wtorek, 3 grudnia 2013

Egao - rozdział 4

- Za tydzień będzie krótki sprawdzian, więc przygotujcie się dobrze. – Uśmiechnął się ciepło Masami do klasy. Spojrzał przelotnie na swojego niebieskowłosego ucznia siedzącego w ławce przy oknie. Siedział, wpatrując się w przestrzeń za oknem, jakby.. przygnębiony? Nie było po nim tego widać, ale Yuji potrafił to dostrzec. Po jego słowach rozbrzmiał dzwonek. Klasa natychmiastowo ulotniła się na lekcję w-f’u. Tylko kilka uczniów w tym również Sho zostali nadal w klasie. Białowłosy nie chcąc spuszczać Kurokiego z oczu, zaczął układać jakieś papiery walające się po biurku, co i raz spoglądając na niego. Nagle niebieskowłosy poczuł wibracje w kieszeni. Natychmiast wyciągnął telefon ze spodni. Jak się domyślał – wiadomość od Jun’a.
- Kochanie, co się z tobą dzieję? Spotkamy się dzisiaj? Odpisz wreszcie”. No tak. Od ostatniego razu w ogóle się z nim nie kontaktował. Po prostu nie chciał. Nie po tym, co zobaczył. Wsunął telefon z powrotem do kieszeni, złapał za torbę i wyszedł z klasy. Pech chciał, że gdy przechodził przez drzwi, komórka wypadła mu z kieszeni. Yuji od razu podniósł telefon i wyjrzał z klasy.
- Kuroki-kun! – zawołał, ale niebieskowłosy udając, że nie słyszy uciekł na salę gimnastyczną. ~ Raany.. za co on mnie tak nie lubi? – Zdołował się nauczyciel i spojrzał na komórkę. Usiadł przy biurku i lekko się wahając, zaczął przeglądać wiadomości. Ponad 20 SMS’ów od Jun’a i zero odpowiedzi ze strony Sho. Nagle telefon zawibrował, a białowłosy o mało co nie dostał zawału i wypuścił komórki z rąk. Kolejna wiadomość od Jun’a.
- Sho, przyjdę dziś po ciebie pod szkołę. Odpisz”. Nie wytrzymał. Masami może i był bardzo optymistyczny i całkiem spokojny, ale jeśli chodziło o kogoś, kogo kocha, nie potrafił się opanować.
- Nie przychodź. Lepiej idź sobie do swojej Kyouko, czy innej dziwki.” – odpisał. Nie minęła chwila, a przyszła odpowiedź.
- Kim jesteś? Co zrobiłeś Sho?
~ No naprawdę! Tak łatwo domyślił się, że nim nie jestem? – Załamał się nauczyciel.
- Skąd wiesz, że nie jestem Kurokim-kun?” – odpisał. Nagle, zamiast wiadomości, na wyświetlaczu pojawiło się imię Jun’a świadczące o przychodzącym połączeniu. Nie zastanawiając się, Masami odebrał połączenie.
- Co zrobiłeś Sho? – odezwał się głos w słuchawce.
- Dla twojej wiadomości, nic mu nie zrobiłem – odpowiedział. ~ Co najwyżej pocałowałem – dodał w myślach z delikatnym uśmieszkiem. – Jestem jego nauczycielem.
- No ładnie. Zabrałeś mu telefon i szperasz po wiadomościach?
- .. Nie twoja sprawa! Pewnie zastanawiasz się czemu ci nie odpisuje, hm? – spytał, siląc się na jak najbardziej wredny ton.
- Nie. Skoro masz jego telefon, to się nie dziwę, że MÓJ Sho mi nie odpisuje.
- Nie odpisuje ci bo widział, jak go zdradzasz! – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Odwrócił się i w drzwiach ujrzał lekko zszokowanego Kurokiego. – Sho-kun.. - wydukał.
- Co robisz, sensei? – spytał spokojnie, ale z nutką gniewu.
- Ja.. Chciałem ci go oddać, ale.. – nie dokończył, gdyż niebieskowłosy zabrał swoją własność i wybiegł z klasy.
- Naprawdę, ten dzień już od samego rana źle się zapowiadał – westchnął białowłosy, łapiąc się za włosy i opadł na krzesło.
***
Jako, że był piątek lekcje skończyły się szybko. Ku szczęściu Masamiego, dzisiaj kończył o tej samej godzinie, co jego ukochany uczeń – Kuroki Sho. Szybko zmienił obuwie i opuścił budynek. Jak się domyślał, jego rywal w miłości stał pod bramą i czekał na niebieskowłosego. Jak gdyby nigdy nic wyminął Juna i schował się gdzieś za murkiem. Nie minęła chwila, a ze szkoły wyszedł Kuroki. Gdy ujrzał swojego „chłopaka”, stanął jakby z zamiarem wrócenia się do szkoły, lecz stwierdził, że to i tak będzie daremne, bo spotkają się prędzej czy później.
- Czemu nie odpisywałeś? – Szatyn podszedł do niego powolnym krokiem.
- .. Zgubiłem telefon – skłamał, wodząc wzrokiem w kierunku bramy.
- Sho, nie potrafisz kłamać, kotku. Czemu mnie unikasz? Nie kochasz już mnie? – spytał ironicznie z paskudnym uśmiechem. Uniósł lekko podbródek niebieskookiego tak, by mógł spojrzeć mu w oczy. Jednak Sho milczał, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Nie miał w zwyczaju robić awantur. Wolał unikać problemów. Nigdy też nie dzielił się nimi z bliskimi. Wszystko brał na siebie, ale jak dochodziło co do czego – uciekał. Jun zirytował się i zgrzytnął zębami.
- Odpowiadaj jak się ciebie pytam! – krzyknął unosząc dłoń z zamiarem uderzenia Kurokiego, lecz Yuji złapał w ostatniej chwili jego rękę.
- Zabawne. Jeszcze niedawno mówiłeś, że to ja coś mu zrobiłem – powiedział pogardliwie.
- Czego się wtrącasz?! – wydarł się szatyn, wyrywając z uścisku swoją rękę.
- I ty się jeszcze pytasz? Nie mam zamiaru patrzeć, jak bijesz mojego ucznia, tym bardziej, że jest on mi bardzo drogi – odparł ze zmarszczonymi brwiami, po czym spojrzał na Sho, a raczej na miejsce gdzie jeszcze niedawno stał. – Gdzie on zwiał..?
- Aah! Nieważne! Załatwię to prędzej czy później – westchnął Jun, chowając ręce w kieszenie i kierując się w kierunku bramy.
- Słuchaj. Zależy mi na Kurokim-kun, więc radzę nie zbliżaj się więcej do niego – powiedział z groźną, wkurzoną miną.
- Bo co? – prychnął i spojrzał na niego z ukosa. -  Nie zamierzam ci ułatwiać drogi. Życie jest jak gra, a gra toczy się dalej. Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz walczyć. – Wzruszył ramionami, po czym zniknął za murem oddzielającym szkołę od parku.
***
Nadszedł weekend. Rodzeństwo Kuroki stało przed wejściem do ogromnego wesołego miasteczka połączonego z niekrytym basenem i kafejką. Można powiedzieć, że było tam wszystko.
- Jesteśmy! – krzyknął uradowany Ryo z rozłożonymi ku niebu ramionami.
- Zapowiada się ciężki dzień – westchnęła Aoi.
- Taa.. – przyznał niebieskowłosy, po czym weszli do środka.
- To co pierwsze? – Blondyn odwrócił się do młodszego rodzeństw, obdarowując ich pogodnym uśmiechem.
- Dom strachów – odparli równocześnie z lekko wrednymi uśmiechami, na co Ryo się wzdrygnął. Nazbyt dobrze wiedzieli, jak bardzo ich brat boi się duchów i innych podobnych rzeczy, a taki dom strachów mógł być dobrą zemstą za przyprowadzenie ich tutaj.
- D-Dom strachów?! – przeraził się.
- Chodź. Będzie fajnie - powiedział Sho, łapiąc szarookiego pod ramię i ciągnąc do owej atrakcji. Dziewczyna zaśmiała się cicho i dołączyła do braci. Nie minęło 5 minut, a cała trójka wyszła z powodu przerażonego blondyna.
- Ryo..? – Niebieskowłosa pomachała ręką przed trupio bladą twarzą szarookiego, pozbawionego życia. – Wszystko ok?
- Dobra! – Wstał nagle z nową dawką energii i błyskiem w oku. – Teraz ja wybieram, gdzie pójdziemy. A to będzie niespodzianka! – zaśmiał się szyderczo.
- Pójdziemy na diabelski młyn? – powiedziało równocześnie i bez entuzjazmu młodsze rodzeństwo. Blondyn zamilkł.
- Nienawidzę was! I wyjść tu z wami na miasto! – wybuchł.
- Dobra, a co nam szkodzi. – Niebieskooki wzruszył beznamiętnie ramionami. Cała trójka udała się do jednego z wagonów.
***
W wagonie po jednej stronie siedzieli Ryo i Aoi z wielkimi uśmiechami wpatrując się w zirytowanego Sho siedzącego naprzeciwko.
- Przestaniecie wreszcie? – warknął.
- Nie – powiedzieli równocześnie z jeszcze większymi uśmiechami, powstrzymując chichot.
- Ty! – wskazał na siostrę. - Masz klaustrofobie! To miała być kara dla nas obojga, a nie tylko dla mnie! – oburzył się niebieskooki.
- Prawda, mam. Ale jesteście tu ze mną, więc się nie boję. – Kuroki uśmiechnęła się słodko.
- Kyaah! Siostrzyczko, jesteś taka słodziutka! – krzyknął blondyn, przytulając się do siostry, na co Sho prychnął i odwrócił się w stronę okna. I to był jego błąd. Szybko odwrócił się w drugą stronę i lekko zielonkawy na twarzy, zatkał usta ręką.
- Sho! – Szarooki wstał jak poparzony, pochylając się nad bratem. – Wszystko w porządku? – Niebieskowłosy posłał mu wściekłe spojrzenie. – Hehe.. no tak.. – Uśmiechnął się głupio. - Mam pomysł!
***
Dwójka rodzeństwa Kuroki wpatrywała się z uśmiechami na siedzącego naprzeciwko brata o niebieskich włosach i tego samego koloru chuście na oczach.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne, Ryo. Naprawdę ci się udał ten żart. Czekaj na zemstę – powiedział beznamiętnie na jednym wdechu, na końcu się złośliwie uśmiechając.
- Nie martw się. Zamknę się dzisiaj w pokoju na klucz, na noc – odgryzł się najstarszy z rodzeństwa, na co niebieskooki lekko prychnął.
- A ty Aoi. Czuję jak się we mnie wpatrujesz. Wiem, że jestem piękny i w ogóle, ale przestań. Jesteśmy rodzeństwem.
- Oh, jakiś ty skromny braciszku. Przypomnę sobie o tym jak będę ci miała robić jakieś alibi – Uśmiechnęła się niewinnie.
- Jakie alibi? – zainteresował się Ryo.
- Taak? Ja przypomnę sobie o tym jak przyprowadzisz do domu swojego chłopaka – odgryzł się Sho
- Jakiego chłopaka?! – krzyknął zdezorientowany blondyn, a jego oczy niebezpiecznie się zaświeciły i skierowały w stronę siostry.
- Ja nie mam żadnego chłopaka!
- No ja mam nadzieję!
Nastała cisza. Po tej wymianie zdań cała trójka pogłębiła się w błogiej ciszy. Lecz nie trwała ona długo. Niebieskowłosa chcąc poigrać z własnym życiem, cyknęła zdjęcie swojemu 2-lata starszemu bratu przerywając odgłosem aparatu niezręczną ciszę.
- Aoi ty mała paskudo! – wydarł się chłopak, zrywając z oczu opaskę i rzucając się na śmiejącą z sytuacji siostrę.
***
- P-przepraszam? Czy wszystko z nim porządku? – spytał jeden z pracowników wesołego miasteczka, skinieniem głowy wskazując Sho. – Pomóc panu? – Podniósł wzrok na blondyna dźwigającego na ramieniu swojego młodszego brata.
- Nie, dziękuję. Wszystko w porządku. To tylko lekka choroba. – Uśmiechnął się promieniście i poklepał niebieskookiego po plecach, który posłał mu jedynie zirytowane spojrzenie. 
- Tak się kończy zadzieranie z siostrą, braciszku. – Uśmiechnęła się zwycięsko Aoi.
- Ryo? Mogę ją walnąć? Albo nie, ty ją walnij ode mnie – warknął Sho, a zaraz potem znowu zrobił się lekko zielony. – Ugh.. Idę do łazienki. Poradzę sobie sam – wydukał, zatykając usta ręką i puszczając ramie Ryo.
- To co? – zaczął blondyn, nie spuszczając z oczu brata starającego się dojść do łazienki. – Idziemy do kawiarenki?
- Yhym – przytaknęła dziewczyna i oboje ruszyli w kierunku niewielkiego budynku.
Po 15 minutach siedzenia w kafejce, zaczęli się lekko martwić o brata, lecz żadnemu z nich nie chciało się sprawdzić co z nim.
***
- Na pewno się na nich zemszczę.. – powiedział do siebie niebieskowłosy, wychodząc z kabiny.
- Kuroki-san!? – usłyszał za plecami i od razu się wzdrygnął.
~ Czemu zawsze on? 
- Co za niespodzianka! Co robisz w takim miejscu? Nigdy nie spodziewałbym się ciebie tu zobaczyć! – Yuji zaczął monolog niesamowicie uradowany nieoczekiwanym spotkaniem. Sho jak gdyby nigdy nic zignorował mężczyznę i podszedł do umywalki, aby umyć ręce.
- Hmm.. Kuroki-kun, powiedz, zrobiłem ci coś? Czemu cały czas mnie ignorujesz? – spytał białowłosy opierając się o ścianę, zagradzając przy tym niebieskowłosemu przejście.
- Wcale cię ni ignoruję, sensei – odpowiedział beznamiętnie wycierając ręce w ręczniczki. – Mógłby pan mnie przepuścić?
- Jasne. Ale najpierw powiedz prawdę. Nie ładnie tak kłamać, wiesz? – Uśmiechnął się do niego łagodnie.
- Naprawdę się śpieszę. Już z kimś tu jestem – powiedział wymijająco, marszcząc lekko brwi. Podirytowany Masami złapał chłopaka za nadgarstek i przycisnął lekko do ściany, uniemożliwiając mu ucieczkę.
- Słuchaj, Sho-kun. Naprawdę mi na tobie zależy. Kocham Cię – powiedział niskim głosem, patrząc cały czas w błyszczące oczy Kurokiego.
- P-puść mnie! – krzyknął po krótkiej pauzie, próbując się wyrwać. Niestety nieskutecznie.
- Sho-kun.. Wiem, że nie liczę się dla ciebie. Ten twój nowy chłopak może być jak ten poprzedni, a ja naprawdę będę o ciebie dbał! – krzyknął zdesperowany Yuji.
- .. Jaki chłopak..? – skrzywił się Sho.
- No przecież tu z nim przyszedłeś, nie?
- Jestem tu z siostrą i bratem.. – odpowiedział podirytowany.
- A-aha.. – Nastąpiło milczenie, w którym Yuji wpatrywał się z tępym wyrazem twarzy w swojego ucznia. Po chwili drzwi od łazienki się otworzyły i wszedł jakiś mężczyzna, lecz widząc Kurokiego i Masamiego w dwuznacznej pozycji, przeprosił i czerwony z zażenowania wyszedł. Rumiany na twarzy Sho odepchnął od siebie białowłosego i udał się w kierunku wyjścia.
- Czekaj! – Złapał go w ostatniej chwili za nadgarstek. – Przemyśl to co powiedziałem, dobrze?
- Już przemyślałem... – odpowiedział nadal lekko zarumieniony, co zmyliło białowłosego.
- Naprawdę?! – rozpromieniał. – Tak się cieszę!
- … I nie odwzajemniam twojego uczucia, Masami-sensei. – W tej chwili serduszko Yujiego nagle pękło jak bańka mydlana, rozpryskując się na milion kawałeczków, a niebieskowłosy korzystając z okazji czym prędzej uciekł z łazienki.
***
Po kolejnych 5 minutach Sho dołączył do swojego rodzeństwa. Każdy z nich zamówił sobie jakieś ciasto czy inne słodkości.
- Sho? Wiesz co? Odkąd tu wróciłeś to jakiś facet się na ciebie cały czas dziwnie patrzy – szepnęła Aoi.
- Serio? Który?
- No tamten. – Kiwnęła głową na mężczyznę siedzącego niedaleko.
- Aaah.. ten.. – powiedział, rumieniąc się natychmiastowo . Wzrokiem uciekł gdzieś w bok, ponieważ okazało się, że to ten sam facet, który wtedy wszedł do łazienki.
- Może to jakiś pedofil! – krzyknął rozhisteryzowany Ryo. Wszystkie oczy w jednej sekundzie zostały skierowane na blondyna, a po chwili cała trójka lekko zawstydzona opuściła lokal.
- Wiedziałam, że to będzie zły pomysł tutaj przyjść – westchnęła cierpiętniczo szarooka.
- No już, już! Przecież jest fajnie, prawda? – Uśmiechnął się ciepło blondyn, klepiąc ją po ramieniu. – A teraz wybaczcie. Muszę gdzieś się udać! - Posłał im tajemniczy uśmiech i zwrócił w stronę Sho. – Pilnuj Aoi, ok? – Poczochrał szarooką po włosach i machając na pożegnanie, pobiegł w tylko jemu znanym kierunku.
- Zakład, że konkurs kulinarny? – spytał beznamiętnie niebieskooki, wpatrując się w oddalającą się sylwetkę brata.
- Zakład, że i tak nic nie wygra? – dodała równie beznamiętnie dziewczyna, po czym obydwoje wybuchnęli śmiechem.
***
Niedługo po zniknięci Ryo, Sho z Aoi udali się do budki z lodami. Nie żeby byli specjalnie głodni. Po prostu chcieli zbić trochę czas i nudę. Gdy razem siedzieli i rozmawiali o błahych tematach, niebieskowłosy w ramach podręczenia swojej młodszej siostry, zaczął ją dźgać palcem w brzuch przez co zaskoczona Aoi wywaliła sobie na ubranie loda. Oczywiście dziewczyna nie dając po sobie poznać złości, nie chcąc robić bratu satysfakcji, oznajmiła, że musi iść do łazienki. Udała się więc do wyznaczonego miejsca, cały czas mając wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Po niecałych 5-ciu minutach wyszła z toalety i rozejrzawszy się czy nikt jej nie śledził ruszyła przed siebie. Nie minęła chwila, a czyjaś ręka spoczęła na jej ramieniu.
- Arara? Czyż to nie Aoi-chan? – usłyszała za sobą znienawidzony przez siebie głos. Odwróciła się i z pogardą spojrzała w zielone tęczówki swojego oprawcy.
- Hirasawa Jun.. – odezwała się, nie odrywając wzroku od oczu szatyna.
- Yay! Więc jednak mnie pamiętasz. – Klasnął w dłonie, uśmiechnął się sztucznie.
- Nie żebym chciała – odpowiedziała arogancko. Nigdy za sobą nie przepadali. Od kiedy tylko się poznali powstał między nimi mur nie do zniszczenia. Jedyną rzeczą jaką ich łączyła był brat niebieskowłosej. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, czego tak naprawdę Jun chciał od jej brata. Zależało mu tylko na jednym, ale Sho nawet nie chciał o tym słuchać, więc Aoi starała się jak tylko mogła, by do niczego nigdy nie doszło między tą dwójką.
- Hmm – westchnął, rozglądając się – nie widzę twojego cudownego braciszka, a jeszcze niedawno widziałem was razem.
- Nie twoja sprawa, gdzie jest Sho – odpysknęła i odwróciła się z zamiarem zostawienia natręta samego.
- Ah~ racja. Przecież mogę po prostu za tobą pójść i wtedy się dowiem, gdzie Sho się teraz znajduje – zaśmiał się, wzruszając ramionami i ruszajył w ślad za dziewczyną. Niebieskowłosa prychnęła, po czym odwróciła głowę w stronę szatyna.
- A kto mówi, że idę właśnie do niego? – rzuciła z pogardą. Zielonooki był niecierpliwym, bezdusznym draniem, który zarówno mężczyzn jak i kobiety traktował tak samo. Złapał szarooką za kołnierz i uniósł lekko do góry, po czym zadał jej siarczysty cios w policzek tak, że dziewczyna upadła na ziemię. Ludzie patrzyli na to zdarzenie, przechodząc obojętnie. Nikt nawet nie próbował zainterweniować. Szatyn zamachną nogą z zamiarem kopnięcia Aoi, lecz wtem dostał z pięści w twarz od wysokiego, czarnowłosego chłopaka, którym okazał się być Nijimura.
- Odbiło ci koleś? Co się wtrącasz?! – krzyknął zdenerwowany Jun, trzymając się za bolące miejsce.
- Nie uczono Cię, że dziewczyn się nie bije? – spytał spokojnie, ignorując pytania szatyna. Chłopak prychnął i spojrzał na Kuroki.
- Kiedy indziej skończymy naszą „rozmowę” – odpowiedział z wyższością. Następnie udał się w swoją stronę. Toshiaki westchnął przeciągle i podał rękę Aoi.
- Wszystko w porządku? Nic ci nie zrobił? – spytał, łagodnie się uśmiechając. Dziewczyna nie przyjąwszy pomocy, wstała i otrzepała się.
- Nie – uraczyła go odpowiedzią, aby uwolnić się od szarych, wyczekujących odpowiedzi oczu chłopaka.
- Cieszę się - odetchnął z ulgą. – Może by jeszcze się takie „dziękuje” znalazło? – Uśmiechnął się ciepło. Niebieskowłosa zmarszczyła lekko brwi.
- Dałabym sobie rade i bez ciebie.
- Tak, właśnie widziałem jak sobie beze mnie radziłaś – odparł żartobliwie, lecz nie dostał żadnego uśmiechu, a za to złowrogie spojrzenie. Szybko więc zmienił temat. - Więc wracasz do szkoły w poniedziałek, prawda?
- Po co pytasz, jeśli dobrze znasz odpowiedź? – Spojrzał na niego lekceważąco, lecz nie uzyskując odpowiedzi, rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i ruszyła przed siebie. Nie minęła sekunda, a chłopak złapał ją za nadgarstek i odwrócił w swoim kierunku.
- Czemu taka jesteś? Czemu wiecznie wszystkich od siebie odtrącasz? – powiedział z dużo poważniejszym głosem niż zwykle. Widząc pytające spojrzenie niebieskowłosej, kontynuował. – Nie dopuszczasz do siebie żadnej pomocy. Wszystkich ignorujesz i odtrącasz.. Czy tak bardzo nie chcesz mieć przyjaciół? – Dziewczyna zmarszczyła wrogo brwi i szybkim ruchem ręki wyrwała nadgarstek z uścisku.
- Nie potrzebuję ich. Mam rodzinę. Ona mi wystarczy – rzuciła oschle.
- Ale rodziców kiedyś możesz stracić, a prawdziwi przyjaciele z tobą zostaną – odrzekł nieco spokojniej i łagodniej. Dziewczyna wzdrygnęła się. Przez chwilę analizowała każde słowo wypowiedziane z ust Toshiakiego. Spojrzała na chłopaka krytycznym wzrokiem i nabrała powietrza w płuca.
- "Stracić"? Wszytko możesz stracić, nie zależnie co to jest! A coś takiego jak „prawdziwa” przyjaźń nie istnieje! Wszyscy z czasem cię zostawiają! Nie obchodzi ich co tak naprawdę czujesz! – krzyknęła. - Zawsze odchodzą.. – wyszeptała z lekkim żalem wpatrując się w swoje w połowie uniesione dłonie. Spojrzała na Nijimurę, ale widząc jego lekkie zaskoczenie spowodowane nagłym wybuchem szarookiej, spoważniała, przywracając swój normalny wyraz twarzy. Po tym odwróciła się, ruszając powoli we własnym kierunku. – A jeśli chodzi o rodziców.. Już nawet nie pamiętam jak wyglądają.. – szepnęła cicho pod nosem i pobiegła przed siebie.
- Niji! Tutaj jesteś! – zakrzyknął Sakai obejmując ramieniem swojego przyjaciela. - Hej! Czy to nie Kuroki-chan tam biegnie? – spytał, mrużąc oczy jakby starając się lepiej ją dostrzec.
- Taa.. – odpowiedział lekko osępiały. – Wiesz Kazu, zaprzyjaźnienie się z nią może nie być takie łatwe, jak nam się wydawało.. – stwierdził, wpatrując się w oddalającą niebieskowłosą postać.
                                                                           ***
Aoi biegła ile sił w nogach. Dopiero gdy uciekła z pola widzenia Nijimury lekko zwolniła, by po krótkim truchcie ostatecznie stanąć i odetchnąć. Pozwoliła sobie na pokazanie zbyt wielu emocji. Emocje, to coś czego zawsze najbardziej się obawiała. Przez nie zawsze cierpiała, więc postanowiła nie pokazywać ich nikomu innemu prócz jej braci. Inni ludzie znając jej najsłabsze punkty mogliby to wykorzystać przeciwko niej. Idąc tym tokiem myślenia dziewczyna pozbyła się swoich emocji. Co prawda nie do końca. Głęboko, głęboko w jej sercu, one nadal w niej były. Skryte pod warstwą cierpienia i bólu.
   Kuroki wyjęła telefon i szybko napisała wiadomość braciom, że wraca już do domu. po czym ruszyła wolnym krokiem przed siebie. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tadaa~  Oto i jest 4 rozdział, z którego muszę przyznać jestem całkiem zadowolona. Nie całkowicie, ale jednak. Cały czas była poprawiana, zmieniana, połowę usunęłam i zaczęłam od nowa.. No i oto wynik x3'

3 komentarze:

  1. kocham cię normalnie <333333333333333333333333333333 świetna nota c: ale nie było tego fragmentu, na który tak czekałam! D: no nic mam nadzieję, że będzie następnym razem c:

    OdpowiedzUsuń