niedziela, 12 stycznia 2014

Egao - rozdział 6



17 lat wcześniej
Styczeń
Był chłodny, deszczowy dzień. Jako, że była niedziela dwoje z braci Kurokich siedzieli w domu. Jeden 9-cio letni blondynek i drugi niebieskowłosy 2-latek. Oboje bawili się razem jakimś zabawkami dopóki starszy nie usłyszał, jak do domu wrócił ich ojciec.
- Sho! – krzyknął uśmiechnięty blondas, a młodszy brat zaraz przeniósł swoje zaciekawione, wielkie oczka na niego – Pobaw się na razie sam, dobrze? Ja idę przywitać się z tatusiem – pogłaskał go po głowie i wybiegł z pokoju. Zbiegł wesoło po schodach nucąc jakąś melodyjkę pod nosem. Wejrzał do salonu ukradkiem i spojrzał na swoich rodziców. Piękna młoda kobieta o długich, niebieskich włosach i szarych, ogromnych oczach oraz ich ojciec – wysoki brunet o niebieskich oczach, którego twarz zdobiły zadbana bródka i okulary o niebieskich oprawkach. Mariko i  Hayato Kuroki. Oboje byli bardzo mili i kochali siebie i swoje dzieci. Starali się najlepiej jak potrafili, aby dzieciom niczego nie brakowało. Ryo chciał już wbiec z wesołym okrzykiem i przytulić ojca, gdy nagle głos zabrała jego matka.
- Kochanie, byłam dzisiaj u ginekologa.. – powiedziała niepewnie i cicho.
- Oh! I co? Już wiesz? Kolejny chłopiec czy tym razem może dziewczynka? – złapał ją za dłonie i spojrzał wyczekująco w oczy.
- Bliźniaczki – powiedziała z bladym uśmiechem i zanim jej mąż zdążył cokolwiek powiedzieć, dodała – ale jedna z nich nie żyje – głos jej się załamał, a do oczu napłynęły łzy. Nastała cisza. Bolesna, głucha cisza. Hayato przytulił ją mocno do siebie głaszcząc uspokajająco po głowie. Ryo trochę jeszcze poczekał zanim zdecydował się wejść do salonu.
- Tatusiu! Witaj z powrotem – uśmiechnął się wesoło i przytulił do ojca.
- Ryo, byłeś dzisiaj grzeczny? – spytał Hayato siląc się na zwykły ton i pogłaskał chłopca.
- Mhm! – kiwnął głową wyszczerzając swoje białe ząbki po czym spojrzał na Mariko – Mamo.. Czemu płakałaś? – spytał mimo iż dobrze znał odpowiedź.
- Eh? – otarła szybko łzy i zaśmiała się sztucznie – kroiłam cebulę, to pewnie dlatego.
- W takim razie ja pomogę! Nie chcę widzieć jak mama płacze – wykrzyknął siląc się na uśmiech. Oboje udali się do kuchni i zaczęli przygotowywać obiad. Przez dłuższy czas robili to w milczeniu aż wreszcie ciszę przerwała niebieskowłosa.
- Ryo, świetnie ci idzie – pochwaliła go – może w przyszłości zostaniesz kucharzem, co? – uśmiechnęła się do niego ciepło, na co ten odpowiedział promienistym uśmiechem i wrócił do krojenia warzyw.
- Wiesz. Gdy się urodziłeś, razem z ojcem mieliśmy dylemat jak cię nazwać. Na początku miałeś nazywać się Ryouji.
- Więc czemu jednak nazwaliście mnie Ryo? – zaciekawił się, przerywając wykonywaną czynność.
- Razem z tatą postanowiliśmy, że będziemy mieli trójkę wspaniałych dzieci i każde z nich będzie miało imię składające się z 3-ech liter. – zaśmiała się.
- A co jeśli.. – zaczął blondyn spuszczając głowę tak, że jego grzywka zakryła mu oczy – urodziły by się bliźniaczki..? – skończył. Mariko wypuściła z ręki łyżkę trzymaną w dłoni, która głucho odbiła się od podłogi. Przez chwilę stała zszokowana nie wiedząc co powiedzieć, a jej syn wcale jej tego nie ułatwiał.
- Ryo.. czy ty nas podsłuchiwałeś..? – spojrzała na niego, ale ten tylko odwrócił lekko głowę i zacisnął piąstki. – Ryo.. – przytuliła go do siebie i pogłaskała po plecach. – Nie mów o tym nikomu dobrze? – poprosiła, a chłopiec delikatnie pokiwał głową. I tak zostało. Tylko ta trójka wiedziała o tym, że kiedyś miała narodzić się siostra bliźniaczka Aoi, lecz nawet nie dożyła pierwszego dnia. Gdy Sho dowiedział się o tym, że będzie miał młodsze rodzeństwo, nie mógł się z tym pogodzić. Ryo mu wystarczał, po za tym bardzo kochał swojego starszego brata i nie miał zamiaru dzielić się nim ze swoją przyszłą siostrzyczką.
    Czwartego maja, kilka minut po północy urodziła się niebieskowłosa dziewczynka o ogromnych, szarych oczach. Można rzec, że była odzwierciedleniem swojej matki i gdyby nie różnica wieku, wyglądałyby prawdopodobnie identycznie.

14 lat temu
Sierpień
Aoi miała wtedy 3 lata, Sho 5, a Ryo 12. Każde z nich bardzo się kochało, no może za jednym wyjątkiem. Sho nie znosił swojej młodszej siostry. Strasznie go irytowała. Gdziekolwiek nie poszedł, ona zaraz szła za nim. Nie ustępowała go nawet na krok. Niebieskowłosa zdecydowanie bardziej wolała towarzystwo Sho niż Ryo, ponieważ blondyn zawsze ją mocno przytulał, mówił do niej jak do małego dzieciaka, kiedy ona uważała się za dojrzałą tak samo, jak Sho. Mimo wszystko swojego najstarszego brata też kochała.
- Mamoo! Weź ją ode mnie! – krzyczał niebieskowłosy człapiąc z siostrą wiszącą mu na nodze, śmiejącą się w najlepsze. – Złaź ze mnie! Chcę wyjść na dwór!
- Nie! Ja chce z tobą! – zbuntowała się i mocniej zacisnęła rączki na nodze brata.
- Maamo! – krzyknął zirytowany.
- Sho, skarbie bądź dobrym starszym braciszkiem i pobaw się trochę z Aoi, dobrze? – uśmiechnęła się do niego i poklepał po głowie, po czym dała całusa córeczce.
- Aleja nie.. – spojrzał z wyrzutem na rozpromienioną twarz siostry – Dobra.. – uśmiechnął się chytrze pod nosem i razem wyszli przed dom. – Aoi, słuchaj bo nie będę powtarzał! – krzyknął jak na wojsku, a szarooka od razu wyprostowała się z ogromnym uśmiechem na twarzy i wlepiła w niego wyczekujące spojrzenie. – będziemy się bawić w berka, ok.? Więc berek! – uderzył lekko siostrę w ramię i uciekł znikając za domkami sąsiadów.
- Sho-nii! Zaczekaj!! – krzyknęła głośno lekko przestraszona tym pomysłem, ale pobiegła za nim ile sił w nogach, lecz gdy dobiegła do skrętu gdzie zniknął Sho, jej brata już nigdzie nie było. Do jej oczu napłynęły łzy, ale otrząsnęła się i pobiegł dalej.
     Minęło ok. 20 minut, a Aoi nie dość, że nie znalazła swojego brata to nawet nie wiedziała gdzie jest. Z nieba powoli zaczęły spadać pojedyncze kropelki deszczu, aż po chwili rozpętała się potężna ulewa, a niebieskowłosa nie wiedząc co ma teraz zrobić, rozpłakała się stając pod jednym z domów.
                                                                            ***
Tymczasem Sho wrócił do domu mając nadzieję, że w czasie kiedy on uciekł na plac zabaw, Aoi poddała się i zawróciła się do domku..
- Sho? A gdzie jest Aoi? – spytał Hayato wyglądając z salonu i z niepokojem patrząc na ulewę za oknem.
- A nie wróciła wcześniej? – wzruszył obojętnie ramionami zdejmując buty.
- Ryo?! Jest z tobą Aoi?! – krzyknął do swojego najstarszego syna, który po chwili zbiegł po schodach.
- Nie, a co? – spytał rozglądając się za siostrą.
- Aoi jest jeszcze na dworze? – zmartwiła się Mariko wychodząc z kuchni. Cała czwórka zaczęła szukać po domu najmłodszej członkini tej rodziny, ale nigdzie nie było po niej śladu. Sprawdzali też w ogródku i przed domem, lecz słuch po niej zaginął. Nagle zadzwonił telefon i blondyn szybko podbiegł odebrać. Po krótkiej rozmowie odłożył słuchawkę.
- Mamo, Aoi jest u państwa Fujimoto! Pójdę po nią! – krzyknął  chłopak i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, jego już nie było.
    Niecałe 10 minut później wrócił do domu z siostrą na rękach. Była cała przemoczona z podpuchniętymi oczami od płaczu. Gdy tylko rodzice ją ujrzeli od razu przytulili do siebie z wyraźną ulgą, nie zwracając uwagi na to, że będą mokrzy. Później Sho przyznał się, że to on zostawił siostrę samą, bo myślał, iż gdy jej ucieknie ona wróci do domu, więc jako karę musiał pomóc Aoi się umyć, a dziewczynka bardzo ucieszyła się na ten pomysł. Oboje poszli się do łazienki i nie minęło nawet 5 minut, a usłyszeli głośny krzyk niebieskookiego.
- Mamo!! – chłopak wybiegł z piskiem z łazienki – Mamo! Aoi nie ma siusiaka! – krzyknął z łzami w oczach i przyczepił się do sukienki matki.
- Coo?! Jak to?! – zainteresował się Ryo, który jeszcze przed chwilą siedział przed telewizorem. Mariko zaśmiała się cicho i kucnęła przy chłopcach.
- Bo Aoi jest dziewczynką, ona nie ma takich narządów. – przytuliła Sho.
- Ale jak to tak? To jak ona robi siku? – spytał blondyn, próbując to sobie wyobrazić.
- Dziewczyny są dziwne! Nie lubię dziewczyn! – powiedział naburmuszony, krzyżując rączki na klatce piersiowej.
    Od tamtego dnia, Aoi zaczęła codziennie biegać niedaleko domu, aby więcej nie powtórzyła się taka sama historia. Codziennie stawała się coraz lepsza i szybsza, aż pewnego dnia była szybsza niż jej rodzeństwo.

13 lat wcześniej
Kwiecień
Aoi miała prawie 4 latka kiedy przyszedł pierwszy kwiecień. Dzień, w którym po raz pierwszy miała iść do przedszkola.
- Nie chce! Nie chce, nie chce!! – krzyczała i płakała przez całą drogę, wywołując tym nie małą sensację.
- Aoi.. – zaczęła matka błagalnym tonem, ale szarooka wzmocniła tylko swój krzyk – A jeśli Sho potrzyma cię za rączkę, przestaniesz płakać? – spytała i dziewczynka na chwile umilkła patrząc na brata.
- Nigdy w życiu! – przestraszył się i odsunął kawałek, a niebieskowłosa znowu zaczęła płakać.
- Ja cię potrzymam za rączkę! – krzyknął uradowany Ryo łapiąc siostrę za rękę, ale ta jedynie wzmocniła swój płacz. Mariko zaśmiała się z krzywym uśmieszkiem i wzięła córeczkę na ręce.
- Aoi nie płacz. Znajdziesz sobie fajnych przyjaciół, zobaczysz – pogłaskała ją uspokajająco po głowie. Po niecałej minucie płacz ustał i co chwilę było słychać tylko ciche łkania. Niedługo potem byli już pod przedszkolem i dłuższy czas zajęło odczepienie małej od Mariko, która za Chiny ludowe nie miała zamiaru puścić sukienki matki. Gdy wreszcie to się udało, kobieta pocałowała swoją córeczkę w czoło i pożegnała się z nią zostawiając Aoi z opiekunką. Kiedy opiekunka zaprowadziła niebieskowłosą do pomieszczenia, gdzie była reszta dzieci w jej wieku, szarooka zaczęła smętnie chodzić po całej sali szukając sobie jakiegoś cichego, samotnego miejsca. Bardzo się bała, nie mając przy boku swoich braci. W końcu usiadła przy stoliku i ze smutną miną spuściła głowę.
- Hej! To moje miejsce! – krzyknął jakiś chłopiec, wytykając palcem niebieskowłosą, na co przestraszona Aoi spojrzała na niego oczami pełnymi łez, a chłopiec lekko speszony wyjąkał – Aa-le jak chcesz to może być twoje... Tylko nie płacz, ok.? - Kuroki nic nie odpowiadając odbiegła od stolika, zostawiając zszokowanego chłopca samego. Skuliła się w kącie i schowała twarz w kolana.
- Woow, masz niebieskie włosy! Niesamowite! – usłyszała nad sobą dziewczęcy głos. Podniosła lekko głowę i spojrzała na swoją towarzyszkę, która uśmiechała się do niej szeroko. Miała dość długie śnieżno białe włosy i dwukolorowe oczy. Dokładniej jedno było złote, a drugie zaś niebieskie. Kuroki wpatrywała się w nią pełna zachwytu. Jeszcze nigdy nie widziała czegoś tak nieprawdopodobnego. – Jestem… , a ty? Jak masz na imię? – wyciągnęła w jej stronę rękę.
    Od tamtej pory obydwie bardzo się zaprzyjaźniły. Przyjaciółka Aoi często pomagała jej, gdy ta miała jakiś kłopot. Swoją drogą Sho również zaprzyjaźnił się - jak się późnej okazało – z bratem przyjaciółki niebieskowłosej. Przyjaźń dziewczynek trwała ok. miesiąc dopóki pewnego dnia białowłosa nie zjawiła się w przedszkolu. Na początku Kuroki myślała, że to przez to, iż jest chora. Po dwóch tygodniach nieobecności przyjaciółki, zmartwiona dziewczynka spytała swoją opiekunkę co jest z białowłosą, a ta zdziwiona niewiedzą swojej podopiecznej odpowiedziała, że wyprowadziła się z miasta. Aoi przez dwa tygodnie chodziła smętna i nic nie poprawiało jej humoru. Straciła swoją pierwszą i jedyną przyjaciółkę. Z nikim innym później się nie zaprzyjaźniła. Nie chciała. Uznawała to jako zdradę jej własnych uczuć i przez 3 lata przedszkola była sama.

10 lat wcześniej
08. Luty
Jako, że Sho był bardzo utalentowany muzycznie, na swoje 9-te urodziny dostał gitarę. Od tamtej pory często na niej grał, a jego rodzeństwo przesiadywało godziny, słuchając z zachwytem. Ryo też często próbował grać, ale nie wychodziło mu to tak dobrze jak jego młodszemu bratu. Aoi również nie raz chciała spróbować zagrać, ale jej brat nigdy jej na to nie pozwalał. Nie lubił gdy siostra dotykała jego rzeczy, a tym bardziej tych dla niego ważnych. Gitara zawsze stała wysoko, na półce nie dostępnej dla niebieskowłosej, ale tego dnia było inaczej. Sho umówił się na dwór z kolegami, zostawiając instrument na łóżku, a gdy tylko wyszedł, Aoi cichutko zakradła się do jego pokoju. Gdy tylko dorwała się do pożądanego przedmiotu, zaczęła grę. Przejeżdżała palcami po strunach, lecz dźwięk wydobywany z instrumentu nie był tak ładny, jak podczas gry jej brata. Lekko zirytowana tym, że muzyka przez nią grana przypominała zwykłe brzdąkanie, zaczęła mocniej jeździć po strunach, aż jedna z nich pękła i drasnęła Aoi w policzek. Dziewczynka złapała się za rankę i spojrzała przerażona na pękniętą strunę. Wtedy nie wiedziała jeszcze, że struny można wymienić, więc bardzo się przestraszyła, iż zepsuła ważną rzecz należącą do Sho. Spanikowana zaczęła wiązać pękniętą strunę z końcem, ale tylko się nią pokaleczyła. Gdy zabrakło jej pomysłów co zrobić, łzy napłynęły jej do oczu i gdy już miała się rozpłakać na dobre, usłyszała głos matki wołający ją na obiad. Przestraszona szarooka podskoczyła na łóżku, zrzucając przy tym gitarę, której gryf złamał się na pół. Nie dość to, usłyszała głos Sho oznajmujący, że chłopiec wrócił do domu. Szybko zakryła gitarę kołdrą i z łzami w oczach pobiegła w kierunku wyjścia. Na jej nieszczęście, gdy tylko otworzyła drzwi, głową uderzyła w tors swojego brata.
- C-co ty tu robisz? – przestraszył się niebieskooki widząc swoją młodszą siostrę w jego pokoju.
- Ja.. Ja... – zaczęła, ledwo powstrzymując się by nie płakać, gdyż jej ukochany braciszek tego nienawidził.
- Przejdź. – powiedział chłodno marszcząc brwi i popychając lekko niebieskowłosą za drzwi. Szarooka uciekła szybko do pokoju, rzucając się na łóżko i przytulając do poduszki. Domyślała się, że zaraz wszystko się wyda. I wcale się nie myliła. Chwilę później 9-cio latek stał w progu pokoju siostry, trzymając zniszczoną gitarę w rączkach.
- Aoi! – krzyknął z wyrzutem i łzami w oczach. – Jak mogłaś to zrobić?!
- Ja nie chciałam! Przepraszam, Sho-nii – odpowiedziała szlochając. Już nawet nie kontrolowała łez płynących po jej zaczerwienionych policzkach.
- Nienawidzę cię! Jesteś najgorszą siostrą jaką mogłem w ogóle mieć! Już wolałbym, żebyś umarła!! – krzyknął tak głośno, że niemal było go słychać na całym podwórku. Rzucił instrument na ziemie i wybiegł wściekły z domu, a Aoi nie mogąc znieść poczucia winy, rozpłakała się. Zdezorientowani Hayato i Mariko nie wiedzieli co mają zrobić. Obydwoje od razu udali się do pokoju swojej córki pytając co się stało, ale ta tylko płakała. Rodzice czule ją przytulili, próbując tym samym uspokoić swoje dziecko, ale Aoi jak płakała, tak nie zamierzała przestać. Płacz dziewczynki zaczął ustępować dopiero wtedy, gdy poczuła, że podłoga się lekko trzęsie, a z sufitu odpada cynk. Trzęsienie ziemi, nie było częstym zjawiskiem w tym mieście, ale jednak raz na jakiś czas występowało. Dom Kurokich miał już swoje lata i nie był tak wytrzymały jak inne w sąsiedztwie. Sami rodzice Aoi dobrze o tym wiedzieli i planowali w przyszłym roku zrobić remont na wypadek sytuacji takich jak ta. Kilka sekund później trzęsienie wzmocniło się, a z dołu słychać było spadające i rozbijające się przedmioty i gdy niebieskowłosa chciała znowu przytulić się do matki, usłyszała jedynie jak Mariko woła jej imię po czym odpycha tak mocno, że niebieskowłosa upada i traci przytomność.
***
Gdy dziewczynka zaczęła się budzić wokół niej panowała ciemność. Wszędzie leżały szczątki jej domu. Światło wpadało jedynie przez dwa niewielkie otwory pomiędzy gruzami. Szarooka rozejrzała się niespokojnie, dopóki pod ogromną stertą gruzu nie ujrzała ręki matki. Podeszła do niej i pociągnęła lekko.
- Mamo.. Mamusiu.. boję się.. wyjdź- błagała płaczliwym głosem i szarpnęła mocniej za rękę – Tatusiu! Gdzie jesteś..? – zaszlochała i dopiero teraz spostrzegła, że stoi w ogromnej kałuży krwi. Ledwo powstrzymała się by nie zwymiotować, lecz przed łzami nie potrafiła się powstrzymać. Usiadła przestraszona pod ścianą i zaczęła się lekko trząść. W powietrzu unosił się ciężki, brzydki zapach krwi mieszającej się z latającymi pyłami, ale szarookiej to nie przeszkadzało. Była zbyt przerażona by zwrócić uwagę na nieprzyjemny zapach.
***
Gdy Sho wybiegł z domu, oparł się o murek za uliczką przed domem. Płakał, był wściekły, ale nie miał zamiaru z tego powodu uciekać gdzieś daleko. Po prostu chciał pobyć trochę sam. Nie minęła minuta, a ziemia zaczęła się trząść. Kilka minut później dom Kurokich stał się stertą gruzu. Niebieskooki nawet nie zdążył zareagować, a nawet jeśli by chciał, nie mógł. Strach był od niego silniejszy. Stał sparaliżowany, patrząc jak jego dom się rozpada. Niedługo potem do niebieskowłosego dołączył Ryo, który w trakcie trzęsienia ziemi był u swojego przyjaciela.
- Sho! Co.. co tu się stało!? – krzyknął, widząc przerażoną twarz młodszego brata. Zaczął nim lekko trząść, ale ten nie odpowiadał. W głowie miał tylko kilka ostatnich słów wypowiedzianych do siostry: „Już wolałbym, żebyś umarła”. Teraz wiedząc, że te słowa się prawdopodobnie spełniły, do jego oczu napłynęły łzy i spłynęły wzdłuż policzków. Tak naprawdę nie chciał tego. Może i była irytująca i cały czas za nim łaziła, ale była jego jedyną siostrą. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Aoi była tak naprawdę samotna. W końcu nie miała nikogo w swoim wieku. Zawsze biegała tylko za nim, bo on jedyny mógł ją zrozumieć. W końcu oboje byli jeszcze dzieciakami.
     Pół godziny później na miejscu było pełno straży pożarnej i pogotowia. Strażacy ostrożnie usuwali każdy kamień po kolei, aby budynek nie zapadł się jeszcze bardziej. Istniała przecież możliwość, że ktoś jeszcze przeżył. Usuwanie gruzów i sprawdzanie wszystkich zniszczonych pomieszczeń trwało 5 godzin. Ryo już dawno zabrał swojego brata do państwa Fujimoto. Sam bardzo się bał, obawiając się najgorszego scenariusza, ale widząc roztrzęsionego Sho, postanowił się opanować i wykazać dojrzałością. Po kolejnej godzinie usuwania zbędnych przeszkód strażacy wreszcie dotarli do pokoju niebieskowłosej, wcześniej znajdując ciała Mariko i Hayato, którymi zajęło się pogotowie. Jeden ze strażaków wyniósł dziewczynkę. Pytał ją o wiele rzeczy, ale ta nie odpowiadała. Miała świadomość, lecz mimo to nie kontaktowała. Wpatrywała się tępo w dal. Jej spojrzenie było pozbawione blasku, a oczy były czerwone i lekko podpuchnięte od płaczu. Sama Aoi trzęsła się cały czas, a na jej stopach i dłoniach widniała zeschnięta krew rodziców.
    Po kilku minutach nieustannych prób wyciśnięcia choćby słowa z dziewczynki, strażak poddał się i zaprowadził ją do państwa Fujimoto, gdzie czekało na nią rodzeństwo. Dopiero wtedy do oczu Aoi wrócił blask, który został przyćmiony przez łzy.
- Sho-nii.. Przepraszam, ja.. nie chciałam – wypowiedziała łamliwym głosem, nieśmiało i niepewnie podchodząc do brata, który od razu przytulił ją do siebie.
- Idiotko! Nigdy więcej mnie tak nie strasz! – krzyknął przez łzy, mocniej przyciskając do siebie siostrę. Wzruszony Ryo również dołączył się do rodzeństwa.
    Na nie cały miesiąc cała trójka została u państwa Fujimoto, którzy przyjęli ich z otwartymi ramionami. W tym czasie odbył się też pogrzeb rodziców, a policja szukała jakichś krewnych Kurokich, którzy przygarnęli by Aoi, Sho i Ryo. Niestety najbliżsi krewni mieszkali bardzo daleko i dopiero po tym nie cały miesiącu udało się znaleźć ciotkę dzieciaków, również mieszkającą w Kioto – Fujiko Miyazawe. Wtedy nie kompletna rodzina Kurokich wyprowadziła się do swojej cioci.

10 lat wcześniej
Marzec/Kwiecień
Od śmierci rodziców, na twarzy Aoi cały czas widniał smutek. Niekiedy zdarzało się, że uśmiechała się leciutko, ale nawet Sho nie był w stanie nic z tym zrobić. Sam niebieskowłosy też chodził przygnębiony. Tylko Ryo nieustannie próbował rozweselić swoje rodzeństwo. Jemu też było ciężko pogodzić się ze śmiercią rodziców, lecz starał się tego nie pokazywać. Był z nich najstarszy, a matka zawsze mówiła, aby opiekował się rodzeństwem. Żeby był ich podporą kiedy będą miewać upadki. Dzieci mimo krótkiego czasu, bardzo zżyły się z ciotką, ponieważ przypominała im ich matkę. Ta również była dobrą osobą. Kochała ich jak własne dzieci. Była sama więc trójka dzieciaków była dla niej czymś nowym. Opieka nad nimi była nie małym wyzwaniem zważywszy na to, iż kobieta miała już swoje lata. Mimo wszystko nawet nie myślała o tym by ich zostawić. Sama również ich pokochała. Jej dom nie był tak wielki jak Kurokich. Nie miał drugiego piętra i był trochę ciaśniejszy. Miał tylko dwie sypialnie, salon, kuchnię i łazienkę, lecz nie przeszkadzało im to. Około dwa tygodnie po przybyciu rodzeństwa Kurokich, Fujiko przedstawiła Aoi dziewczynkę w tym samym wieku co ona, która dodatkowo była ich sąsiadką. Nazywała się Murasaki Fuse. Miała długie do połowy pleców, fioletowe, kręcone włosy i niewielkie różowe oczy. Była też nieco wyższa od Aoi. Dziewczynki szybko zaprzyjaźniły się. Niedługo potem przyszedł 1 kwiecień. Szarooka zaczęła naukę w klasie podstawowej. Razem z Murasaki trafiły do tej samej klasy. Na początku Fuse często przebywała i rozmawiała z innymi dziewczynami, ale po ok. 3 tygodniach, całkowicie straciła z nimi kontakt i jedyną osobą, z którą rozmawiała była Aoi.
- Fuse-chan. One cały czas się na nas patrzą, jakby chciały nam coś zrobić.. – powiedziała zaniepokojona szarooka. Właśnie przed chwilą zaczęła się przerwa na lunch i razem ze swoją przyjaciółką siedziały przy jednej z ławek.
- Aoi! – krzyknęła nagle marszcząc groźnie brwi, ale zaraz po chwili złagodniała – Jesteśmy przyjaciółkami, prawda? Mogę do ciebie mówić po imieniu, okey?
- E-eeh? No.. dobrze.. – odpowiedziała cicho.
- Cudnie. I ty też do mnie mów po imieniu – szarooka kiwnęła lekko głową. Murasaki uśmiechnęła się do niej promieniście, na co Kuroki odpowiedziała jej nieśmiałym, lekkim uśmiechem. Lubiła Murasaki, ale zawsze kiedy fioletowowłosa obdarowywała ją swoim uśmiechem, czuła jakby owy uśmiech wcale nie był szczery. Z jej przyjaciółką z przedszkola było inaczej. Uśmiech białowłosej zawsze rozweselał niebieskowłosą, a z różowooką tak nie było. Uśmiech Murasaki napawał ją niewyjaśnionym lękiem.
- Aoi? Właściwie to podoba ci się jakiś chłopak z naszej klasy? – spytała po dłuższej chwili milczenia.
- Nie, czemu pytasz? – zaciekawiła się, spoglądając na nią.
- Poważnie?! – poderwała się z ławki, przyciągając spojrzenia innych. – Nie no, ale serio? – spytała spokojniej, siadają z powrotem na miejsce.
- Nie interesują mnie takie rzeczy… - odpowiedziała niepewnie.
- Hmmm. W takim razie może powiesz, kto według ciebie jest najładniejszy? – skrzyżowała palce ze sobą i oparła na nich brodę wpatrując się w przyjaciółkę.
- Err.. – rozejrzała się po klasie – Nie lubię oceniać ludzi po wyglądzie.
- O raaany, Aoi. No weź. Co się stanie jak raz tak zrobisz? – zirytowała się. Niebieskowłosa jeszcze raz przejechała wzrokiem po klasie.
- Murasaki-chan – uśmiechnęła się łagodnie.
- Hę? – przekrzywiła głowę, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- Uważam, że najładniejszą osobą w naszej klasie jest Murasaki-chan – spuściła lekko głowę i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Fioletowowłosa spojrzała złowrogo na swoją towarzyszkę. Przez chwilę miała ochotę ją uderzyć, lecz opamiętała się i odpowiedziała słodki głosem:
- Dziękuję. Ale miałaś wybierać z chłopców.
- Kiedy ja naprawdę nie wiem – wyżaliła się.
- Dobra. Nie ważne. – machnęła ręką i wróciła do swojego śniadania.
    Dziewczynki praktycznie się nie rozstawały. A raczej to Aoi nie chciała się w ogóle rozstawać. Zawsze wolała być blisko osób, które lubiła czy kochała. Gdy tylko zajęcia w szkole się kończyły, wracały razem do domu po czym popołudnie spędzały w domu ciotki Aoi lub w domu Murasaki. Ich przyjaźń trwała 3 miesiące. Ale po tych 3-ech miesiącach coś się wydało.. 
    Jak zwykle wróciły razem ze szkoły. Tym razem popołudnie spędziły u różowookiej.
- Aah~! Co będziemy dzisiaj robić? – spytała Fuse, po tym jak rzuciła się na swoje łóżko.
- Mmm.. Możemy się pouczyć. W końcu jutro mamy test z Japońskiego. – uśmiechnęła się ciepło Kuroki, siadając przy stoliku. Fioletowowłosa westchnęła przeciągle.
- Zapowiada się nudny dzionek. Dobra! To ja pójdę po przekąski i coś do picia. – powiedziała szybko i wybiegła. Aoi nie chcąc tracić czasu, zaczęła szukać książki od japońskiego, lecz po kilku minutach szukania, poddała się i zeszła na dół.
- Murasaki-chan? – zawołała z zamiarem wejścia do salonu, gdy zobaczyła jak jej przyjaciółka rozmawia ze swoją matką.
- Ile to jeszcze potrwa?! Ja już mam dosyć! – żaliła się Fuse, swojej matce – Aoi jest strasznie nudna! Nie lubię jej! W ogóle to przez nią nikt w szkole mnie już nie lubi! Co więcej, śmieją się, że zadaję się z kimś takim jak ona! Mam dość!
- Kochanie, przecież wiesz w jakiej sytuacji jest Aoi-chan. – próbowała złagodzić sprawę.
- No to co z tego! Nie może nękać kogoś innego?! Co ja jestem jedyna na tym świecie?!
- Oh, Aoi-chan.. – powiedziała matka, dopiero teraz zauważając dziewczynkę. Murasaki odwróciła się lekko przestraszona.
- Aoi..? Słyszałaś to..? – spytała.
- Ja… Ja już pójdę.. – szarooka odpowiedziała cicho, spuszczając głowę, po czym wybiegła z mieszkania Fuse. Po tym co usłyszała nie mogła się pozbierać przez kilka tygodni. Z Murasaki straciła całkowicie kontakt. Znowu była sama. Od tego czasu zaczęła myśleć, że nie warto mieć przyjaciół. W swoim nieszczęśliwym dzieciństwie miała tylko dwoje przyjaciół i tyle wystarczyło by utrwalić się w świadomości, że samej będzie jej lepiej. A raczej – lepiej jej będzie z jej rodziną. Tylko ona ją rozumie i tylko ona jej nigdy nie zostawi.
     Niecałe 6 lat później Fujiko zmarła na zawał zostawiając Ryo, Sho i Aoi samych. Jako, że Ryo miał wtedy już 22 lata, wszystkie obowiązki przeszły na niego. Musiał znaleźć pracę i utrzymać swoje młodsze rodzeństwo. Początki samodzielności były dla nich bardzo trudne. Dopiero po 3 latach problemy w miarę się ustabilizowały. Wtedy też Sho i Ryo kupili papugę dla Aoi na urodziny, mimo iż dziewczyna wołała kota. Niestety posiadanie kota uniemożliwiała jej alergia na sierść. Wreszcie po kolejnych 2 latach, gdy Ryo wrócił z pracy oznajmił, że wyprowadzają się do Osaki, gdzie zaczną swoje życie na nowo.

Kwiecień
Poniedziałek – Popołudnie
– Zastanawia mnie na co tak patrzysz na tym obrazie..? – spojrzał pytająco na młodszą siostrzyczkę. Aoi spojrzała smutno na obraz.
- Tam miała być „ona”.. – opowiedziała smutno. 
- „Ona”? – przekrzywił lekko głowę – Masz na myśli tą twoją przyjaciółkę z przedszkola, tak? – dziewczyna kiwnęła lekko głową na „tak”. Niebieskowłosy spojrzał jeszcze raz na obraz – Więęęc..? Czemu jej tu nie ma?
- Namalowałam ten obraz po śmierci cioci. Nie pamiętałam już wtedy jak ona wyglądała.. – odpowiedziała przygryzając lekko wargę – Jedyne co pamiętam to, to że miała dwukolorowe oczy i zawsze ogromny uśmiech na twarzy.
- A pamiętasz chociaż jak się nazywa, czy coś? – spytał, ale szarooka tylko pokiwała przecząco głową. – No nic. Zostawię to u ciebie w pokoju. Może kiedyś to dokończysz.
- Po co? Lepiej to wyrzuć. I tak nigdy nie zostanie skończony, bo nigdy jej nie spotkam.
- To ty wyrzuć – odpowiedział beznamiętnie z cwanym spojrzeniem.
- Przecież wiesz, że ja nie potrafię tego wyrzucić. – powiedziała z lekkim przekąsem i przygryzła wargę.
- Wiem. – odpowiedział z uśmiechem i wcisnął siostrze obraz, na co ta westchnęła ciężko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
100 lat, 100 lat dla Ayame i żeby znalazła sobie więcej zabawek pokroju Aoi, bo dzisiaj 12.01 są jej urodzinki. Jeeej. Gehehe, a za 9 dni urodzinki Miki  xDD No cóż. Wreszcie nie miałam oporów z pisaniem tej notki x3 Czekałam na nią bardzo długo, bo dokładnie miałam zaplanowane co i jak. Hmm.. w kolejnym rozdzialiku będzie tzw. "Sho story" i pojawią się dwie, nowe postacie. Ale więcej w następnej nocie! x3

2 komentarze:

  1. oh ah ! cudna nota <3 czekam na następne, mem nadzieję, ze więcej sie dowiem o przyjaciółce aoi z przedszkola hehehehehe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehehhehehe, zabawne, tym bardziej, że jako tako wiesz co i jak cheaterze ty xPP

      Usuń