się tutaj, dobrze? - poleciła matka. Nie
wiem czemu, ale zawsze starałam się być "dobrą dziewczynką" w oczach
matki. Chyba po prostu nie chciałam sprawiać jej problemów, w końcu sama na
głowie miała ich całe mnóstwo.
- Jasne.. - opowiedziałam cicho i czmychnęłam z powrotem na
górę. Kiedy weszłam do swojego pokoju Kuroki już tam nie było.
Przez kolejne kilka
dni czekałam cierpliwe aż spotkam ją na dworze, lecz jej wiecznie nie było.
Wreszcie po tych kilku dniach wyszła wynieść śmieci i wtedy natrafiła się moja
szansa. Oczywiście gdy tylko mnie ujrzała zawróciła się szybko do domu, ale w ostatniej
chwili udało mi się złapać ją za ramię.
- Słuchaj, nie chciałam, żeby tak wyszło. Przepraszam,
jasne? - powiedziałam z lekkim przekąsem, ale widząc jak ta ucieka wzrokiem na
bok, westchnęłam ciężko puszczając jej ramię - Naprawdę mi przykro.. Bądźmy
przyjaciółkami, dobrze? - po tych słowach szarooka spojrzała na mnie niepewnie
i pokiwała lekko głową na 'tak'. Przez kilka dni naprawdę się do mnie
przywiązała. Przychodziła niemal codziennie i potrafiła siedzieć nawet do
wieczora.
W końcu przyszedł
kwiecień i znowu zaczęła się szkoła. Zaczynałam wtedy drugi rok podstawówki, a
Aoi akurat trafiła do naszej klasy. Kiedy wkroczyła do sali, jak można było się
spodziewać, wszyscy byli zaskoczeni kolorem jej włosów. Gdy nauczyciel skończył
objaśniać co i jak w nowym roku szkolnym, uczniowie rozeszli się po klasie
witając się ze znajomymi. Ja natomiast patrzyłam jak kilka dziewczyn niepewnie
podchodzi do Aoi.
- Kuroki-chan? Twoje włosy... Farbujesz je? - spytała
najśmielsza z dziewczyn. Szarooka zagryzła wargę prawdopodobnie wahając się czy
powiedzieć prawdę. Po chwili milczenia jednak się odezwała.
- Nie.. Z takimi się urodziłam - odpowiedziała cicho.
- Ah.. W-więc to tak - dziewczyna uśmiechnęła się sztucznie,
a Aoi zerknęła kątem oka na mnie najprawdopodobniej szukając pomocy. Ja od razu
udając, że jej nie widzę odwróciłam głowę, a po chwili wstałam z ławki i
wyszłam z klasy kierując się do sali na końcu korytarza, gdzie czekały już
Yumi, Mami i Kaoru.
- Saki-chan! - krzyknęła Mami machając do mnie ręką. Uśmiechnęłam
się pod nosem i przyśpieszyłam kroku.
- Więc tym razem nie jesteśmy razem w klasie, co? -
zaśmiałam się kiedy byłam już obok.
- Niestety - westchnęła smutno Yumi - Ale będziemy się
spotykać, nie?
- Jasne - posłałam jej uśmiech.
Przez 3 tygodnie wszyscy powoli zaczynali się ode mnie
odsuwać, bo zadawałam się z Aoi. W końcu pewnego dnia zostałam sama razem z
nią. Nawet moje przyjaciółki mnie zostawiły.
- Saki-chan, czemu tak bardzo lubisz Kuroki? Jak w ogóle
można ją lubić?- spytała Yumi.
- Wcale jej nie lubię! Wręcz przeciwnie, nienawidzę jej! -
upierałam się.
- Więc czemu się z nią przyjaźnisz? - spytała oschle. Nie odpowiedziałam.
Zdenerwowana zacisnęłam pięści, patrząc w bok. Nie potrafiłam, a raczej, nie
mogłam odpowiedzieć na to pytanie - Skoro jej nienawidzisz to ją zostaw.
- Nie mogę.. - wydusiłam z siebie, a ta spojrzała na mnie
wrogo.
- Nie musisz się nad nią litować. Ona nie pasuje do nas, po
prostu ją zostaw.
- Nie mogę jej zostawić rozumiesz?! Mam swoje powody! -
krzyknęłam zirytowana.
- Jakie? - zadała kolejne pytanie, a ja znowu milczałam.
Wtedy Yumi westchnęła ciężko - Nie ważne. Zadawaj się z nią jak chcesz, ale nie
licz, że nasz przyjaźń będzie trwać dalej. - Po tych słowach odeszła razem z
Mami. Jedynie Kaoru stała patrząc na mnie z żalem. Uśmiechnęłam się do niej
lekko i odwróciłam, wracając do klasy.
Przez 3 miesiące żyłyśmy w 'cieniu' klasy. To było okropne.
Gdy chciałam porozmawiać z kimś innym niż Aoi - ignorowali mnie. Jakbym stała
się niewidzialna. Wszyscy, których kiedyś lubiłam, wszyscy, którzy kiedyś
lubili mnie, odwrócili się ode mnie. Zostałam sama razem z dziewczyną, której
nienawidziłam. Wspominałam o tym, że nienawidzę swojego imienia, prawda? Tak
też kazałam jej mówić do mnie 'Murasaki', tylko po to by nienawidzić jej
jeszcze bardziej. Próbowałam wszystkiego, żeby jej się pozbyć. Raz nawet starałam
się znaleźć jej chłopaka, byle tylko się ode mnie odczepiła. Dobrze wiedziałam,
ze był taki jeden w naszej klasie, który robił do niej maślane oczka. Był
jednym z tych, którzy ' nie bali się' odmienności, lecz bał się czegoś innego,
a mianowicie odrzucenia. Prawdopodobnie nie chciał zostać odrzucony przez
wszystkich, nie chciał tego co stało się ze mną.
W rzeczywistości 3 miesiące to wcale nie jest długi okres
czasu, ale dla mnie trwał wieczność i w końcu nie wytrzymałam.
- Na co tak patrzysz? - spytałam Aoi, widząc jak ta z
uśmiechem podziwia kwiaty rosnące obok. Wracałyśmy ze szkoły i jak zwykle
'miałyśmy' zamiar spędzić popołudnie razem.
- Na fiołki, które tam rosną. Przypominają mi trochę ciebie
- zaśmiała się.
- Mnie?
- Mhm, są fioletowe, a w środku żółte, trochę jak twoje
włosy - odwróciła się do mnie uśmiechając lekko, a ja jedynie posłałam jej
znudzone spojrzenie.
- Lubisz fiołki?
- M-hm! - pokiwała głową - A ty?
- ... - odwróciłam się powoli idąc w stronę domu -
Nienawidzę.. Wracajmy już.
Kiedy wróciłyśmy miałyśmy uczyć się do testu z japońskiego.
Zostawiłam wtedy Aoi samą w pokoju pod pretekstem, że pójdę po coś do jedzenia.
Poszłam do salonu, gdzie była moja mama. Chwile się wahałam, ale w końcu
podeszłam do niej i krzyknęłam.
- Ile to jeszcze potrwa?! Ja już mam dosyć! - wyżaliłam się.
Widząc zaskoczoną i nie rozumiejącą o co mi chodzi twarz matki, kontynuowałam -
Aoi jest strasznie nudna! Nie lubię jej! W ogóle to przez nią nikt w szkole
mnie już nie lubi! Co więcej, śmieją się, że zadaję się z kimś takim jak ona!
Mam dość!
- Kochanie, przecież
wiesz w jakiej sytuacji jest Aoi-chan –
powiedziała łagodnie.
- No to co z tego! Nie może nękać kogoś innego?! Co ja
jestem jedyna na tym świecie?!
- Oh, Aoi-chan.. – powiedziała matka, zauważając Kuroki.
Przestraszona spojrzałam za siebie, gdzie rzeczywiście stała szarooka.
- Aoi..? Słyszałaś to..?
- Ja… Ja już pójdę.. - po tych słowach wybiegła z domu.
Mogłabym przysiąc, że widziałam łzy w jej oczach, ale to nie było już istotne. Byłam
szczęśliwa, tak bardzo szczęśliwa, że mogłam skakać z radości. Wszystko się
znowu ułoży - tak myślałam, ale rzeczywistość była inna.
Następnego dnia obudziłam się pełna energii. Tym razem nie
szłam do szkoły razem z Kuroki. Gdy tylko dotarłam do celu, udałam się do
klasy. Aoi już tam była. Siedziała sama, rysując coś w swoim szkicowniku. Miała
podpuchnięte, czerwone oczy. Prawdopodobnie płakała całą noc. Na ten widok
uśmiechnęłam się pod nosem i zostawiłam na swojej ławce torbę, po czym
wybiegłam z klasy kierując się do sali na końcu korytarza. Gdy tylko tam
weszłam zawołałam Yumi i Mami. Te spojrzały na mnie wrogo, ale jednak podeszły.
- Gdzie Kaoru? - spytałam zanim, któraś z nich zdążyła
cokolwiek powiedzieć.
- Wyprowadziła się stąd 2 tygodnie temu - odpowiedziała
Mami, a po chwili dodała oschle - Więc? Czego od nas chcesz?
- Zostawiłam Kuroki, więc możemy dalej się przyjaźnić.
Przepraszam, że.. - nie zdążyłam skończyć bo przerwało mi głośne westchnięcie
Yumi.
- Słuchaj. Pamiętasz kiedy w przedszkolu do ciebie
podeszłyśmy? To nie tak, że było nam ciebie szkoda, że jesteś wiecznie sama. Po
prostu założyliśmy się z takim jednym chłopakiem, że się z tobą pobawimy.
Następnego dnia miałyśmy ciebie zostawić, ale z niewiadomych powodów Kaoru cię
polubiła, więc "przyjaźniłyśmy" się z tobą, a skoro jej już tutaj nie
ma to nie ma powodu dla którego miałybyśmy być twoimi przyjaciółkami. Z resztą
miałaś szansę, ale wybrałaś Kuroki. Haha! Teraz jak tak myślę, to naprawdę
jesteście siebie warte - po tym odeszły śmiejąc się, a ja stałam zaskoczona i
rozczarowana. Przez ten cały czas traktowały mnie tak, jak ja traktowałam Aoi. Dopiero
teraz zrozumiałam jak musiała się czuć po moich wczorajszych słowach. Jednak
nie zamierzałam się z nią godzić. Nie sądzę, że wybaczyłaby mi po czymś takim,
a ja sama nadal jej troszkę nienawidziłam, chociaż z biegiem czasu moja
nienawiść do niej malała. Przez resztę podstawówki byłyśmy same. Ale w
przeciwieństwie do Aoi, gdy byłam na wakacjach z mamą, znalazłam sobie
przyjaciółkę - Reiko Kisaragi, która mieszkała na drugim końcu Kioto.
Przecierpiałam te długie 6 lat w podstawówce. Do gimnazjum zapisałam się tam
gdzie szła Reiko. Co prawda musiałam wcześnie wstawać, żeby zdążyć na pociąg,
ale moje życie powoli wracało do normy. Przestałam ukrywać fakt, że mam
farbowane włosy. Nie chciałam sprawiać mamie problemów, po prostu chciałam mieć
przyjaciół, którym mogłabym ufać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dam dam daaaa~ Wróciłam! .. Tak jakby.. 18.08 była rocznica tegoż oto blogaska, więc taka tam notka bonusowa o Murasaki z tej okazji. Jak zwykle spóźniona, haha! Ale to wina komputera, jasne?! No! >3 Bloga raczej nie wznawiam. 'Raczej' < tłumy: * gasp, szok* jest nadzieja?! >. W prawdzie mam prawie skończoną 10 notę i jak skończę to prawdopodobnie ją wstawię, ale urgh.. już za tydzień zaczyna się szkoła T^T Eghu! Mam nadzieję, że bonusik się podobał :3 Dobrze tak wrócić do stylu za czasów 'Akane w szkole', chociaż można by powiedzieć, że to jest tylko 'zbliżone' do tego stylu. Dobra, dobra! Koniec! Ogłaszam wszem i wobec, że można mieć nadzieję na 10 notkę! :3
BOŻE NARESZCIE *pada na kolana i wznosi łapki do nieba* boże jak ja na to czekałam Q-Q szkoda, że ta nota jest taka krótka. :c ale cóż dobrze że w ogóle jest. No to czekam na tą 10 notkę ^/////^
OdpowiedzUsuńCiesz się, bo miała być jeszcze krótsza ;-; ale wiesz jak to ze mną jest xD
Usuńcieszę się przecież ;-; teraz pisz 10 <3
OdpowiedzUsuń